wtorek, 3 marca 2015

Wywiad z K. N. Haner!

Dzisiaj przychodzę do Was z wywiadem. I to nie byle jakim, bo z autorką naszego patronatu "Na szczycie", czyli niesamowitą K.N. Haner!

Część pytań pochodzi od nas, ale większość to pytania, które zadawaliście w konkursie.
Ale nie przedłużając... Zapraszam serdecznie! :)



Martyna: Kiedy myślisz o swojej przyszłości i o tym, jak Twoje życie będzie wyglądało za kilka(naście) lat, czy widzisz siebie jako pisarkę na pełen etat, czy może chciałabyś zajmować się czymś zupełnie innym?
Nie chcę zapeszać, ale marzy mi się, by być (jak to określiłaś) pisarką na cały etat. Och tak… to byłoby totalne spełnienie moich marzeń. Jeśli tak się jednak nie stanie, to chciałabym na pewno pracować z ludźmi. Moje wykształcenie daje mi taką możliwość, a ostatnio odkryłam, że nadal uwielbiam wizaż. Nie jestem też osobą, która długo wysiedzi na miejscu, więc na pewno zawsze znajdzie się inna alternatywa, gdyby plan A miał nie wypalić. Chociaż w obecnej chwili na pewno będę dążyć do tego, by pisanie stało się najważniejszą częścią mojego życia. W sumie już jest najważniejsze, a teraz jedynie kolejny krok, by robić to zawodowo :)


Martyna: Jeśli miałabyś wybrać jedną ulubioną scenę z książki, która by to była?
Nie mam ulubionej sceny. Kocham sceny miłosne i awantury Rebeki i Sedricka. Gdybym miała wybrać jedną, jedyną to naprawdę byłoby ciężko. Nie chcę też zbyt bardzo spoilerować ale scena jak Sedrick pokazuje Rebece jej nowy dom na klifie jest bardzo bliska mojemu sercu.


Martyna: Jestem ciekawa - jak bardzo ostateczna wersja "Na szczycie" różni się od pierwszego szkicu? 

Moim zdaniem prawie niczym się nie różni. Poprawki były typowo kosmetyczne, stylistyczne i językowe. Dwa imiona zostały zmienione, a dopisane krótkie fragmenty miały na celu spoić tekst w jeszcze bardziej spójną całość. Chyba że masz na myśli „pierwszy szkic” w sensie pierwsze pomysły na tę historię. Jeśli tak, to ona ogromnie różni się od ostatecznej wersji „Na szczycie”. Po pierwsze - tytuł był inny. Po drugie - miało to być opowiadanie, a nie książka. Po trzecie - wtedy nie wiedziałam jeszcze, że tak bardzo lubię pisać dramaty (śmiech).


Natalia: Wielu autorów ma swoje muzyczne inspiracje, których słuchają przy pisaniu konkretnych scen. "Fighter" Aguilery do sceny buntu, romantycznej nuty do pierwszego pocałunku etc. Czy też coś takiego praktykujesz?
Zdarza mi się. Powszechnym faktem jest to, co było moją inspiracją muzyczną do napisania „Na szczycie”. Oczywiście jest to muzyka i członkowie zespołu Avenged Sevenfold. Nie oznacza to jednak, że podczas pisania non stop słuchałam tylko i wyłącznie ich piosenek. Mój gust muzyczny jest różnorodny i w zależności od tego, w jakim nastroju jestem, takiej muzyki słucham. Uwielbiam Beyonce i dobre rockowe brzmienia. Ostatnio zasłuchuję się w twórczości In This Moment oraz soundtracku z filmu „50 twarzy Greya” Czasami, gdy potrzebuję natchnienia, puszczam sobie coś, co kojarzy mi się z danym momentem i to faktycznie działa. Muzyka bardzo mnie inspiruje i to chyba nigdy się nie zmieni.

