czwartek, 29 sierpnia 2013

Filmowo-premierowo: "Dary Anioła: Miasto kości"

A no właśnie, witajcie w moim prywatnym Mieście Kości!

Nie przedstawiałam Wam recenzji książek Cassandry Clare, bo pierwsze trzy tomy czytałam zaraz po ich premierach, a kolejne dwa na naszym rynku stoją na półce i czekają na lekturę. Jest to jedna z nielicznych serii, które tak pokochałam i które zakupiłam bez żadnego czytania recenzji niemal od razu po premierze. Pierwszy tom, o ile dobrze pamiętam, zakupiłam z przypadku w tym samym tygodniu, w którym ukazał się w Polsce. Kolejnych nie mogłam się doczekać i też polowałam na nie od razu po wydaniu. Z racji tego, że wiedziałam, iż film nigdy nie dorówna książce, postanowiłam odświeżyć sobie znane trzy tomy, jak i wreszcie przeczytać ich kontynuację dopiero po seansie - nie chciałam psuć go sobie narzekaniem na niedociągnięcia w scenariuszu. W kinie wylądowałam wczoraj rano. Jak na tym wyszłam?



Nie wiem, czy jest sens opowiadać Wam o fabule książki i filmu, bo w Internecie zaroiło się od recenzji obu. Może powiem w dwóch słowach. Tak dla ogólnej orientacji.
Clarissa Fray mieszka z matką w Nowym Jorku. Nie przepada za słuchaniem się jej, więc gdy jej przyjaciel, Simon, proponuje wyjście, zaciąga go do klubu - nie pierwszego lepszego. W środku widzi coś, czego nie powinna - i czego reszta klubowiczów, w tym Simon, w ogóle nie zauważyła. Mianowicie zostaje świadkiem morderstwa. Kilka dni później jeden z zabójców ją odnajduje, ale nie z zamiarem zabicia jej, a poznania. W tym momencie życie Claire ulega zmianie, wpychając ją do świata, o którym słyszała jedynie w koszmarach i w ramiona niezwykle przystojnego Nocnego Łowcy.
Zacznę od tego, że na seans poszłam wraz z młodszą siostrą i koleżanką - żadna z nich nie czytała książki i każda odebrała film inaczej. Ja jako że mimo lektury "Miasta kości" cztery lata temu, miałam tę historię w miarę wyraźnie w głowie, więc też podeszłam do ekranizacji w odmienny sposób. Jeśli więc wrażenia dziewczyn z seansu były odmienne od moich, na pewno Wam o tym wspomnę.


Bardzo podobały mi się sceny akcji. Powyższa akurat kompletnie rozłożyła mnie na łopatki - ze śmiechu. Zagrana świetnie, końcowy efekt specjalny z biczem Isabelle nie do końca dopracowany, ale muzyka w tle... Rany, śmiałam się w duchu z doboru. Serio, kto daje taki podkład do walki? Na szczęście rozbawiło mnie to, zamiast psuć seans, siostra też śmiała się w głos po wyjściu z kina, zszokowana, że ktoś poza nią zauważył tę groteskę. Ale ja widzę w tym sens - Jace momentami zdawał się traktować to zabijanie jak rozrywkę, więc podkład nie jest aż tak bardzo nietrafiony.
Ogółem wszystkie sceny mordowania demonów, współpraca z wilkołakami, finałowe walki zostały dopracowane do perfekcji. Aktorzy zostali dobrze wyszkoleni do swoich ról i wszystko wyglądało wiarygodnie. I ta piękna broń - uwielbiam bat Izzy i sztylety Jace'a, a ta walka na miecze była cudowna.
Momentami aż przechodziły mnie dreszcze od poczynań demonów. Miałam niezły ubaw :)


Przechodząc do fabuły i niedociągnięć, kolejność wydarzeń została trochę zmieniona. Wielu scen nie ma i szkoda, bo brakowało mi m.in. rozmowy Clary i Izzy z początku ich znajomości. Wątek romansowy rzeczywiście trochę niedopracowany, aczkolwiek mnie urzekł - jestem beznadziejną romantyczką jak Simon, co ja na to poradzę? Tekst Clary w scenie ratowania matki do Luke'a, że ten może wystawić głowę przez okno, jeśli chce, niemal zwalił mnie z krzesła. Rozbawił, ale też zażenował - kto myśli o takich rzeczach, kiedy jedzie matce na ratunek? I ten Bach przewijający się w filmie... Podobnie scena z pianinem i potem w oranżerii - obie wyraźnie zainspirowane "Zmierzchem". I te zraszacze imitujące deszcz... Znowu mój beznadziejny romantyzm wychodzi na jaw. Nie przeszkadzała mi naiwność tej sceny :)
Teksty Jace'a pierwsza klasa - tak samo jak w książce. Odpowiedź na przytyk Simona o farbowanych włosach chyba wszyscy znają z trailera. A kto pamięta, kto wypowiedział słynny już książkowy cytat o "zakochaniu w samym sobie i odrzucaniu się co jakiś czas, żeby było zabawniej"? Tak, tak, Jace. Uwielbiam jego poczucie humoru - wielkie gratulacje dla autorki. Dla scenarzysty zaś podziękowania, że zostawił chociaż część jego tekstów w filmie.



