piątek, 24 października 2014

"Jamnik z kluskami" - Ola Trzeciecka

Tytuł: Jamnik z kluskami
Autor: Ola Trzeciecka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: sierpień 2014
ISBN: 978-83-7961-009-9

Liczba stron: 432
Cena: 32 zł
Dorota - moja ocena: 7/10


Przyznam się bez bicia, że do sięgnięcia po tę książkę nakłoniła mnie przede wszystkim sympatyczna okładka z rozkosznym jamniczkiem i zabawny tytuł. Opis też był zachęcający, tak więc zasugerowałam szanownemu małżonkowi, że chciałabym ją dostać w prezencie imieninowym. I dostałam. Ale jak to u mnie zwykle bywa, każda książka musi swoje odleżeć, by nabrać mocy, więc do czytania zabrałam się z miesięcznym opóźnieniem. Czy mi się podobała? 

Nie ma to jak prezenty. Szczególnie od małżonka, przewiązane piękną kokardką i z seksowną bielizną wewnątrz. Ładny kolor, fason, materiał... ale nie ten rozmiar. I imię coś nie pasuje. Zwykły prezent sprawia, że Anka, żona doktora Adama Kluska, zaczyna analizować swoją prywatną piękną katastrofę - małżeństwo ze zdradzającym mężczyzną, który nie dość, że ma kochankę, to jeszcze mamuśkę prosto z piekła rodem. Teściowe nie są złe tylko dla facetów - kobietom też dają popalić! Wraz z pomocą przyjaciółki, Magdy i ukochanego jamnika, Zaworka musi w końcu stawić czoła wszelkim problemom i zrobić to w koncertowym stylu. 
Uwielbiam zabawnie napisane książki, a tu śmiać się można niemal przez cały czas. Za poczucie humoru i zabawne dialogi dałabym autorce 10 punktów na 10 możliwych, ale już za samą historię odjęłabym od tej dziesiątki przynajmniej 5 punktów. Bo to historia jest, delikatnie mówiąc, dziwaczna, taka trochę od czapy, a wszyscy bohaterowie tej opowieści są albo biali, albo czarni - nic po środku (nawet ci drugoplanowi jak nawiedzone sąsiadki, szef Magdy i jego kochanka, jeden z chwilowych amantów Magdy z koszmarną córeczką). I tak po jednej stronie mamy główną bohaterkę Ankę i jej równie postrzeloną przyjaciółkę Magdę (one, oczywiście, są te dobre), a po drugiej stoi mąż owej Anki - Adam Kluska i jego upiorna mamuśka (oni są, rzecz jasna, ci źli). 

Adam Klusek jest chirurgiem w jednym z warszawskich szpitali (z tekstu wynika, że jest to szpital na Oczki - szerzej znany jako szpital przy ul. Lindleya, gdzie pracowałam swojego czasu na bloku operacyjnym owej chirurgii ogólnej zresztą, więc muszę przyjrzeć się uważniej pracującym tam teraz panom doktorom, bo może ta postać jest autentyczna). Cechuje go mikry wzrost, mikra postura, ale za to ego ma rozdęte do granic możliwości. Pan doktor jest maminsynkiem uzależnionym od zaborczej mamusi, która dyryguje jego życiem i jest dla niego wyrocznią. Kochają się w nim wszystkie pielęgniarki w szpitalu (które on traktuje jak śmieci), była narzeczona Grażynka (rozstał się z nią na życzenie mamusi), a w późniejszym czasie biuściasta Izunia (to ta, dla której kupił seksowną bieliznę). Tylko Anka nie pała do niego miłością ani przed ślubem, ani tym bardziej po ślubie. 