Natalia: Gdybyś miała stworzyć playlistę do "Na szczycie", jakie piosenki by się na niej znalazły?
Na pewno większość utworów chłopaków z A7X (Avenged Sevenfold), zwłaszcza „Dear God”, „Size the day”, „Until the end” oraz „Scream”. Oprócz tego na pewno wyżej wspominany zespół In This moment i utwory takie jak „Adrenalize”, „Whore”, „Into the light”. Głównie właśnie rockowe, dość ostre brzmienia, ale to chyba zrozumiałe. Pamiętam, że podczas pisania niektórych fragmentów słuchałam także Depeche Mode, Audioslave czy Imagine Dragons. Oj, sporo tego było :)

Natalia: Planujesz w przyszłości próbować swoich sił w innych gatunkach czy też literatura erotyczna bardziej Ci odpowiada?
Szczerze to się nad tym nie zastanawiałam. Dla mnie to po prostu mega przygoda, ale jeśli będzie mi dane pisać i wydawać dalej, to mam nadzieję rozwijać swój warsztat i nie ograniczać tylko do jednego gatunku. Lubię mieszać i łączyć. W tym momencie mam w głowie kilka, jeśli nie kilkanaście, historii i nie wszystkie oparte są na relacji seksualnej głównych bohaterów. Chociaż nie ukrywam, że to w obecnej chwili podoba mi się najbardziej i nie mam zamiaru z tego rezygnować. Chciałabym spróbować swoich sił w erotycznym thrillerze i coś już nawet „skrobię” w tym kierunku. Ciekawią mnie także książki fantasy, ale nie czuję się w obecnej chwili na siłach, by zaczynać z tym gatunkiem. Wampiry, duchy i demony… Może kiedyś? :)

A teraz pytania od Was :)

Natalia Sobota: Nasz rynek książkowy przepełniają ostatnio książki erotyczne, które stały się modne, ale też wiele jest do siebie podobnych. Czy nie obawiasz się porażki spowodowanej przesytem i dlaczego poszłaś w kierunku właśnie tej literatury?
Mam dokładnie takie samo zdanie na ten temat. Nasz rynek przepełniony jest tego rodzaju literaturą, co oznacza jednak, że jest na nią zapotrzebowanie. Serie erotyczne sprzedają się jak „świeże bułeczki”, co idzie za tym, że takiej tematyki jest coraz więcej. Czy przesyt? Nie wiem. Ja osobiście bardzo lubię literaturę tego rodzaju i dlatego sama poszłam w tym kierunku. Nie ograniczam się jednak tylko do tego. Co prawda w moich historiach seksu jest sporo… Nawet bardzo dużo, ale to tylko część tego wszystkiego. Liczy się ciekawa historia, realni bohaterowie, wciągająca fabuła. Dlaczego poszłam właśnie w tym kierunku? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale chyba napisałam „Na szczycie” dlatego, że sama chciałam przeczytać taką historię. Cudownie jest móc kierować losami bohaterów we własnej głowie, a potem przelewać to na „papier”. Porażki się nie obawiam, bo dla mnie już odniosłam ogromny sukces. Odważyłam się wydać kontrowersyjną książkę, która dla mnie naprawdę wiele znaczy.

Ewelina Malina: Jak długo kwitło w Pani uczucie chęci napisania i wydania książki - czy była to decyzja spontaniczna, czy może rozwijała się ona latami, aż w końcu była Pani na to gotowa?
Decyzja spontaniczna nie była. Dość długo byłam „namawiana”, by wysłać swoje zgłoszenie do wydawcy. Nigdy nie marzyłam, by wydać cokolwiek, bo tak naprawdę piszę od niedawna. Uświadomiłam sobie właśnie, że moja „przygoda” z pisaniem zaczęła się dokładnie dwa lata temu. Od momentu, gdy skończyłam pisać pierwszą części „Na szczycie”, minęło około 3 miesięcy, zanim odważyłam się spróbować z tekstem u wydawców. Nie żałuję, bo to dla mnie cudowna przygoda i ogrom doświadczenia. Marzy mi się wydanie wszystkich moich historii, a, jak wiadomo, marzenia się spełniają. Trzeba je po prostu mieć :)