I oto nadchodzą bohaterowie i poziom gry aktorskiej oraz wiarygodność trójkąta miłosnego. Szczerze mówiąc, polubiłam filmowego Aleca (Kevin Zegers), ale był stanowczo za stary. Wyglądał na 30-stkę, nie na wiek książkowy. I było go mało, bardzo mało, miał dosłownie swoje pięć minut. I szkoda. Ale w książce poświęcono mu podobnie mało uwagi, dopiero w kolejnych tomach dostał jej więcej, więc mam duże nadzieje na drugi film.
Clary (Lily Collins) nie wygląda aż tak "staro" jak Alec, ale książkową Clarissę poznajemy w wieku lat piętnastu! Dałam jednak radę przymknąć na to oko, bo uważam, że aktorkę wybrano do tej roli świetnie. W ogóle bardzo ją lubię, tak samo jak aktora od Jace'a (Jamie Campbell Bower). Nie ukrywam, że ich dwójka przyciągnęła mnie do filmu, którego się trochę bałam. A potem pojawił się pierwszy trailer i się zakochałam, co tu dużo mówić :) Szkoda, że było tak mało Lizzy i Magnusa. Hodge mi się nie podobał, Valentine stracił dużo charakteru. Luke i matka Clary bardzo mi się podobali.
Trójkąt miłosny... cóż, jak mówiłam, romans mnie ruszył. Nie był oryginalny, wielkie newsy z finału ruszyły moją siostrę w negatywny sposób (ale wróciła do domu i zagłębiła się w książce, więc cel osiągnięty). Simon... wydał mi się w swojej miłości aż nazbyt pogrążony. Scena z animacją powyżej wydawała mi się przesadzona ze strony tego aktora. Za to mimika Jamiego... rany, podchodziłam do niego na luzie, bo do faceta nic nie mam, a tu taki pozytywny szok :)


Runy były piękne. Sposób, w jaki wszystko z nimi związane zostało poprowadzone (fragment nauki run i wnikająca filiżanka też) było niesamowite. Dosłownie siedziałam z bananem na twarzy, widząc te symbole, niebieski płomień i w ogóle to wydawało mi się takie magiczne. Też chcę umieć rzeźbić runy na ciele!
Kto mnie nauczy? Clary? Serio? Świetnie. Jesteśmy umówione.
Gdzie to ja byłam...


Film gorąco Wam wszystkim polecam - zarówno już powstałym Nocnym Łowcom, jak i osobom, które nie mają zielonego pojęcia o książkach. Warto go zobaczyć. Ekranizacje "Intruza", "Czerwieni rubinu" i "Pięknych istot" nawet się nie umywają do "Miasta kości". Może ją przebić jedynie "W pierścieniu ognia", ale to okaże się w listopadzie. Przy takich filmach chętnie będę Wam pisać recenzje :) Sądzicie, że to dobry dodatek do naszego bloga? Trafne urozmaicenie?

Jeszcze dziś będę miała dla Was ważne ogłoszenie związane z pierwszym zdaniem tego wpisu. Wyczekujcie! Warto! :)
A na koniec... posłuchajcie cudnego śpiewu Jamiego. Ja się rozpływam. Zakochałam się w gościu, daję słowo :)

 

21 komentarzy:

  1. Na początku aktor nie pasował mi na stanowisko Jace'a, ale po premierze filmu... zakochałam się :) Ma dziwny typ urody i może nie jest równie piękny co Alex Pettyfer (główny faworyt do roli), to i tak się wyrabia.
    Film - po prostu cudo, muzyka świetna.
    Jedna z moich ulubionych ekranizacji <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja tak samo :) Genialna produkcja. Jak tak się zastanowię, to naprawdę jeden z moich ulubionych filmów i ekranizacji
      I od początku byłam za Jamiem, nie Alexem ;)

      Usuń
  2. Mi też się Alec spodobał ! Ale jak dla mnie Jace wgl nie umiał odpyskować tak jak to było w książce. jednak film mi się bardzo bardzo podobał
    MAGNUS i VALENTINE <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trochę jego pyskówki wycięli niestety, ale i tak dialogi o naturalnym blondzie i odtrącaniu samego siebie były piękne :) Za to uwielbiam książkę i film :) Można się porządnie pośmiać :)

