sobota, 19 października 2013

"Kings of Leon. Sex on Fire" - Michael & Drew Heatley





Tytuł: Kings of Leon. Sex on Fire
Autor: Michael i Drew Heatley
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Tłumacz: Agnieszka Brodzik
ISBN: 978-83-7924-017-3
Data wydania: lipiec 2013
Liczba stron: 288
Cena: 39,9 zł
Natalia - moja ocena: 7/10


 



Każdy z nas ma zespoły, których muzyka nigdy się nie nudzi. Dla mnie jednym z nich jest Kings of Leon, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, by przeczytać niedawno wydaną w Polsce biografię, bez wahania po nią sięgnęłam. Przerabiałam już autobiografie i biografie aktorów, więc historia jednego z ulubionych zespołów była dla mnie swego rodzaju pierwszym razem, podobnie jak po raz pierwszy spotkałam się z książką wydawnictwa Sine Qua Non. Pewnie zastanawiacie się, co krążyło mi po głowie po lekturze. Cóż mogę powiedzieć?

King of Leon. Sex on Fire to pierwsza rzetelna biografia. Autorzy śledzą losy zespołu od czasów, gdy był on jedynie lokalną grupą muzyków z nadzieją na karierę. Zabierają nas do chwil, gdy Sex on Fire czy Use Somebody po raz pierwszy podbijały listy przebojów na całym świecie. Pozwalają towarzyszyć artystom w tej fascynującej przygodzie.
W skrócie - książka ta jest napisaną z rozmachem opowieścią o jednej z najbardziej fascynujących formacji rockowych naszych czasów.


Zaczęłam ją czytać na jednym z wykładów. Mam podzielną uwagę, toteż skupiałam się na obu rzeczach. Z początku. Książka dość szybko skupiła całą moją uwagę, odebrała wszelkie troski i pozwoliła skupić się na historii muzyków i całego zespołu. Przyznajcie, często Wam się to zdarza przy czytaniu biografii i to zespołów muzycznych? Bardziej zawładnął mną tylko dokument o Beyonce puszczany niedawno w telewizji. Tutaj ojciec i syn, będący autorami tej książki, udowodnili, że muzyka Kings of Leon łączy pokolenia i że nadaje się dla każdego. Jak najbardziej się zgadzam - na co dzień nie słucham podobnych klimatów, a jednak Kingsi mnie uwiedli od pierwszego przesłuchania Sex on Fire.

Przepadam za zespołem od kilku ładnych lat, mniej więcej od ukazania się tytułowego singla Sex on Fire na polskim rynku muzycznym. Ich piosenki nastrajają melancholijnie, a jednocześnie radują, pobudzają, dodają energii... Mnie osobiście nie raz dokładają odwagi i motywują do różnych działań. Teksty niosą ze sobą jakieś wartości, nie są puste, byleby tylko były i dobrze się nuciło, ale mają swój przekaz - mało takich zespołów odnosi obecnie sukces. Nie chcę nikogo urazić, ale żadne One Direction, Miley Cyrus i inne gwiazdki nigdy nie dorównają Kings of Leon, mimo iż teoretycznie KoL jest mniej znany w świecie. Więc jeśli słuchacie tych zespołów z przebojami o niczym, to proszę Was, poświęćcie te piętnaście minut, by włączyć Youtube'a i puścić sobie kilka piosenek Kings of Leon. Zrozumcie tekst i wyczujcie duszę piosenki, a zrozumiecie, skąd moja miłość do zespołu i dlaczego pragnęłam poznać ich historię.

Niestety książka ma też wady i to dość poważne. O ile z początku lektura była wciągająca, tak im dalej brnęłam, tym szło mi to ciężej. Język dobry, nie było widać żadnych zgrzytów, mimo że książkę pisały dwie osoby, ale... Zabrakło pazura, czegoś, co by mnie non-stop utrzymywało przy lekturze i nie pozwalało jej odłożyć na bok. Wiem, że trudno o to w biografii, ale wiem też, że jest to możliwe, bo kilka takich bardziej wciągających (ale wciąż nie majstersztyków) czytałam. Pod tym względem mocno się zawiodłam. Jak już odłożyłam książkę, było mi ciężko ponownie po nią sięgnąć i nową porcję lektury zaczynałam z lekkim przymusem.

Plus za to, że autorzy przedstawili zarówno dobre strony członków zespołu - trzech braci i ich kuzyna -, jak i wady oraz wpadki. Libacje alkoholowe, bójki, narkotyki to nie tajemnica, muzycy sami się do nich przyznają. W końcu też możemy poznać genezę wielu utworów, na które zaczęłam dzięki temu patrzeć pod innym kątem.

Nie spodziewajcie się jednak fajerwerków, bo takowych nie ma. Zwykła biografia. Porywająca, owszem, ale spokojnie można ją odłożyć na półkę w trakcie czytania i to bez większych wyrzutów sumienia z przerwanej lektury. Czyta się przyjemnie. Książka ładnie wygląda, jest napisana dobrym językiem. Dodatkowo w środku znajdziemy gratkę dla fanów - wkładkę fotograficzną, dyskografię i spis inspiracji muzycznych.

Podsumowując, Kings of Leon. Sex on Fire jest pozycją obowiązkową dla fanów zespołu. Ciekawi mogą śmiało sięgać, a nuż ich historia zaciekawi, aczkolwiek co to za czytanie biografii bez jakiegokolwiek pojęcia o zespole i granej przez niego muzyce? Żeby więc ułatwić Wam podjęcie decyzji, wstawiam poniżej moje dwie ukochane piosenki, a Wam książkę polecam na jesienne wieczory.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non i portalowi Sztukater.

6 komentarzy:

  1. Świetna recenzja, ale lektura nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeczytałam z ciekawości, bo zespół uwielbiam :)

      Usuń
  2. Kings of Leon to jeden z moich ulubionych zespołów, ale po książkę raczej nie sięgnę, bo nie przepadam za biografiami ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałem i mimo wszystko wiele rzeczu się o nich dowiedziałem. A na koncercie Kingsy to prawdziwa petarda!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.