środa, 10 czerwca 2015

Pionki, kostki i zdobycze - "Mumia" & "Apacze i Komancze"
[Gry karciane i planszowe #1]

Kultura to nie tylko książki. Tworzy ją również kinematografia, muzyka... czy też gry. Nieważne - planszowe czy komputerowe. Liczy się fakt, że wiele z nich rozwija wyobraźnię. Dlatego postanowiłam do recenzji książek i ich ekranizacji wprowadzić trochę nowości. Jedną z długo zapowiadanych jest recenzowanie gier planszowych. Dziś przedstawiam dwa tytuły od Wydawnictwa Egmont, które miały zapewnić mi godziny dobrej zabawy. Czy tak rzeczywiście było?

~ * ~

"Apacze i Komancze" to gra strategiczna, polecana dla graczy od lat 10 do 110. Nie da się w nią grać solo, lecz cztery osoby to maksimum, gdyż gra nie posiada więcej zestawów pionków i planszy.

Tytuł odnosi się do historycznej wojny między Apaczami i Komanczami - dwoma plemionami indiańskimi, rywalizującymi ze sobą w XVIII wieku - w wyniku której Apacze zostali wyparci z dotychczas zamieszkiwanego terytorium. Z tego powodu spodziewałam się zażartej walki z przeciwnikami i mnóstwa zabawy wynikającej z konkurencji w takiej formie. Gra okazała się jednak opierać na pokojowym założeniu. Dlaczego?


Celem jest zebranie jak największej liczby bizonów, indyków i łososi. Gracz może zdobyć je poprzez zajmowanie danych terenów przez Indian [drewniane pionki]. Przy uzbieraniu dostatecznej liczby pionków na jednym terenie może rozstawić tipi lub zbudować czółno, by zawłaszczyć okolicę

Na każdym kafelku znajdują się trzy tereny: preria, rzeka i góry. Na prerii upolujemy bizony, w rzece złapiemy łososie, a w górach wytropimy indyki. Liczba zdobytych zasobów zależy od liczby zwierzątek na terenie z danego kafelka. 

Gracze dysponują kafelkami, które w każdej turze dokładają do planszy, dzięki czemu zasobów do zdobycia nie braknie. Wraz z dołożeniem kafelka gracz może umieścić na nim swoich Indiach - nie ma innej możliwości wprowadzenia ich do gry. Inne akcje gracz może wykonywać dowolnie (raz na turę!), ale musi pamiętać, że mają one swój koszt w zasobach gracza. Im więcej Indian bierze udział, tym więcej zasobów trzeba poświęcić. Koszty każdej akcji opisane są na dole tabeli, w której każdy uczestnik kontroluje liczbę swoich zasobów.

Gra kończy się wraz z końcem tury, w której do planszy zostanie dołożony ostatni kafelek. Wygrywa osoba, która zgromadziła najwięcej bizonów, łososi i indyków.

Przyznam, że z początku nie miałam pojęcia, jak się za tę grę zabrać. Nie za bardzo rozumiałam instrukcję i musiałam przysiąść nad nią na spokojnie sama w domu, by zrozumieć, co, gdzie i jak - gdy próbowaliśmy ogarnąć grę w grupie, nic nam z tego nie wyszło. Oczekiwałam czegoś z deka innego, bardziej nastawionego na walkę z przeciwnikiem, a nie na planowanie kolejnych posunięć pod kątem zasobów, które mam zdobyć i które przy tym stracę. 

Gra nie ma zbyt wiele wspólnego z Indianami, poza nazwą i poniekąd indiańskimi kolorami, mimo to wciągnęła mnie na parę godzin (połowę tego stanowiło ogarnianie instrukcji, ale pal licho). Nie ukrywam jednak, że się rozczarowałam, bo miałam ogromną nadzieję na iście indiańskie klimaty i walkę plemion.

Dobrym pomysłem okazało się podliczanie punktów dopiero na sam koniec gry. Dzięki temu gracze od początku rozgrywki starają się o jak najlepsze posunięcia i strategie, zamiast walczyć w każdej rundzie o wygraną. 

Ogólne wrażenie pozostaje dość przeciętne. Instrukcja nie wydała mi się zbyt przystępna i miałam problemy z rozpoczęciem rozgrywki. Zawiodłam się na motywie Indian, który nie został wykorzystany oraz na mechanizmie zwycięstwa. Mogę jedynie powiedzieć, że grę posłałam dalej i nowemu właścicielowi się dla odmiany spodobała.
~ * ~

"Mumia. Wyścig w bandażach" to dla odmiany gra wyścigowa, wymagająca nie tylko dobrego planowania, ale i łutu szczęścia. Gracze wyruszają na poszukiwanie skarbów po tajemniczym i jakże niebezpiecznym Egipcie. Walczą o bogactwo, jednak nie ma nagrody bez ryzyka. Mumia wyskakująca zza rogu - która tu o dziwo może graczowi pomóc -, pająki i złowieszcze sarkofagi, różne niespodzianki czekające w skrzyniach na poszukiwacza przygód... i to wciąż nie wszystko.