Monika Surdziel: Co Ci dała i daje grupa OE i co byś poczuła, jakby cała zniknęła?
Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, co to jest OE – Opowiadania erotyczne. Jest to grupa na Facebooku, gdzie stawiałam swoje pierwsze pisarskie kroczki. Grupa istnieje do tej pory, ale należą do niej jedynie zaufane, bliskie mi osoby. Co czułabym, gdyby zniknęła? Zależy, z jakiego powodu miałaby ona zniknąć. Jeśli postanowiłabym sama ją zamknąć, to musiałabym mieć ku temu bardzo poważny, konkretny powód. Gdyby zniknęła ona z niewyjaśnionych dla mnie powodów, to byłoby mi na pewno przykro i żal, bo ta grupa tak naprawdę „zbudowała” moją pisarską świadomość. Słowa i komentarze dziewczyn dodawały mi otuchy i chęci do działania i nadal tak jest. Wiem, że na wiele osób stamtąd mogę liczyć zawsze i w każdej sytuacji. Dla mnie to bardzo ważne i dziewczyny o tym doskonale wiedzą.

Matajka: Jakie uczucia towarzyszyły Pani przy chwili, w której postanowiła Pani napisać książkę, w momencie stworzenia pierwszego zdania, przy postawieniu kropki na końcu powieści i w chwili wydania? Musiała być to ogromna fala różnorodnych uczuć.
Nigdy nie postanowiłam sobie, że napiszę książkę. „Na szczycie” w początkowej wersji było opowiadaniem erotycznym, a nie książką. W trakcie pisania bardzo przeżywam to, co w obecnej chwili kreuje się spod moich palców na laptopie. Płaczę razem z moimi bohaterami, śmieję się, złoszczę. Nie wyobrażam sobie także, że w końcu którąś z moich historii będę musiała definitywnie zakończyć. W obecnej chwili jestem w trakcie pisania trzeciej, ostatniej części „Na szczycie” i już wiem, że po zakończeniu będzie mi bardzo żal rozstać się z bohaterami. Niestety wiem, że to nieuniknione i będę musiała to jakoś przeżyć. Muszę się jednak tego nauczyć

Magnolia044: Jaka była mała K.N. Haner w wieku 6 lat: słodkim aniołkiem w różowych sukieneczkach, a może piekielnym diabełkiem z chytrym uśmieszkiem i głową pełną pomysłów, aby coś spsocić? :)
Z wyglądu byłam zapewne aniołkiem, ale nie różowym. W mojej rodzinie krąży historia o tym, że gdy byłam właśnie taką mniej więcej 6 latką, dostałam piękną, czerwono-czarną sukienkę w hiszpańskim stylu od mojej chrzestnej. Nienawidziłam, gdy stroiło się mnie w sukienki, kokardki i spinki, więc dla mojej mamy i cioci była to ogromna radość, gdy udało im się mnie w nią ubrać i wpiąć we włosy jakieś okropne spineczki. Ja jednak miałam trzech starszych braci i nie miałam zamiaru udawać damy. Złapałam więc jeden z zabawkowych karabinów i w tej właśnie sukience wpadłam do salonu z głośnym „tratatata” i zaczęłam do wszystkich „strzelać”. O, taki był ze mnie aniołek.

izabela81: Czym jest dla Pani szczyt, jak go Pani rozumie i czy była Pani na jakimś szczycie (tym rzeczywistym lub wymyślonym)?
Szczytem dla mnie jest spełnianie swoich marzeń, wyznaczanie sobie kolejnych celów i dążenie do nich. Na szczycie chyba nigdy nie byłam, ale nie wiem, czy chciałabym się tam znaleźć? To musiałoby być naprawdę bardzo nudne.

Marta Daft: Czy miałaś obawy dotyczące wydania książki - jeśli tak, czego one dotyczyły? Czy miałaś wsparcie rodziny?
Obaw było i nadal jest mnóstwo, ale każdego dnia nabieram coraz większej odporności na złośliwość, zawiść i niekonstruktywną krytykę. Wsparcie rodziny mam zawsze, nie tylko w obecnej chwili. Jestem im za to ogromnie i bezgranicznie wdzięczna.

Marlena Jasińska: Czy pisząc książkę potrafisz kompletnie odciąć się od rzeczywistości tworząc od początku do końca wymyśloną historię, czy jednak do druku "przemycają się" sytuacje z życia prywatnego?
Gdy piszę, to wbrew pozorom mam bardzo podzielną uwagę. Czasami faktycznie odcinam się od rzeczywistości, ale zdarza mi się robić kilka rzeczy na raz i w międzyczasie napisać kolejny rozdział czy fragment. A „do druku” zdecydowanie przemycają się sytuacja z życia prywatnego. Nie koniecznie mojego, ale na pewno coś „ze mnie” jest w każdej mojej historii.