      Usuń
  3. Nie umiem się doczekać, kiedy ja będę mogła iść na ten film. Uwielbiam Jamiego i ten jego akcent, więc poszłabym nawet, gdyby film okazał się totalną szmirą :D Szkoda tylko, że nie mam z kim iść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd jesteś? Jeśli z Warszawy, to pójdę chętnie jeszcze raz :P Też dla akcentu Jamiego, haha :D

      Usuń
  4. Uwielbiam <3 Film bardzo mi się spodobał i dzięki niemu pierwsza część z serii już niedługo będzie u mnie na półce. Nie czytałam jeszcze książek z tej serii a po filmie nie mogę się tego doczekać :) Kocham ten film! I muzykę! Po kilku dniach od obejrzenia nadal jestem podekscytowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że jak siostra była wczoraj ze mną na seansie, to dzisiaj skończyła czytać pierwszy tom i już wciągnęła się w drugi :)

      Usuń
  5. mam ogromną ochotę na film - moja ukochana tematyka - i na poznanie wersji książkowej też :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja wyszłam lekko zawiedziona, dlatego, że zabrakło wielu moich ulubionych scen, ale gdy w domu to dokładnie przemyślałam, to film mi sie spodobał. Alec, a właściwie aktor, który go grał był dla mnie za dobrze umięśniony i za stary, jak sama pisałaś. A Jamie, przez połowę filmu walczyłam, by się przekonać, ale gdy zaczął grać, to zmieniłam zdanie. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też na początku byłam trochę zawiedziona, ale po przemyśleniu się zakochałam. Z tym Aleciem trochę niewypał, no ale trudno się mówi, i tak go lubię. A Jamiego normalnie kocham!

      Usuń
  7. Nie mogę się doczekać aż zobaczę film :D Jakąś godzinę temu skończyłam po raz drugi czytać pierwszą część, aby ją sobie odświeżyć :) Jutro już będę po seansie i okaże się jak się spisali :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie sobie chcę pierwsze trzy części odświeżyć, bo czytałam je w 2009 i 2010 zaraz po ich premierach i potem muszę nadrobić kolejne tomy.

      Usuń
  8. Mi z początku, no i w sumie trochę nadal Jamie nie pasował na Jace'a. Po prostu mijał się z moim wyobrażeniem związanym z wyglądem. Ale ta jego mimika, była genialna! I jak mówił te Jace'owe teksty!
    Jeśli chodzi o Simona, to w filmie go polubiłam. W książce zaś mnie denerwował.
    A runy rzeczywiście bardzo dobrze im wyszły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, mimika i teksty Jace przeważyły o moim uwielbieniu dla Jamiego :) I co do Simona - same here! W filmie jest okej, ale w książce jest trochę denerwujący.

      Usuń
  9. Nie wiem czy przełamię moją niechęć do aktora i wybiorę się na film. Zauważyłam w ogóle, że nasz podobny gust przejawia się w wielu dziedzinach, ale akurat w kwestii aktorów mamy często odmienne zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Ale wierz mi, że warto zobaczyć film ;) Przypomniał mi, dlaczego na początku kochałam książki.

      Usuń
  10. Ja wciąż nie widzę Jamiego w roli Jace, ale być może zmieni się to po obejrzeniu filmu. Mam już zarezerwowane miejsca na środę. :D Czytając różne recenzje, Miasta Kości w formie filmu, jeszcze bardziej się nakręcam na film, no już nie mogę się doczekać!
    A te piosenki są cudne, jejku, ma głos skubany. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie widziałam go w tej roli... do pierwszego trailera :D Potem bardzo mi pasował. I wierz mi, że to, jak mówi te wszystkie Jace'owe teksty i jego mimika są po prostu zabójcze. A głos... Nic mi nie mów, śniłam o nim :P

      Usuń
  11. Jestem po prostu zachwycona tym filmem, jak dla mnie to najlepsza ekranizacja, jaką do tej pory oglądałam, dużo lepsza niż np. Piękne istoty, Igrzyska śmierci czy Intruz. Jedyne, co mi trochę przeszkadzało, to właśnie wygląd aktora grającego Aleca, wyglądał zdecydowanie za staro. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwień rubinu, Piękne istoty i Intruz to był jakieś nieporozumienia. "Igrzyska śmierci" akurat uwielbiam, ale na chwilę obecną stwierdzam ku własnemu zaskoczeniu, że "Miasto kości" zrobiło na mnie większe wrażenie :)

      Usuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.
Mała UWAGA: usuwam wszystkie komentarze zawierające linki w jakiejkolwiek formie.