sobota, 15 sierpnia 2015

W końcu coś porządnego od tego Greena
- ekranizacja "Papierowych miast"

Za pierwszym razem - płakałam na Greenie. Za drugim - byłam zażenowana. Za to pomiędzy oba seanse "Gwiazd naszych wina" wkradły się "Papierowe miasta". Dopiero ten film udowodnił mi, że może warto dać szansę innym książkom autora.

~ * ~
O niektórych premierach filmowych adaptacji książek mówi się na kilka dni przed pierwszymi pokazami. O innych można przeczytać, gdy tylko wykupione zostaną prawa do ekranizacji. "Papierowe miasta" są idealnym przykładem drugiej kategorii. Film na podstawie książki Johna Greena, autora również zekranizowanego hitu "Gwiazd naszych wina", należał do najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Czy rzeczywiście warto jest go zobaczyć?

Quentin jest zwyczajnym nastolatkiem kończącym liceum. Ma zaplanowaną przyszłość, wliczając karierę, dom, rodzinę i dzieci. Pewnej nocy jednak wszystko się zmienia. Budzi go tajemnicza postać wchodząca przez okno do pokoju. Okazuje się, że to dziewczyna z naprzeciwka - Margo. W dzieciństwie przyjaźnili się, ale w wyniku pewnego wydarzenia ich drogi się rozeszły. Po latach Margo przybywa po pomoc w zemście. Ta noc zmienia Quentina, który ma nadzieję na odnowienie wiadomości. Jednak nazajutrz dziewczyna znika. Chłopak wraz z dwójką kumpli rozpoczyna szalone poszukiwania, odkrywając siłę przyjaźni i wartość pojedynczej chwili.


Drogi Czytelniku, jeżeli nie podobała Ci się ekranizacja "Gwiazd naszych wina" i bałeś się, że film do "Papierowych miast" też zostanie skopany, to możesz śmiało iść do kina. Tym razem twórcy zrobili wszystko poprawnie. Tym razem film na podstawie książki Johna Greena ogląda się bardzo przyjemnie. Nie ma emocjonalnej papki, jednak nie oznacza to braku emocji.

Ekranizacja "Papierowych miast" pełna jest oryginalnego humoru i pozytywnego nastawienia do rzeczywistości. Quentin, Ben i Radar zostali świetnie zagrani przez trójkę młodych aktorów. Nat Wolff, znany z "Gwiazd naszych wina", naprawdę spisał się w roli Q. Miał swój chłopięcy urok i rozum, którego wcale nie stracił zbyt szybko dla dziewczyny. Margo, grana przez Carę Delevingne, wyszła równie dobrze. Tajemnicza dziewczyna, która pojawia się i znika to dobry materiał na komedię romantyczną dla młodzieży, za którą ten film można z pewnością uznać. Wszystkie drugoplanowe postaci dodawały charakteru i historii innym. Po prostu całość świetnie ze sobą współgrała.

Niespodziewanie pojawił się też Ansel Elgort, znany z roli Augustusa w ekranizacji pierwszej powieści Greena. Najwyraźniej autor, który towarzyszył aktorom podczas produkcji filmu i wszelkich premier, lubi odwdzięczać się odtwórcom swoich ulubionych postaci.


Soundtrack również został dobrze przemyślany i dobrany. Piosenki wpasowują się w klimat konkretnych scen. Rozważam zakup albumu.

Polecam "Papierowe miasta" fanom Johna Greena i "Gwiazd naszych wina". Każda osoba lubiąca dobrą komedię młodzieżową z głębszym przesłaniem także powinna być zadowolona. Green w tym wydaniu po prostu bawi i subtelnie rozczula.

Dziękuję Multikinie oraz portalowi za możliwość udziału w Nocy Książek.
Recenzja została opublikowana na portalu DużeKa.