Patka: By napisać erotyk, trzeba mieć w sobie naprawdę wiele odwagi. Ja osobiście nie miałabym jej na tyle, by podzielić się z innymi tak intymnym i śmiałym tekstem. Czy pisząc książkę, a później publikując ją nie miała Pani chwil zwątpienia i wątpliwości, jakie powieść wzbudzi emocje? A może od zawsze chciała Pani pisać o naprawdę intensywnej i odważnej miłości?
Wątpliwości miałam na samym początku, ale nie dotyczyły one tego, jak moja książka zostanie odebrana. Byłam i jestem świadoma, że to naprawdę odważna tematyka, ale cieszy mnie to, że taką, a nie inną tematykę wybrałam. Nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem. Jestem odważna, młoda, otwarta i chyba trochę szalona. Może nawet nie trochę? Osoby, które znają mnie, wiedzą, że nikogo nie udaję i czego się można po mnie spodziewać.

Pisanie o miłości to naprawdę fajna sprawa. Jako kobieta postrzegam miłość na swój własny sposób, a taka, jaką opisuję w swoich książkach, jest oczywiście bardzo intensywna, burzliwa i szalona. O takiej miłości chcemy czytać, zapewne część z nas chciałaby przeżyć taką miłość. Zatracanie się w historii, którą w obecnej chwili czytamy jest naprawdę przyjemne. Lubię wywoływać emocje i staram się dawać ich różnorodny wachlarz, by czytelnik mógł złapać oddech przed kolejnym dramatem lub „hot” sceną. Czytanie książek na bezdechu jest podobno niebezpieczne:)

Oblicza Rozy: Nie mamy wpływu na to, jaka "iskra Boża" zawiśnie nad naszą głową, ale możemy zadecydować, co z posiadanym talentem zrobimy. Choć pisać może każdy, nie każdego określimy mianem pisarza. Kim według Pani jest "dobry pisarz", kiedy możemy o autorze tak powiedzieć?
Naprawdę nie znam odpowiedzi na to pytanie. Dla mnie dobrym pisarzem jest osoba, która potrafi swoimi tekstami wzbudzić zainteresowanie, emocje. Faktycznie pisać może każdy, ale jednemu wychodzi to lepiej, drugiemu gorzej. Jednym przychodzi z łatwością, a inni męczą się nad napisaniem chociażby kilku zdań, nie mówiąc o całym rozdziale. Nie mi tu oceniać, kto jest dobrym pisarzem, a kto złym. To czytelnicy wybierają pozycję, którą chcą przeczytać i chyba ich reakcje i opinie są w jakimś stopniu wymiernikiem tego, ile wart jest napisany przed danego autora tekst. Styl, sposób budowania fabuły czy wątków to kwestia gustu, a o gustach podobno nie ma co dyskutować :)

Danuta Kisiel: Przeraża mnie ilość stron, prawie 800. Czy dopadła Panią w pewnej chwili jakaś niechęć do dalszego pisania? Jeśli tak, to jak Pani sobie z nim poradziła? Jeśli nie, to czy może nam Pani zdradzić, co pomagało Pani w pisaniu kolejnych stron? Jak mnie Pani zachęci do przeczytania tej książki?
Powiem szczerze, że gdy dowiedziałam się, ile książka będzie liczyła stron w druku, to także byłam przerażona :) Faktycznie prawie 800 stron to nie przelewki. Nigdy nie dopadła mnie niechęć do pisania, wręcz odwrotnie. Codziennie mam więcej motywacji i chęci, ale niestety czasu coraz mniej.