"Mumia" spodobała mi się znacznie bardziej od "Apaczów i Komanczów". Niezależnie od tego, czy grałam w nią ze znajomymi ze studiów, czy z młodszą siostrą, wszystkim uczestnikom sprawiała radochę i zapewniła od jednej do dwóch godzin dobrej rozrywki. Świetnie sprawdzi się też w roli gry rodzinnej. Jednocześnie może w nią grać od 2 do 6 osób, co również pozwala na lepszą zabawę...i uwolnienie pokładów złośliwości :)

W temacie samej gry: mamy planszę, którą budujemy wedle własnego uznania, przestrzegając jedynie kilku zasad. Mamy do wyboru karty z punktami dodatnimi (beżowo-zielone) i ujemnymi (granatowo-czerwone), żółte z wielbłądem, który jedną kartę z wartością minusową zamienia na kartę z wartością dodatnią, różowe ze skrzyniami skarbów oraz karty łamane, których nie używałam, bo nikt z moich towarzyszy nie chciał komplikować sobie zabawy. 

Rozgrywkę umożliwiają stare dobre kości do gry - jedna z oczkami, druga z symbolami: mumii (kartonik z rysunkiem), pionka (kolorowe ludziki - każdy gracz ma 3 ludziki jednego koloru), strażnika (ten drewniany klocek na zdjęciu poniżej) lub znaku zapytania, czyli pozwolenia na ruszenie którejkolwiek z podanych przed chwilą figur.

Grę rozpoczyna się od ustawienia mumii i pionków na polu startowym, zaś strażników na polach z wielbłądami. W trakcie rozgrywki, gdy gracz przemieszcza się z jednego kafelka na drugi, zabiera pole, z którego właśnie zszedł, o ile był na nim sam. Jeśli pole przyblokowane zostało drugim graczem lub strażnikiem, pozostaje nieruszone. W ten sposób zdobywamy punkty dodatnie, ujemne oraz wielbłądy.

Ciekawym pomysłem jest dodanie kilku bajerów urozmaicających grę. Wliczają się w nie m.in. podwójne kafelki, o których wspominałam wyżej, żetony z bonusami (jak dodatkowy rzut kostką w tej samej kolejce; dobiera się je przy zdobyciu kafelka zagrożenia, czyli tego z minusowymi punktami) oraz czapeczki nakładane na pionki: czerwona daje na mecie punkty minusowe, zielona - dodatnie. Te ostatnie można przekazać drugiemu graczowi, gdy dwa pionki spotkają się na tym samym polu. Każdy z tych dodatków ubarwia grę, sprawiając, że nawet grana po raz -ęty wciąż stanowi świetną rozrywkę.


Dobrym pomysłem są też dwa możliwe zakończenia - albo czekamy do momentu, w którym pierwszy z graczy zaprowadzi wszystkie trzy pionki na metę, albo gramy do momentu, w którym na miejsce dojdą wszyscy poszukiwacze. Decyzja leży w rękach gracza. Tak samo jak długość budowanych korytarzy - instrukcja zaleca usunięcie wybranych kafelków, ale jeśli mamy więcej uczestników lub zbyt dużo czasu do zabicia, spokojnie możemy pozwolić sobie na skorzystanie ze wszystkich kartoników, jakie tylko znajdziemy w pudle...które dla kontrastu jest zdecydowanie za duże i plątało mi się po pokoju tak bardzo, że pod tym kątem marzyłam o pozbyciu się go z domu.


Podsumowując, "Mumia" wymaga myślenia i szczęścia, ale przede wszystkim stanowi dobrą zabawę dla całej rodziny. Nie jestem osobą, która wydałaby na planszówkę 70 zł, ale jeśli są wśród Was miłośnicy tej rozrywki, to ten tytuł mogę Wam spokojnie polecić.

Za egzemplarze obu gier dziękuję Wydawnictwu Egmont.


11 komentarzy:

  1. O, widzę, że u Ciebie też planszówki :) U mnie też pojawią się jakoś na dniach ^^ Czekam na kolejne recenzje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam wprowadzić coś nowego :) Będą też gry komputerowe <3

      Usuń
  2. Fajna odmiana :) Mumia wydaje się ciekawsza

    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. mumia bardzo mi się podoba, lubię do niej wracać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniła mi dużo rozrywki, jednak wystarczyło mi pograć kilka razy, by posłać dalej bez wyrzutów sumienia :)

      Usuń
  4. Na początku myślałam, że pierwsza gra jest idealna dla mojego brata. Ale skoro nie czuć klimatu i ciężko ogarnąć o co chodzi, to jej nie kupię.Za drugą się rozglądnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, gra się naprawdę sympatycznie ;)

      Usuń
  5. Od dawna nie gram w żadne gry, chyba już z tego ''wyrosłam'', bo mnie nie ciągnie do tego typu rozrywek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się właśnie zachciało do nich wrócić i pobawić trochę jak za dawnych czasów :)

      Usuń
  6. Oh ja bym chętnie w mumię zagrała ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. WOW - dzięki za super pomysł - uwielbiam gry planszowe. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.