20 komentarzy:

  1. Ja nie czuję, że to film w moich klimatach, jakoś nie lubię tego typu treści na dużym ekranie...

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zmuszam, aczkolwiek przyznaję, że sama dałam się pozytywnie zaskoczyć :)

      Usuń
  2. Nie zdradzaj tajemnicy smoka na stacji benzynowej! Niech ludzie odkryją to sami :) Powinni poczuć piękny moment zaskoczenia w tym momencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, smoczysko było zabawne! Ale w sumie zbyt dużo o nim nie napisałam, więc nie zdradziłam nic a nic :)

      Usuń
  3. Będę musiała zobaczyć ten film:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka podobała mi się najmniej z tych Greena, ale chętnie obejrzę film, aby przekonać się jak to wyszło :)

    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogpsot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem przed lekturą, ale sądzę po filmie, że nie będę rozczarowana.

      Usuń
  5. To moja ulubiona książka Pana Zielonego <3
    Bałam się, że spieprzą film ale skoro jest dobry to konieczne muszę się wybrać ;3
    Pozdrawiam :*
    http://my-life-in-bookland.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wielu osobom się podobał, aczkolwiek siedziała przede mną para, która rzuciła tekstem:
      "- Ten film jest do d*py...
      - Dlatego to Papierowe Miasta. Bo to papier do d*py."

      Usuń
  6. Mam w planach i książkę i film, jednak ciągle jestem zniechęcona - "Gwiazd naszych wina" kompletnie mnie rozczarowała i boję się, że będzie i tak w tym przypadku. :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Gwiazd naszych wina" było emocjonalną papką, która nie miała nic konkretnego za cel poza wywołaniem łez.Ten film pięknie ukazuje siłę przyjaźni.

      Usuń
    2. "Gwiazd naszych wina" było emocjonalną papką, która nie miała nic konkretnego za cel poza wywołaniem łez.Ten film pięknie ukazuje siłę przyjaźni.

      Usuń
  7. Bardzo oczekiwałam premiery tego filmu i jestem więcej niż zadowolona. GNW podobało mi się, ale jeśli miałabym wybierać między tymi dwiema produkcjami to zdecydowanie wygrywają Papierowe miasta :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Najpierw przeczytam książkę, a potem wybiorę się do kina ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam, obejrzałam i byłam rozczarowana. Aktorzy spisali się bardzo dobrze, jako film był dobry, ale jako ekranizacja średni. Dopiero po seansie dowiedziałam się, ze był to film na fragmentach i trochę inaczej na niego spojrzałam. Dopiero w połowie filmu zaczęłam się w niego wciągać, ale podobało mi się to, że zachowali przesłanie i to, że był bardzo, ale to bardzo zabawny :)

    http://w-swiecie-fikcji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Obejrzeć obejrzę na pewno, ale nadal nie jestem przekonana czy odnajdę się w tym. Zobaczymy co ciekawego z tego wyjdzie. Na razie czekam aż w jakiejś dobrej jakości będzie w internecie :D


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pewno pójdę na ten film :) Liczę po cichu jeszcze na szansę dorwania książki przed tym, ale jak na razie nie zanosi się na to ;(

    OdpowiedzUsuń
  12. Też byłam na tym nocnym maratonie. Obie ekranizacje przypadły mi do gustu. "Gwiazd naszych wina" czytałam. "Papierowe miasta" przede mną. A Ty miałaś okazję je przeczytać? A tak wogóle z tych wszystkich filmów nocnego maratonu najgorszy w moim odczuciu był "Z dala od zgiełku'. Do pewnego momentu ciekawy, a potem straszna mamałyga. Męczyłam się, czekając na zakończenie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Książki niestety nie miałam okazji czytać, więc film muszę koniecznie obejrzeć ;) Może trochę pokręcona logika, ale film na pewno zobaczę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja ulubiona książka Greena, dlatego mogę powiedzieć, że film to nie taka znowu rewelacja...dobrze się na nim bawiłam w kinie, pozmieniano mnóstwo rzeczy (niektóre nieistotne, takie jak to, że Margo mieszkała na przeciwko, gdy oryginalnie mieszkała obok), ale za bardzo brakowało mi atmosfery...przede wszytkim poszukiwania były trudniejsze i wszystko nie było tak oczywiste, a bohaterowie tak naprawdę nie wiedzieli nawet, czy Margo jeszcze żyje

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.