Jak mam Panią zachęcić do przeczytania „Na szczycie”? Trudno mi się tak samej wypowiadać, bo jestem nieobiektywna co do własnego tekstu. Ja po prostu uwielbiam tą historię i to nie tylko dlatego, że sama ją napisałam. Lubię książki, w których dużo się dzieje (a tu dzieje się więcej niż dużo), lubię, gdy mogę utożsamić się z bohaterami, gdy wzbudzają we mnie skrajne emocje, gdy w jednej chwili ich kocham, a w drugiej mam ochotę udusić. A poza tym każdą książkę można zacząć czytać… niekoniecznie trzeba ją skończyć :)

Edyta Chmura: „Prawie całe zło świata wywodzi się z faktu, że ktoś się czegoś boi.” – tak mówiła Valancy w „Błękitnym zamku” Lucy Maud Montgomery. Zgadza się Pani z tą opinią? Czego Pani boi się najbardziej?
Strach faktycznie często prowadzi do „zła”. Człowiek najczęściej boi się tego, czego nie rozumie. Wiele okrucieństwa bierze się także z ludzkiej natury, która potrafi być naprawdę przerażająca. Czego boję się najbardziej? Utraty bliskich, ale na takie rzeczy nie mamy wpływu. Dlatego też cieszę się z każdego kolejnego dnia i staram się nie myśleć o złych rzeczach. Bo po co? Życie jest zbyt krótkie, by marnować czas na zbyteczne zmartwienia.

Dominika Bruzda: Cofnijmy się do czasów szkolnych. Czy w klasie maturalnej miałaś okrojony jakiś swój plan na przyszłość, czy raczej w głowie miałaś tysiąc pomysłów na minutę i nie do końca wiedziałaś, kim chcesz być w przyszłości?
Oj, klasa maturalna to był dla mnie totalny rollercoaster emocjonalny. Miałam w głowie plan, który został totalnie zburzony przez moją polonistkę. Nie żałuję jednak decyzji, jaką podjęłam i cieszę się, że mój los potoczył się tak, a nie inaczej. Życie często funduje nam niespodzianki i stawia przeszkody, ale trzeba umieć je obejść…nie walczyć z nimi. Kim chciałam być w przyszłości? Do tej pory sama tego nie wiem :) Chcę być sobą, a czy będę magistrem, doktorem czy kosmetyczką - to nie ma znaczenia. Chcę być szczęśliwa i jestem, każdego dnia coraz bardziej i nie wstydzę się do tego przyznać.

Jeszcze raz bardzo Wam dziękujemy za ciekawe, oryginalne pytania, a autorce za udzielenie wywiadu! 

15 komentarzy:

  1. Zdjęcie super, ale to już wiesz :D Cieszę się, że moje pytanie się tu znalazło i potwierdziłaś, że OE jest ważne i nie bez kozery znalazło się w dedykacji Twojej książki :D I jeśli dbasz o swoich czytelników, to musisz zmienić styl pisania, bo wszystko spod Twojego pióra czyta się na bezdechu, co podobno jest niebezpieczne ;) To jest oczywiście ŻART!!! Nic nie zmieniaj i bądź sobą!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mega długi i ciekawy temat!!! :D
    Aż się chce czytać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny świetny wywiad :) ja właśnie dzięki K.N. Haner poznałam zespół Avenged Sevnfold i pokochałam ich od pierwszego usłyszenia! Bohaterowie "na szczycie" jednoznacznie kojarzą mi się z członkami zespołu i to juz się nie zmieni! Za to wszystko i wiele emocji towarzyszących tej historii dziękuję autorce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dzięki Kasi dowiedziałam się w ogóle o zespole! Może się w nich nie zakochałam, jak i również nie zgłębiałam specjalnie ich tworczości, ale to dlatego, że chcę sama sobie wyobrazić bohaterów podczas lektury, bez żadnej wizji, która zapuściłaby korzenie wcześniej w mojej wyobraźni :)

      Usuń
  4. Kolejny świetny wywiad :-) coraz bardziej uwielbiam autorkę i waszego bloga :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Bardzo się cieszymy, że Ci się u nas podoba :)

      Usuń
    2. Ach, jak miło się takie słowa czyta! Dzięki piękne!

      Usuń
  5. Właśnie jestem w trakcie czytania ''Na szczycie'', więc miło było przeczytać wywiad z autorką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak wrażenia? Mam nadzieję, że pozytywne :)

      Usuń
  6. Świetny wywiad. Na razie nie planuję przeczytania ,,Na szczycie", ale może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wciąga, oj wciąga :) Super wywiad :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.
Mała UWAGA: usuwam wszystkie komentarze zawierające linki w jakiejkolwiek formie.