Teraz na tapetę wypada wziąć jego szanowną małżonkę - Ankę.
Anka jest młoda, ponoć ładna, właśnie pisze doktorat, niestety autorka nie poinformowała nas czym się Anka zajmuje i z czego się utrzymuje. Wiemy za to, że [na początku opowieści] na gwałt szuka męża - najlepiej bogatego i z mieszkaniem. I wydaje się za Adama Kluska, choć wszystko w nim raczej ją irytuje i śmieszy, niż pociąga, a to zwiastuje katastrofę. Można powiedzieć, że widziały gały co brały... Anka jest tu, a właściwie powinnam napisać powinna tu być postacią pozytywną, ale nią nie jest. Przynajmniej nie dla mnie, bo mnie wręcz denerwowała swoją postawą, a chwilami wręcz głupotą. Zachowywała się czasami jak małe rozkapryszone dziecko, które nabroiło, a potem ma pretensje do całego świata, za to, co jej się przytrafiło.
Jest jeszcze upiorna teściowa czyli mama Klusek - przedstawiona tu jako podła harpia, zołza do kwadratu, która tylko knuje przeciwko Ance i obgaduje ją przed rodziną i znajomymi (równie upiornymi jak mama Kluskowa).
Jest też Magda - przyjaciółka Anki, równie postrzelona jak Anka, ale ją jakoś łatwiej polubić, niż główną bohaterkę, choć rozumem raczej nie grzeszy. 


Jedyną tak naprawdę pozytywną postacią tej powieści jest tytułowy jamnik o uroczym pyszczku i dość zagadkowym imieniu Zaworek, nie rozumiem jednak, dlaczego umieszczono go w tytule, skoro odegrał w tej opowieści raczej średnio ważną rolę. Powinno się to raczej nazywać "Anka walcząca z Kluskami" albo "Jak idiotycznie wpakować się w nieudane małżeństwo na własne żądanie". 


Podsumowując:
- plusy tej historyjki to: świetny humor w ilościach hurtowych, książkę szybko się czyta.
- minusy: nijak nie można sobie wyobrazić, że opowiedziana historyjka mogła wydarzyć się naprawdę, czarne charaktery są za czarne, wręcz przerysowane, aż trudno uwierzyć, że Anka jest w trakcie pisania doktoratu, bo gdyby autorka o tym nie wspomniała, to byłabym pewna, że mam do czynienia z niezbyt rozgarniętą licealistką (nie obrażając licealistek oczywiście). 


Ale książka warta jest przeczytania, choćby dlatego, że nareszcie znalazła się autorka, która nie pisze o małych, białych domkach w leśnej głuszy odziedziczonych po zmarłym krewnym albo kupionym za parę groszy. Bo po dziurki w nosie mam małych, białych domków, rozlewisk i wrzosowisk! Dla mnie to już duży plus, a tu dostałam też dużą ilość humoru, co natychmiast podbiło moje serce, więc jestem jak najbardziej na "tak". Autorka to młoda osoba, a "Jamnik z Kluskami" to jej debiut pisarski, więc ma prawo do małych potknięć i niedociągnięć. Miejmy nadzieję, że jej następna powieść będzie bez zarzutu, czego i jej, i sobie życzę. 


Jeśli więc nie musicie mieć wartkiej akcji i przymkniecie oko na niedostatki fabuły, ale za to lubicie się pośmiać, to ta książka jest jak najbardziej dla was, bo właściwie na każdej stronie znajdziecie choć jedno zdanie, które skłoni Was do uśmiechu. Styl autorki jest lekki, zabawny, choć czasami aż do przesady. Opowieść została dość zgrabnie przepleciona przeróżnymi, idealnie pasującymi do sytuacji, cytatami, fragmentami piosenek i aforyzmami, które sprawiają, że uśmiech sam pojawia się nam na twarzy.

A oto mały fragment: 

"Coś ty mi wczoraj dała? - Anka usiadła na łóżku i przetarła oczy.
- Poczekaj... Mała okrągła tabletka ze śmiesznym rysunkiem? - zawołała z kuchni Magda. - To chyba extasy. Chcesz jeszcze?
- Zwariowałaś!
- Uspokój się, to zwykła tabletka nasenna.
- Musiałaś się pomylić, całą noc miałam koszmary.
- Akurat, spałaś jak niemowlę.
- Za to teraz mam halucynacje!
- A co widzisz?
- Kwiatek.
- To miłe, nie uważasz?
- Kwiatek naszej sąsiadki. Sterczy z doniczki korzeniami do góry.
- A, o to ci chodzi. Wystraszyłaś mnie. Przyznaję, trudno go poznać. Spadł wczoraj, kiedy już spałaś. Nawet próbowałam wsadzić go z powrotem.
- O tak, widzę. Nie mogłaś znaleźć właściwego końca?
- Było ciemno, nie zapalałam światła.
- Co teraz będzie?
- Nic. Ciesz się, że nie pożyczyłyśmy kota. 

