poniedziałek, 16 października 2017

Korepetycje z korzyściami, czyli "Układ" Elle Kennedy


Nikogo nie zdziwi, że ochoczo sięgam po książki z gatunku New Adult. Nie powinno też zaskakiwać, że lubię, gdy są nieco mniej "grzeczne". Gdy z tego powodu sięgałam po Elle Kennedy, czułam, że mnie nie zawiedzie. Pytanie tylko, czy przeczucie mnie nie zawiodło.


Tytuł: Układ
Tytuł oryginalny: The Deal
Seria: Off-Campus #1
Autor: Elle Kennedy
Wydawnictwo: Zysk
Data wydania: luty 2016
Liczba stron: 464
Ocena: 8/10

Niegrzeczne New Adult jest dokładnie tym, co tygryski lubią najbardziej. Wystarczyło poznać opis z tylnej okładki, by domyślić się, że tygrysek książkowy trafił idealnie, jednak... Cóż, opisy nie zawsze oddają klimat książki. Na szczęście w przypadku Elle Kennedy nikt się nie pomylił. 

Hannah jest wzorową studentką i typową szarą myszką, która woli pozostać niezauważalna. Gdy zadurza się w pewnym przystojnym chłopaku, nie umie w ogóle podejść do tematu podrywu. 
Garrett odnosi sukcesy w hokeju, który stanowi jedną z jego największych pasji. Niestety gdy jego oceny na uczelni spadają, a kariera sportowa staje pod znakiem zapytania, musi zacząć poszukiwania korepetytorki. Wybór pada na Hannah - prawdopodobnie jedyną dziewczynę na całym kampusie, której na jego widok nie mdleje z zachwytu. 
Obydwoje idą na układ - ona pomoże mu w nauce, zaś on jej w zdobyciu upragnionego chłopaka. Wszystko się zmienia, gdy jej ideał zaczyna przybierać twarz Garretta, zaś on czuje dziwne kłucie w sercu na myśl o pomaganiu dziewczynie w zdobyciu innego. 

Powiem krótko i treściwie - Elle Kennedy stworzyła jedną z lepszych powieści New Adult spośród dostępnych na polskim rynku. Jest zabawnie - i to tak porządnie, z dobrym humorem, a nie głupawymi żarcikami, które śmieszą tylko w podstawówce. Jest odpowiednio seksownie - mimo że z początku wszystko zapowiada się na całkiem niewinną relację, a autorka stopniowo podnosi temperaturę, to tym samym nie przekracza granicy dobrego smaku. Jest sensownie - bohaterowie wiedzą, co robią i dlaczego, biorą odpowiedzialność za swoje czyny i wyciągają z nich wnioski. Zarazem jest lekko - historia Hannah i Garretta nie męczy, pochłania się ją za jednym zamachem i kończy z cisnącym na usta pytaniem o kontynuację lub jakąkolwiek inną twórczość Elle Kennedy.

Hannah wzbudza sympatię od pierwszych stron powieści, mimo feralnego doboru obiektu westchnień - od faceta z daleka śmierdzi kiepawym charakterem. Cóż, na pewno nie tylko ja znam takie historie wręcz zbyt dobrze, więc mogę śmiało powiedzieć, że losy tego zauroczenia były z góry przesądzone i nikt nie uzna tego za spoiler. Tutaj jednak właśnie stawiam małego minusa - było trochę zbyt przewidywalnie
Mimo to naprawdę kibicowałam Hannah - nie tylko w sprawie związku, o którym ona zdawała się nie mieć jeszcze pojęcia, gdy ja tymczasem niemal skakałam jak cheerleaderka w fotelu z książką (wyobraziłaś to sobie, prawda? - nie da się tego już odzobaczyć!). Trzymałam też kciuki za to, by w końcu odnalazła siebie w całym tym zamieszaniu, które ją otaczało. Chciałam, by to może właśnie Garrett wskazał jej właściwą drogę. Może też by i ona jego naprowadziła na właściwe tory. Po prostu ta dwójka stworzyła parę, której nie można źle życzyć. Wspólnie z nimi przeżywamy wszystkie problemy i rozterki, wzbijamy się na wyżyny szczęścia, by zaraz strzelić płaską dłonią w czoło i pokręcić głową, mamrocząc pod nosem, że przecież to nie może skończyć się dobrze. 

Historię Hannah i Garretta czyta się bardzo płynnie, niewątpliwie dzięki dobremu warsztatowi autorki. Język powieści został dopasowany do jej odbiorców, tzn. młodzieży czy też młodych dorosłych i mimo trafiających się czasami ostrzejszych sformułowań, jestem pewna, że nikt nie poczuje się zgorszony.

Do tego ta okładka, która kompletnie mnie oczarowała swoją subtelnością, pastelowymi odcieniami i nienachalnym romantyzmem. Cud, miód i maliny! Poproszę takich więcej, gdyż na samą książkę można wtedy po prostu patrzeć i zachwycać się, jak ładnie wygląda...w zestawieniu ze wszystkim.

Krótko podsumowując, gdyż i po co tu się rozgadywać, skoro wszystko zostało już powiedziane - Elle Kennedy zadebiutowała na polskim rynku w bardzo dobry sposób, gdyż trafiło na powieść, która z miejsca podbija serca. Spróbujcie przeczytać "Układ" i chociaż raz się nie uśmiechnąć lub nie westchnąć pod nosem nad tym, ile ta dwójka musi przejść, by odkryć, czy jest im pisane bycie razem. Dla mnie poznawanie ich historii stanowiło jedne z najprzyjemniejszych wieczorów zeszłorocznej zimy, więc naprawdę nie wiem, dlaczego dopiero dziś zebrałam się za dokończenie tej recenzji. Może po prostu musiałam się upewnić, że książka dalej będzie podobać mi się tak bardzo, mimo upływu czasu, a dziś mogę Wam to potwierdzić.

1 komentarz:

  1. Mnie osobiście ta książka nie przypadła do gustu. Zaczęłam ja czytać, ale nie skorzystam. Moja przyjaciółka z bloga Zapatrzona w książki do dziś nie może mi tego darować.:) Może kiedyś spróbuję jeszcze raz:)
    kocieczytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.