piątek, 30 sierpnia 2013

"Przeznaczona do gry" - Indigo Bloom

Tytuł: Przeznaczona do gry
Tytuł oryginalny: Destined To Play
Autor: Indigo Bloome
Wydawnictwo: Czarna Owca
Tłumacz: Joanna Pidziowa
Data wydania: listopad 2012
ISBN: 
978-83-7554-623-1
Liczba stron: 312
Cena:
29,9 zł
Natalia - moja ocena
: 6/10



Pamiętam, jak nieco ponad rok temu po raz pierwszy sięgnęłam po erotyczną trylogię Anne Rice o Śpiącej Królewnie. Już wtedy zaczęłam więcej czytać o podobnych seksualnych eksperymentach, ot tak, z dzikiej ciekawości. Nie była to jednak moja pierwsza przygoda z literaturą erotyczną. Szaleństwo na Greya pojawiło się długo po opublikowaniu w Internecie o wiele gorętszych tytułów. Jednak to dzięki niemu na naszym rynku ukazuje się ciągle coraz więcej literatury erotycznej. W ten sposób zaraz po Greyu natrafiłam na "Przeznaczoną do gry" Indigo Bloom. Co mogę o niej powiedzieć? Na pewno, że jest jedynie dla osób, które nie mają nic przeciwko naprawdę śmiałym scenom erotycznym i ekstremalnym eksperymentom seksualnym.

Alexandra Blake jest cenioną panią doktor. Ma męża i dzieci. Kiedy oni wyjeżdżają na kilkudniową wycieczkę, kobieta niespodziewanie spotyka swojego eks-kochanka, Jeremy'ego Quinna, który obecnie jest szanowanym lekarzem. Tę dwójkę łączyła kiedyś dość specyficzna relacja, kobieta wie, że ma do mężczyzny wyjątkową słabość. Kiedy spotykają się w jej mieszkaniu, Jeremy składa Alexandrze propozycję - ma oddać mu kontrolę nad sobą i swoim ciałem na kolejne czterdzieści osiem godzin. On w tym czasie gwarantuje jej najbardziej zmysłowe doznania, jakich kiedykolwiek doświadczy w swoim życiu. Tylko dwie doby, a on sprawi, że ona będzie błagała o więcej.



Początek mnie wciągnął jak tornado. Poznajemy Alex, dość szybko również dowiadujemy się co nieco o Jeremym. Postaci może same w sobie nie są wyjątkowe, niemniej coś w nich jest, co nie pozwala przejść obok obojętnie. Poza tym uwielbiam, kiedy kobieta postanawia ulec mężczyźnie w jakiejś czysto seksualnej sytuacji (tak, w tym momencie moja feministyczna część mózgu przepłukuje szare komórki). Tak się tu oczywiście dzieje i Alexandra przez te czterdzieści osiem godzin doświadcza niespotykanych rzeczy. O ile ją, mimo braku logicznego myślenia i rozwagi, można polubić, to już Quinn... cóż, jego zachowanie jest skandaliczne. Rozumiem, miał być ostry seks, ale to, co się tutaj działo, przeszło nawet moje najśmielsze fantazje.

Ważnym punktem w książce są prowadzone badania nad kobiecym orgazmem i tym, jak rzekomo czerpiemy przyjemność z seksu. Rany, z jakimi to ja rzeczami na ten temat się już nie spotykałam. Niemniej to, co dzieje się u Indigo Bloom w ramach tych eksperymentów jest po prostu chore i niebezpieczne dla zdrowia. Szczególnie finał tych badań przekroczył moje najśmielsze oczekiwania. Serio, NIGDY nie sądziłam, że ktokolwiek wpadłby na taki pomysł. Co więcej, sądzę, że jedynie sadomasochistki bez kompletnie żadnych lęków przystałyby na doświadczenie tego, co bohaterka poznała na kilkudziesięciu ostatnich stronach.

Ja na pewno nie chciałabym przeżyć podobnych eksperymentów. Jeremy odbiera jej wzrok i możliwość zadania jakichkolwiek pytań na pełne dwie doby. W tym czasie robi z nią dosłownie, co chce. Nie pozwala kobiecie przerwać eksperymentu, mimo że ta o to prosi i to nie raz. Traktuje ją dosłownie jak własną zabawkę. Owszem, rozkosz jest jej, nie jego. Ale to niczego nie zmienia. Zabiera Alexę z jednego miejsca do drugiego, przyszykowuje ją do kolejnych "zabaw" i testów... Na miejscu bohaterki (pomijając, że w ogóle nie zgodziłabym się na taki układ między dwójką przyjaciół) już po kilku pierwszych godzinach obiecałabym sobie, że nigdy więcej się do gościa nie odezwę, a po minięciu pełnych dwóch dób skopałabym go i posłała w diabły.

