wtorek, 12 września 2017

Hokus-pokus: Czaromarownik 2018


Hokus pokus, czary mary, wyczaruję Wam rok wspaniały! Albo po prostu "Czaromarownik"! Tylko czy hasło na powyższej grafice jest trafne? 


~ * ~

Gdyby cztery lata temu ktoś powiedział mi, że kiedyś zrecenzuję kalendarz, popukałabym się w głowę. W końcu co ciekawego można napisać o pustych kartkach, które służą do tego, by samodzielnie je wypełniać? A no właśnie! O standardowym kalendarzu ciężko jest zazwyczaj powiedzieć coś konkretnego poza oceną jego wyglądu. Nieco inaczej jest jednak w przypadku "Czaromarownika", czyli magicznego kalendarza na rok 2018, który w październiku ukaże się na naszym rynku dzięki Wydawnictwu Kobiecemu. A co w nim takiego wyjątkowego?

Krótki wstęp zawarty w publikacji mówi nam o tym, że jest to już szósta edycja Czaromarownika, a jej przesłaniem jest nauczenie kobiet, by w końcu skupiły się na sobie i swoich zaletach. Zapowiada też, co znajdziemy na kolejnych stronach oraz obiecuje mnóstwo podpowiedzi w temacie wprowadzenia szczypty magii do  nieraz bardzo trudnej kobiecej codzienności.

Przede wszystkim, jestem dumną przedstawicielką płci pięknej, więc cieszę się, że w końcu dostaję propozycję prowadzenia kalendarza przeznaczonego dla kobiet i dostosowanego do nich pod względem prezentowanych treści. Lubimy przecież wierzyć w magię znacznie bardziej niż panowie (żadnych badań na poparcie tego nie mam, ale jakoś wróżbita Maciej mnie nie przekonuje), więc co poniektóre zawarte tu informacje powinny idealnie wpasować się w naszej gusta.

Jako osoba zafascynowana astrologią (czysto teoretycznie, gdyż nie praktykuję, lecz korzystam z porad znajomych astrologów) zostałam z miejsca kupiona jedną z pierwszych stron kalendarza, gdzie poza standardową metryczką z imieniem i nazwiskiem znalazłam też pole na wpisanie znaku zodiaku, ascendentu(!), planety, kamienia mocy i tym podobnych. Szkoda jednak, że w środku nie otrzymaliśmy konkretniejszych informacji na temat astrologii, znaczenia poszczególnych planet czy ascendentów. Podane jeszcze na wstępie horoskopy dla każdego znaku zodiaku też nie powalają na kolana. Np. u mnie padł tekst, że w drugim kwartale 2018 roku będę mieć przed sobą dużo nauki... Cóż, w końcu mam wtedy sesję i obronę pracy magisterskiej. Kurczę, twórcy czytali mi w myślach, że się o swoje studia martwię, czy po prostu wrzucili uniwersalne teksty do każdego z opisów znaków. Tak, to pytanie retoryczne.

Tym, co odróżnia Czaromarownik od wielu innych kalendarzy, są sentencje dopasowane do każdego dnia, podanie znaku zodiaku dotyczącego danego dnia w formie symbolu, podobnie jak fazy księżyca, oraz różnotematyczne wstawki, wrzucone pod koniec każdego tygodnia. Dodatkowo pod datą nieraz czeka na nas informacja, jakie święto lub specjalne wydarzenie ma tego dnia miejsce, wliczając również Dzień Pozytywnego Myślenia i tym podobne. 

W cotygodniowych wstawkach znajdziemy m.in. informacje o roli koloru w magii świec oraz rady, jak zaadresować pocztówkę w stylu retro, przygotować się psychicznie na nadchodzącą wiosnę lub których produktów spożywczych nie łączyć i dlaczego. Nie wszystkie rzeczy zostały chyba jednak specjalnie przemyślane. Sugestie, by zamienić wodę butelkowaną na tę z kranu są mało praktyczne dla osób mieszkających w dużych miastach, gdzie wypicie wody z kranu równa się z przyswojeniem gigantycznej liczby bakterii. Poza tym nawet będąc niecały miesiąc temu w niewielkiej wsi w Beskidach, okropnie pochorowałam się właśnie przez to, że podawano do posiłków niefiltrowaną wodę z kranu. Unikanie łączenia ryby i oleju też jest mało praktyczne, gdyż ciężko jest inaczej ją przysmażyć - przynajmniej wspólnie z mamą złapałyśmy się tu za głowę. Jeśli znacie jakieś sposoby, będę wdzięczna za podzielenie się nimi w komentarzach.
Z drugiej strony, bardzo spodobały mi się informacje o tym, co oznacza pozycja, w której zasypiam lub jak przygotowywać różne kosmetyki DIY. Niektóre ciekawostki również zostały dobrze wplecione w okolice okazji, której dotyczyły. 

Przechodząc do szaty graficznej, poza piękną okładką i ozdobnikami dodatkowych stron, nie zauważyłam nic specjalnego. Ot, zwykły kalendarz, ubarwiony wstawkami dotyczącymi każdej dziedziny życia, z jaką kojarzy się typową kobietę. W skrócie: wiara w zabobony, dieta, ciuchy i tym podobne. Postawiono po prostu bardziej na bogactwo treści, aniżeli ozdobniki graficzne. 

Na koniec zostaje jedno pytanie - w czym miała tkwić magia tego kalendarza? W obłędnie czarującej grafice... okładki? W dołączonej astrologii...a raczej jej okruszkach? A może powinnam wziąć słowa o "szczypcie magii" bardziej dosłownie? Nie zrozumcie mnie źle, kalendarz mi się podoba , daję mu mocne 7/10 i zamierzam z niego korzystać w nadchodzącym 2018 roku, jednak po prostu kilka ciekawostek wrzuconych między strony to dla mnie troszkę za mało.
A Wy? Która z Was chciałaby przekonać się na własnej skórze, jak ten kalendarz spisze się w jej rękach? :)

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

6 komentarzy:

  1. Kusi mnie, ale jeszcze zastanawiam się nad zakupem. Bardzo fajna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie gadżety, ale zazwyczaj szkoda mi w nich pisać, przez co mija cały rok a kalendarz wciąż pusty xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja to bym go chciała :) może będzie mi brakowało w nich tych elementów, których brakuje również Tobie, ale myślę, że warto dla tych kilku już dołączonych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię takie kalendarze, ale w niektórych troszkę szkoda mi pisać.
    Ten kalendarz wydaje się dosyć ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze z żadnym z tych kalendarzy nie miałam do czynienia. Wydaje się całkiem do rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.