sobota, 6 kwietnia 2013

"Babskie gadanie" Izabela Pietrzyk

Zapraszam gorąco na kolejną recenzję mojej mamy, znanej tutaj jako Dorota - publikuje ona swoje recenzje przeze mnie i oto trzecia z nich. ~ Nathalie

 


Autor: Izabela Pietrzyk
Tytuł: Babskie gadanie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-764-8828-8
Liczba stron: 592
Cena: 29,99 zł
Dorota - moja ocena: 8/10







OPIS: Czterdziestokilkuletnia Iza wikła się w romans z żonatym mężczyzną. Decyzja na pierwszy rzut oka nie wydaje się odpowiedzialna, ale… Grzegorz jest fajny, przystojny, a jego małżeństwo to fikcja. Bohaterka – pierwszy raz w życiu – postanawia walczyć o swoje. Tyle że wybranek nie wykazuje się nadmierną odwagą w sprawie poinformowania małżonki o swojej nowej partnerce… Izę wspierają koleżanki, z którymi odnowiła znajomość po latach. Wśród nich są: projektantka mody – singielka wbrew własnej woli, redaktorka radiowa, przedszkolanka, niepracująca żona marynarza oraz kobieta-cudak – humanistka, która robi karierę w… banku. Co w sprawach sercowych niezawodne przyjaciółki doradzą nie zawsze roztropnej Izie?

Izabela Pietrzyk (ur. 1966) – mieszka w Szczecinie. Jest filologiem, wykłada język rosyjski na Uniwersytecie Szczecińskim. Publikowała teksty naukowe z zakresu językoznawstwa. „Babskie gadanie” to jej pierwsza powieść. Ma dorosłą córkę, jak mówi: ładną po ojcu i mądrą po matce. Jej motto brzmi: Dziękuję Ci, Boże, że stworzyłeś mnie kobietą.

Tyle tytułem wstępu, a teraz ja dam czadu. Ta powieść zaczyna się jak większość babskich czytadeł: jest Ona i jest On, przypadkowe spotkanie, zauroczenie, miłość. Ona, jak to w babskich czytadłach zazwyczaj bywa, jest rozwódką i ma osiemnastoletnia córkę (jakżeby inaczej), On, o zgrozo, do wolnych nie należy, o czym, łaskawca, zapomina jej na początku powiedzieć (a w domu żona i dwoje dzieci). Ona po rozwodzie ma chłopowstręt, On ma ogromną ochotę na nią. Poznają się przypadkowo (a może i nie), On ją potem odnajduje w Internecie i zaczyna do niej pisać jako Anioł Stróż. Spotykają się w realu i natychmiast, rzecz jasna, zakochują się w sobie. No, Harlequin jak się patrzy. Aż tu nagle On przyznaje, że jest żonaty. I sru, wszystko się wali, bo Ona jest w totalnym szoku. On, oczywiście, obiecuje, że odejdzie od żony, z którą już go nic nie łączy prócz dzieci (tylko nie teraz jeszcze, bo żona taka wrażliwa, biedulka), a Ona mu wierzy (głupia!). I czeka, czeka, czeka..., ale jakoś doczekać się nie może. 



Główna bohaterka to czterdziestopięcioletnia Izabela Nowak, która mieszka w Szczecinie, uczy języka rosyjskiego na miejscowym Uniwersytecie, ma córkę w klasie maturalnej, psa o wdzięcznym imieniu Samba i przyjaciółki z liceum "Dziewczynkami" zwane. Jej życie to praca, dom, spacery z psem i spotkania z przyjaciółkami (a także ich długie i niezwykle zabawne rozmowy na forum). Do czasu, kiedy na jej drodze staje pewien czaruś, o przepraszam, Czaruś, Czarek, Cezary znaczy się. I wtedy wszystko staje na głowie, a Iza zostaje tą trzecią.
Ale myli się ten, kto myśli, że "Babskie gadanie" to typowe romansidło, bo typowe nie jest, nie jest też romansidłem. Bo romans jest tu jakby na doczepkę, bo nie miłość jest tu najważniejsza, tylko wyjątkowa przyjaźń, której można tym dziewczynom naprawdę pozazdrościć. "Dziewczynki" są wyjątkowe, takie psiapsiółki od serca, na dobre i na złe (na złe chyba nawet bardziej). Jeśli któraś z nich ma problem to wystarczy, że napisze kilka słów na forum lub wyśle im krótkiego smsa, a natychmiast pojawiają sie u niej w komplecie z misją ratunkową. No, kto nie chciałby mieć takich przyjaciółek ręka do góry? Szczególnie, że wszystkie są zwariowane, przezabawne, a do tego szczere aż do bólu i niezawodne. Iza je ma, na szczęście.

"Babskie gadanie" to debiut i to debiut bardzo udany. Idealny na długie jesienne wieczory, na chandrę, na kilkugodzinną podróż, w autobusie, w tramwaju, w gigantycznej kolejce do lekarza. Czytasz i zaśmiewasz się w głos z kapitalnych rozmów "Dziewczynek", z ich powiedzonek, anegdot, żarcików.

"Kilka osób popatrzyło w naszą stronę. Ziuta była jak czynny wulkan: wyrzucała z siebie słowa i emocje z taką energią, że można by nią było oświetlić połowę Szczecina. Ona i jej mąż Kazimierz, któremu nadała przydomek Atrakcyjny, należeli do braci rycerskiej i co roku brali udział w przeróżnych bitwach, z Grunwaldem na czele. Może to od średniowiecznych klimatów język Ziuty nabrał specyficznego kolorytu? Starałam się do niego dopasować.
- Słuchaj, dzieweczko...
Była jedyną osobą, która potrafiła mi przerwać.
- Słuchaj, dzieweczko, ona nie słucha, nie dość, że dziwka, to jeszcze głucha. Pamiętasz?
Jasne, że pamiętałam. W odległych czasach licealnych był to specyficzny rodzaj naszej twórczości literackiej".

"Babskie gadanie" to czytadło lekkie i bardzo przyjemne, ale jeśli ktoś próbowałby doszukać się w nim jakiegokolwiek głębszego przesłania, to próżny trud.
Ta powieść zaczyna się jak większość babskich powieści, ale kończy się dość nietypowo. I ma epilog, z którego dowiadujemy się dlaczego wątek romansowy w "Babskim gadaniu" być musiał. A dlaczego musiał? Doczytajcie do końca, to się dowiecie. 

Plusy tej powieści to humor, humor i jeszcze raz humor ("Byłam już pewna, że nic mnie w tym czasopiśmie nie zdziwi, ale kiedy w rubryce „Nowe trendy” poinstruowano mnie, jak mam podłączyć wibrator do iPoda, jęknęłam"), fabuła i zakończenie. Napisana została barwnym językiem pełnym cytatów z filmów, książek oraz znanych powiedzonek i rymów własnych. "Dziewczynki" wymiatają, a fragment z instruktorem jazdy - bezcenny!
Minusy - książka jest zdecydowanie za gruba (prawie 600 stron!), więc nieporęczna (a przecież to idealna powieść na podróż i do autobusu).
Chwilami nieco przegadana, ale na to można przymknąć oko.

Podsumowując powiem krótko - "O Maurycy" - dawno tak świetnie się nie bawiłam. Polecam ją każdemu, kto chce odpocząć, zrelaksować się i pośmiać.

 

2 komentarze:

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.