[....]
Anka przetarła oczy, kiedy Magda weszła do pokoju. Za nią z szumem liści majestatycznie wkroczyła gigantyczna roślina.
- Kwiatek - wyjaśniła Magda radośnie.
- Bzdura. Stokrotka to kwiatek. Niezapominajka to kwiatek. To jest jakieś cholerne drzewo.
- Jak Boga kocham, zara upuszczę! - drzewo mówiło z akcentem z Powiśla - Gdzie pani życzy sobie to postawić?
- Gdziekolwiek.
Drzewo przestało poruszać liśćmi. Z gąszczu wyłonił się facet wymazany ziemią.
- O, Tarzan! - ucieszyła się Anka.
- To ja już pójdę - zaproponował facet.
Mężczyzna otrzepał spodnie i wyszedł.
- Co to jest? - Anka zerknęła na drzewo z respektem.
- Dracena, a co myślałaś? Zobaczyłam to w kwiaciarni.
- Nie mieli mniejszych? To jakiś mutant.
- Była ta jedyna, na dodatek w charakterze dekoracji. Facet zza lady nie chciał zdemolować wystawy.
- Jak go przekonałaś?
- Obiecałam zrealizować jego erotyczne fantazje. Z kaktusem w roli głównej.
- Masz zamiar dotrzymać słowa?
- Poniekąd. podałam mu numer Iwony. 

[...]
Ktoś załomotał do drzwi. Magda podskoczyła ze strachu i wylała na siebie herbatę.
- Kto to może być, do cholery?!
- Nie otwieraj - poradziła Anka - Może to ten facet z kwiaciarni? Chce się upomnieć o figle z kaktusem.
Łomot rozległ się ponownie.
- Proszę otworzyć! - usłyszały nieznoszący sprzeciwu głos.

- O Boże, nie. To sąsiadka - w oczach Magdy błysnęła panika - Co teraz zrobimy?"

12 komentarzy:

  1. Kiedy tylko zobaczyłam tę książkę, od razu chciałam ją przeczytać. Pomijając fakt, że sama nazywam się Anka i mam uroczego jamnika, stwierdziłam, że jest ciekawie. Jedynym minusem jest to, że raczej nie czytam książek o dorosłych ludziach (sama też nie jestem, więc to chyba zrozumiałe ;)). Recenzja ciekawa, a fragmenty naprawdę zrobiły na mnie wrażenie i nawet w nich wyczuwało się raczej młody wiek bohaterek, tak jak wspominałaś zresztą. Mimo, że póki co ją sobie odpuszczę, postaram się ją sprezentować np. mamie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dobry zbieg okoliczności :D A nie masz męża/chłopaka Adama? :P
      Wspaniała książka dla mamy!

      Usuń
    2. Miłość czternastolatków to na pewno coś pięknego, ale chyba nie dla mnie xD

      Usuń
  2. Czytałam i przyznam, że mnie również przyciągnęła okładka, tytuł i...jamnik!:) Książka przezabawna, ale absurdalna i zupełnie nieprawdopodobna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda :) Specyficzny humor, ale jakże cudny! :D

      Usuń
  3. Haha, tytuł super :D ale raczej sobie odpuszczę, póki co nie potrzebuję lekkich lektur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyśl może o prezencie dla mamy :) W sam raz!

      Usuń
  4. Szkoda, że historia jest tak mało realistyczna. Ale dla jamnika może bym po nią sięgnęła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla jamnika warto. Gwiazda książki ;)

      Usuń
  5. przeczytam tę lekturę chyba głównie ze względu na tytuł, bo on wielu wielu lat jestem właścicielem jamnika <3
    serdecznie pozdrawiam, zwariowana książkoholiczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra motywacja! Dla psów zawsze warto :)

      Usuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.