Mimo że eksperymenty seksualne są momentami naprawdę dziwne i wzięte z kosmosu, główna postać - Alexandra - wykreowana jest niezwykle dobrze. Poznajemy jej rozterki, obawy, tęsknoty, siedzimy jej po prostu w głowie. Nie wierzę tylko, że kobieta mająca doktorat z psychologii zgodziłaby się na coś takiego. Odebrało to trochę realności postaci i to niestety obniżyło też moją sympatię do niej.

Trzeba przyznać, że książka naprawdę wiele zyskuje na języku autorki. Jest on niezwykle plastyczny i barwny, czym nadrabia niedoskonałości fabuły. Nawet opisy tych wszystkich dziwactw napisane są tak, że jeśli się je pominie, żałuje się tego. Od dawna nie spotkałam się z czymś takim.

Okładka nawiązuje prosto do Greya. Mamy czerwoną tasiemkę na czarnym tle - wyraźna aluzja do szarego krawata na tle bardziej granatowym, jednak tutaj mamy większy kontrast, co niewątpliwie przyciąga uwagę. Kolorystyka też zapowiada pikantność i dużą dawkę erotyzmu.

Jak wspomniałam we wstępie, polecam tę lekturę jedynie osobom, którym ekstremalne eksperymenty bardziej i mniej łóżkowe nie są straszne. Seks w "Przeznaczonej do gry" odbywa się w mrocznej atmosferze, co nadaje powieści wyjątkowego dreszczyku. Końcówka zaś sprawia, że czytelnik koniecznie chce wiedzieć, co się stanie dalej. A przynajmniej ja chcę. Nie mogę się doczekać, co stanie się z Alexandrą w "Przeznaczonej, by czuć", po którą sięgnę na sto procent mimo niewielkiej obawy o dziwaczność kolejnych doświadczeń. Może któreś z nich pozytywnie mnie zaskoczy?

13 komentarzy:

  1. W sumie miło spędziłam przy niej czas, ale wkurzała mnie głupota i naiwność głównej bohaterki, która kontrastowała z jej tytułem naukowym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie tak samo. Tu niby doktorat z psychologii, a naiwność biła po oczach.

      Usuń
  2. Jeszcze nie czytałam. Może kiedyś się skuszę, ale na razie rezygnuje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze orientuję się w Twoim guście książkowym, raczej by Ci się nie spodobało ;)

      Usuń
  3. Może się skuszę, aczkolwiek nie będę jej szukać tak na już. Przeczytałaś całą trylogię o Różyczce?? Ja po pierwszej części odpuszczam sobie, bo było gorzej, niż się spodziewałam -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, całą, ale przyznaję, że o ile pierwszy tom przeczytałam niemal w całości (w sensie momentami przeskakiwałam mniej smaczne sceny), tak w drugim w większości przeskakiwałam sceny, bo napawały mnie obrzydzeniem. Trzeci tom był na powrót znośny, ale też tylko fragmentami.

      Usuń
  4. Tak barwny język w historii tego typu? To dopiero ciekawe... Nie czytałam jeszcze podobnej książki. Zaciekawiłaś mnie, co też jest dziwne, bo nie przepadam za takimi "dziełami" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci tak - mistrzostwo osiągnęło czytane teraz przeze mnie "Piekło Gabriela" pod względem językowym. Jednak "Przeznaczona do gry" pod tym względem też mnie zaskoczyła. Czytałam ją ponad rok temu, a pamiętam, że czasami mimo obrzydzenia niektórymi eksperymentami, język autorki sprawiał, że po prostu nie mogłam ominąć tych fragmentów. I w sumie ułatwiał on czytanie ich.

      Usuń
  5. Tę książkę zaczęłam ale odpuściłam ją sobie bo mnie nudziła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O gustach się ponoć nie dyskutuje ;) Książka niestety może nudzić, akcja jest dość przewidywalna, chociaż zakończenie mnie zaskoczyło.

      Usuń
  6. Raczej nie dla mnie. Odpuszczę sobie tę książkę :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że zawsze tak piszesz pod erotykami ;) Ale w sumie nie mają one aż tylu czytelników, jak się wielu wydawnictwom wydaje.

      Usuń
  7. Mamy te same odczucia względem tej książki. Dosłownie. Choć tak się zastanawiam, że bez tych hm eksperymentów książka byłaby bez sensu. Mnie jeszcze strasznie drażniło, że traktował ją jak rzecz, obiekt badań...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.