środa, 6 marca 2013

"Atrofia" Lauren DeStefano




Autor: Lauren DeStefano
Tytuł: Atrofia
Tytuł oryginału: Wither
Seria/cykl wydawniczy: Chemiczne światy. Tom 1.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Magdalena Rychlik
Data wydania: lipiec 2011
ISBN: 978-83-764-8821-9
Liczba stron: 320
Cena: 34 zł
Natalia - moja ocena: 9,5/10



„I tak się właśnie kończy świat

Nie hukiem ale skomleniem.”
Thomas Stearns Eliot „Wydrążeni Ludzie” (w przekładzie Czesława Miłosza)

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, kiedy wybuchnie III Wojna Światowa i jakie mogłyby być jej następstwa? Co byście powiedzieli, gdyby ocalał tylko jeden kontynent, a jego mieszkańcy zaczęli dążyć do stworzenia genetycznie idealnych pokoleń? A co jeśli te starania doprowadziłyby do stworzenia wirusa, której ograniczyłby długość ludzkiego życia do konkretnego wieku? Zastanówcie się nad odpowiedziami, a potem zabierzcie za lekturę dysutopijnej „Atrofii” Lauren DeStefano – debiutu literackiego, którego autorka na pewno nigdy nie powinna się wstydzić.

Rhine ma szesnaście lat, kiedy pod nieobecność brata bliźniaka, Rowana, zostaje uprowadzona przez Kolekcjonerów. Obcy mężczyźni ustawiają ją i piętnaście innych dziewczyn w rzędzie i poddają je oględzinom. Gdy w końcu rzekomy zleceniodawca dokonuje wyboru, Rhine razem z dwiema towarzyszkami niedoli, Cecily i Jenną, zostaje wciągnięta do limuzyny, gdzie pod wpływem gazu usypiającego traci przytomność. Budzi się w rezydencji, która niedługo ma stać się domem zarówno jej, jak i pozostałych dwóch dziewczyn, bowiem sprowadzono je tu, by zarządca mógł je poślubić. Dlaczego? Na skutek eksperymentów pierwszego pokolenia udało się wynaleźć lekarstwo na raka i umożliwić ludziom długie życie. Jednakże następstwem tych badań było stworzenie śmiertelnego wirusa i skrócenie żywotów kolejnych pokoleń: mężczyźni dożywali wieku lat 25, zaś kobiety 20. Popularne więc stało się wydawanie kilku nastoletnich dziewczyn za jednego chłopaka naraz. Tak też dzieje się tutaj – Rhine, Cecily i Jenna zostają poślubione zarządcy Lindenowi, gdyż jego dotychczasowa żona ma niedługo umrzeć. Rhine jednak nie chce pogodzić się z sytuacją, co więcej zakochuje się w służącym, Gabrielu. Czy istnieje dla niej i towarzyszek jakiekolwiek wyjście z sytuacji?

Na początek – przyznajcie się tu i teraz, kto zna znaczenie słowa „atrofia”? Tytuł angielski brzmi „wither” i oznacza powolne umieranie lub zanikanie. Użyta w polskim tytule „atrofia” pochodzi z kolei z języka greckiego. Stosuje się ją w terminologii medycznej do określenia „stopniowego zmniejszania się objętości komórki, tkanki, narządu lub części ciała”. Znaczenie oryginalnego tytułu zostało więc zachowane. Co więcej, w obu przypadkach perfekcyjnie odzwierciedla on historię, bowiem bohaterowie z każdym dniem zbliżają się do swoich dwudziestych (kobiety) lub dwudziestych piątych (mężczyźni) urodzin, kiedy to umierają, bluzgając krwią na wszystkie strony. Jednocześnie Rhine, Cecily i Jenna zanikają też psychicznie, gdyż przetrzymywane w rezydencji wbrew swojej woli mają nigdy więcej nie zobaczyć prawdziwego świata – ich jedynym zadaniem jest płodzić Lindenowi dzieci i spełniać jego zachcianki. Rzeczywiście, kto w takiej sytuacji nie zatraciłby części siebie? 

(Ciąg dalszy recenzji pod "czytaj więcej".)


Rhine.
Szesnastolatka, która jest świadoma, że w wieku lat dwudziestu umrze. Została porwana od swojego brata bliźniaka i nie może znieść myśli, że zostawiła go samego. Przez wiele lat ochraniał ją przez Kolekcjonerami, a mimo to i tak wpadła w ich pułapkę. Dumnie znosi zaślubiny. Staje się przyjaciółką „pierwszej żony” Lindena, która niedługo po ślubie trzech dziewczyn z zarządcą kona. Jednak to wszystko daje jej nadzieję i pozwala opracować plan ucieczki. Oj tak, trybiki kręcą się w tej główce w zawrotnym tempie! W dobie postaci, którym połowę powieści zajmuje dojście do najprostszych wniosków, Rhine jest prawdziwym powiewem świeżości. Inteligentna, bystra i bardzo spostrzegawcza – trzy w jednym! Ponadto zdecydowanie nie jest postacią banalną i łatwą do rozgryzienia. Dość często zdarzało mi się zastanawiać, co zaraz wywinie, którego chłopaka w końcu wybierze i jak potoczą się kolejne wydarzenia. Duży plus za taką kreację postaci.

Patrząc na okładkę, którą na całe szczęście polscy edytorzy zachowali (DZIĘKUJĘ!), widzimy złotą klatkę z zamkniętym w jej ptaszkiem. Tak właśnie czuje się Rhine. Poznała już świat zewnętrzny, żyła w nim szesnaście lat… i nagle wszystko zostało jej odebrane, a ją samą zamknięto w ekskluzywnej rezydencji z rozległym ogrodem, basenem i gigantyczną biblioteką. Gdyby chociaż większość z otaczających ją i towarzyszki rzeczy była prawdziwa… ale nie! Dziewczęta grają na hologramowym pianinie, pływają w basenie z wirtualnymi rybami – żyją w prawdziwie chemicznym świecie z wiszącą nad nimi groźbą bolesnej śmierci, przed którą żadne chemikalia nie mogą ich jednak uchronić. Jedynym łącznikiem z rzeczywistością poza bramami pozostaje trampolina, która Linden sprowadza dla Rhine i Jenny oraz barwne cukierki, którymi pierwsza żona chłopaka poczęstowała Rhine przed śmiercią i które potem Gabriel dla niej przemyca.

W jego temacie – nie wiem, jaki efekt planowała osiągnąć autorka, ale mnie uwiódł Linden, a nie Gabriel. Ten pierwszy wydaje się o wiele bardziej złożonym charakterem. Nie zna prawdziwego świata, nie wie, w jakich okolicznościach trzy nowe żony zostały sprowadzone do jego domu, nie wie, że seks z trzynastolatką jest zły, mimo że ona nie mogła się tego doczekać i że w ogóle cała bigamia nie powinna mieć miejsca. Mimo swojej niewiedzy nie robi nic przeciwko dziewczynom. Czeka na ich zgodę i gdy Rhine mu takowej nie udziela, w pełni to akceptuje. Zdecydowanie nie jest on ani czarnym, ani białym charakterem – jest szarawy i takich facetów w książkach najbardziej lubię. Między nim i Rhine jest chemia i to też mocno odbija się na mojej opinii o nim i o tym pairingu. Jednak jest jeszcze Gabriel – służący. Zadurza się w Rhine i to z wzajemnością… ale gdzie były te przeskakujące między nimi iskry? Nie było! I to mnie zabolało. Chociaż zakończenie nie wyjaśnia, z którym mężczyzną główna bohaterka zostanie w ostateczności i może dlatego ani nie jestem do końca rozradowana, ani zdołowana.

Smuci mnie tylko fakt, że moja ulubiona Rhine umrze w wieku dwudziestu lat… Chociaż nie powinnam się obawiać, ojciec Lindena, mistrz Vaughn, jest lekarzem – na pewno wynajdzie lekarstwo na czas. Przecież nie chce śmierci swojego syna ani żadnej z jego żon… Prawda?

Co do dwóch pozostałych bohaterek – Cecily jest trzynastolatką. Widać, że nie do końca rozumie swoją sytuację. Od kiedy tylko przyjeżdża do rezydencji, nie może doczekać się zaślubin i nocy poślubnej. Pech, że Linden nie chce skonsumować żadnego z małżeństw za życia pierwszej żony. Dziewczynka czyta więc coraz to nowsze poradniki dotyczące ciąży i tego, jak opiekować się dzieckiem. Jej przeciwieństwem jest Jenna – poznajemy ją jako osiemnastolatkę. Jest cicha, widać, że nie jest zachwycona swoim losem, ale jednocześnie nie próbuje mu się sprzeciwiać. Obiecuje sobie, że nigdy nie pozwoli mężowi siebie tknąć – brzydzi się go. Jest to zdecydowanie osoba, której niezwykle współczułam, gdy: 1) poznałam jej wiek; 2) w bibliotece przeglądała romanse; 3) wyjawiła Rhine straszną prawdę z dnia porwania. Jestem pewna, że również ją pokochacie. Jest równie inteligenta i przebiegła jak Rhine, stara się jej pomóc ze wszystkich sił. Po prostu nie można dziewczyny nie lubić.

Sam pomysł na historię jest, moim zdaniem, genialny. Dysutopijna rzeczywistość, gdzie dążenie ludzi do bycia idealnymi wywołuje katastrofę. W wyniku III Wojny Światowej Ameryka Północna pozostaje jedynym kontynentem na planecie, a ludzie będący potomkami silnego i zdrowego Pierwszego Pokolenia umierają w młodym wieku. Szczerze mówiąc, nie zdziwiłabym się, gdyby taki scenariusz rzeczywiście się kiedyś spełnił. Mam ogromną nadzieję, że wydarzy się to najwcześniej za jakieś 200-300 lat, aczkolwiek uważam, że taki rozwój sytuacji jest jak najbardziej możliwy.

Oby tylko w przyszłości dyktatorzy nie czerpali pomysłów z „Atrofii”, „Igrzysk śmierci” i tym podobnych… Byłoby nieciekawie, nie?


O okładce już trochę wspominałam, ale muszę dodać, że jest przepiękna! Pomysł z klatką, kolorystyką, tymi kreskami namalowanymi na zdjęciu – cud, miód i powidła, daję słowo. Dziękuję grafikom wydawnictwa Prószyński i S-ka, że zostawili oryginalną okładkę. Żadna inna nie oddałaby treści tak dobrze.

Język autorki bardzo mi podpasował. Widać, że nie miała problemu z pisaniem kolejnych zdań, tak jak zresztą sama przyznała w niejednym wywiadzie. Czytałam ich kilka i najbardziej poruszyło mnie to zdanie: „Łatwo wierzę swoim postaciom i to raczej ja pozwalam się prowadzić im niż odwrotnie.” Dlaczego? Sama piszę powieści i również pozwalam się prowadzić swoim postaciom, zamiast nimi zarządzać. Dlatego przepadam za pisarzami sławy światowej (a ktoś zza oceanu, kogo opublikowano w Polsce, niewątpliwie takowym jest), którzy mają w tej sprawie podobne zdanie co ja.

Podsumowując, bo recenzja jest jedną z najdłuższych, jakie napisałam i mam nadzieję, że dobrnęliście do końca z otwartymi oczami, „Atrofia” jest niesamowitą lekturą i niewątpliwie każdy miłośnik dysutopii powinien po nią sięgnąć. Żałuję, że wydawnictwo na razie nie ma w planach wydania kolejnych części trylogii, jednak już uprzedziłam rodzinę, że na kwietniowe urodziny zamawiam sobie drugi i trzeci tom w oryginale, więc spodziewajcie się w maju recenzji!

Tymczasem oceniam na 9,5 pkt (obcięłam połówkę za końcowy wybór partnera, chociaż podczas lektury nie raz zmieniało mi się, którego z chłopaków wolę) i jeszcze raz polecam!


20 komentarzy:

  1. Jestem jej bardzo ciekawa, przeraża mnie tylko fakt, że jak na razie drugiej części nie chcą w Polsce wydać :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to przeraża, ale postanowiłam przeczytać w oryginale :)

      Usuń
  2. Pamiętam, że bardzo chciałam poznać tę książkę, ale nie miałam jakoś szczęścia, aby ją nabyć gdzieś okazyjnie. Potem w końcu zrezygnowałam i kupiłam sobie ,,Dobrani'', które bardzo mi się spodobał, więc nie żałuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dobranych" mam w planach, tylko właśnie trudno ich gdziekolwiek dostać.

      Usuń
    2. Osobiście byłam pod dużym wrażeniem tej książki. Jej historia niesamowicie zapadła mi w pamięć i gorąco polecam ci ją przeczytać. Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam, że masz chęć na tę książkę, bo sprezentowałam już ją jednej blogowiczce.

      Usuń
  3. okładka faktycznie genialna, fabuła też wydaje się interesująca, no i ta wysoka ocena :) chyba nie pozostaje nic innego jak przeczytać szybko tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, nie pozostaje nic innego! :)

      Usuń
  4. Muszę w końcu odkurzyć tę powieść, bo wydaje się być naprawdę interesująca :D

    P.S. Świetny wygląd :D Teraz jest dużo bardziej przejrzyście :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, jedna z lepszych dysutopii, jakie czytałam :)

      I cieszę się, że jest bardziej przejrzyście :D Żałuję tylko, że nie wczytuje się obrazek z tła i zamiast niego zazwyczaj jest tak beżowawo, ale ogółem jestem zadowolona z efektu :)

      Usuń
  5. Fajnie, że postanowiłaś dołączyć do mojego wyzwania "Czytam Fantastykę"
    życzę powodzenia w jego realizacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się nie mogę doczekać, aż dodam pierwsze recenzje wliczające się do niego :)

      Usuń
  6. Muszę ją przeczytać. Super się zapowiada. : )

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś miałam ogromną chęć na tę pozycję. Ale jakoś tak się złożyło, że kompletnie o niej zapomniałam! Wielkie dzięki za przypomnienie :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie, tyle że sama sobie przypomniałam ;)

      Usuń
  8. Nie słyszałam o tej książce, ale po opisie sądzę, że przypadła by mi do gustu ;)
    A co do bloga to jestem tu pierwszy raz i bardzo mi się podoba :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm w sumie jak tak patrzę na tę Twoją recenzję to trochę się przekonałam do tej książki, ale nie wiem czy na tyle, aby kupić. Jeśli się nadarzy okazja to z chęcią przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Książkę czytałam i jak najbardziej mi się podoba:) W sumie w dużej mierze podzielam Twoje zdanie na jej temat.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja znowu czytałam i średnio mi się podobała (dałabym jakieś 6/10). Na pewno była jednym z moich największych rozczarowań... Spodziewałam się czegoś całkiem innego. Szkoda jednak, że kolejne części nie zostaną u nas wydane, bo może potem było lepiej. Książka wydaa była przepięknie, cieszy oko, ale treść... No, tutaj mogło być lepiej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.