poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Blog a Little Better #1: Poradnik Dobrego Komentatora

Źródło: combinedbook.com
Kochani,

coraz więcej się ostatnio mówi w blogosferze o jakości komentarzy, jakie czytelnicy zostawiają pod wpisami. Niektórych się chwali - ja mam kilku ulubionych komentatorów -, innych unika jak ognia - i tu niestety też mam kilka "perełek". Jako że tych drugich nikt nie lubi, postanowiłam nieco im pomóc i przygotowałam ten oto Poradnik Dobrego Komentatora.

Zacznijmy od podstaw.

Po co komentujesz? 
Jeśli robisz to dla zabawy lub dla pokazania światu, że żyjesz - nie czytaj dalej. Ten poradnik jest dla osób podchodzących serio do prowadzenia bloga i zostawiania cennych, treściwych komentarzy pod wpisami innych blogerów, a nie dla kawalarzy. Zakładam jednak, że skoro dalej to czytasz, zależy Ci na wysokiej jakości tego, co zostawiasz u innych.

Co może Ci dać komentowanie?
Dużo rzeczy. Przede wszystkim:
  • promocję Twojego nazwiska i bloga w sieci
  • zdobycie nowych czytelników
  • nawiązanie nowych znajomości 
  • (nie zawsze) zdobycie nowych odnośników do Twojej strony, a co za tym idzie możliwy wzrost liczby czytelników
Jak to wygląda naprawdę?

Prawda jest taka, że coraz więcej osób zdaje się przechodzić do podejścia "Jak zostawię komentarz, to autor bloga zostawi jakiś też u mnie." Czy jest coś bardziej mylnego? Okej, część osób rzeczywiście tak robi, ale zdobywanie komentarzy w ten sposób jest poniżej jakiekolwiek poziomu. Znacie teksty w stylu "kom za kom, obs za obs, wpadnij"? Tak bezpośrednich komentarzy pojawia się coraz mniej, jednak coraz więcej osób ma ten sam cel. A wiecie, jak naprawdę to działa?

Źródło: clker.com
Rozmawiałam z kilkoma blogerkami na ten temat i znaczna większość stwierdziła, że po prostu przyjemnie jest czytać komentarze, do których można się jakoś ustosunkować. Przyznały też, że bardziej zapadają im w pamięć komentarze długie, zabawne, błyskotliwe i rzeczywiście dotyczące wpisu - ich autorzy od razu są zapamiętywani i chętniej odwiedzani przez blogera. Jeśli dodatkowo w ten sposób komentują pod większością publikacji, tym bardziej zapadają w pamięć. Warto więc poświęcić te 5-10 minut na przeczytanie wpisu, recenzji czy ogłoszenia, by napisać konstruktywny komentarz - dla bloga plusy, a Wy dobrze wykorzystaliście czas (na pewno lepiej, niż gdybyście mieli trzecią godzinę nabijać kolejny level w World of Warcraft). Chyba że wolisz dać link do swojego bloga, zaproszenie do odwiedzenia i stracić w ten sposób szacunek blogera - droga otwarta. Do swojej stajni nikogo nie zapędzę.

Część blogerek dodała, że bardzo lubią dostawać pytania od czytelników. Sprawia to wrażenie, jakby bloger rzeczywiście budził zainteresowanie i ludzie chcieli go poznać. Niestety i to ma swoje złe strony, co niektórzy wykorzystują. Zamiast odnieść się do recenzji książki "Hopeless" Coleen Hoover, dostajemy komentarz:
 "Ciekawa recenzja i wysoka ocena, łał! Jakie książki z NA byś poleciła?".
Przynajmniej mi na taki widok rzednie mina - tak trudno przejrzeć bloga w celu sprawdzenia innych książek i może też zostawienia pod ich recenzjami kilku słów? Na takich komentarzach mnie samej nie zależy, ale wiem, że niektórych nie rajcują, więc nie doradzam, aczkolwiek radzę dodać coś a propos recenzji, by autor widział, że przeczytaliśmy ją i mamy swoje zdanie. Jak na przykład wpis poniżej:
 "Lubię książki, które umieją tak poruszyć. I fakt, że tytuł ma dodatkową historię, tak jak piszesz, tylko bardziej mnie zachęca do lektury. Słyszałam jeszcze o drugiej książce tej autorki - "Pułapka uczuć". Czytałaś? Jest równie dobra?
znacznie lepiej wygląda i brzmi, prawda? Mnie satysfakcjonuje i aż się chce na niego odpisać.

Mam też zasadę, że komentarze krótsze niż 5 słów usuwam. Dlaczego? Rzadko zawierają coś, co potwierdziłoby, że czytelnik rzeczywiście zapoznał się z komentowaną treścią.
"Ciekawa recenzja." "Hmm, zaciekawiłaś mnie." "O, kupię tę książkę!" "Dzięki, fajna recenzja." "Czytałam, nic specjalnego." "Też mi się podobało!"
Mnie zależy na jakości komentarzy, nie liczbie. Wolę zachowywać sztuki, po których widać, że czytelnik przeczytał choćby fragment tekstu. Jeśli po tych 5 słowach to widać, super, pewnie, że zostawię! W innym przypadku podziękuję za "Ciekawą recenzję".

Skoro już sobie trochę popaplałam, co to ja sądzę i nie sądzę, przejdźmy do Poradnika Dobrego Komentatora w punktach :)

UNIKAJ:
1. Krytykowania blogera. Również unikaj wyszydzania i sarkazmu (z tym ewentualnie, ale bardzo ostrożnie). Możesz zwrócić uwagę dotyczącą jego wpisu, recenzji, vloga, ale nie jego osoby, wyglądu czy charakteru. Czytając bloga, nie poznasz blogera na tyle dobrze, by móc wyrobić sobie o nim właściwe zdanie. Daj jej/jemu szansę w realu, jeśli serio aż tak chcesz coś konkretnego o niej/nim sądzisz!
Źródło: thepoliticalcarnival.net
Źródło: thepoliticalcarnival.net 
2. Pisania komentarzy nie wnoszących nic do tematu. Przykłady zostały podane wyżej. Widać po nich, że zależy Ci na liczbie komentarzy i blogów, na które je zostawisz w oczekiwaniu na rewanż. Jednak, jak wyjaśniałam wcześniej, to tak nie działa.
3. Linkowania do swojej strony. Wygląda to jak desperackie wołanie o uwagę i zniechęca, zamiast zachęcać. A tego nie chcemy. Chyba że link dorzucasz, by poinformować o jakiś konkursie, akcji, oryginalnym wpisie i stanowi on zaledwie dziesiątą część komentarza - wtedy nie widzę przeszkód.
4. Pisania z włączonym Caps Lockiem lub/i rażącymi błędami ortograficznymi, interpunkcyjnymi i składniowymi. Yoda jest niepowtarzalny i podrabianie go nie działa na Twoją korzyść.
5. Spamu. Zawsze i wszędzie. Wierz mi, nikt tego nie lubi. Jeśli uważasz inaczej, to kiedyś zmienisz zdanie. Też miałam kiedyś 10 lat, niezwykle popularnego bloga o WITCHu i uznawałam politykę "spam za spam" za dobrą, póki dawało mi to komentarze. Jednak tak jak ja, tak i Ty, Młody Blogerze, zdasz sobie w końcu sprawę, że to dozwolone jest tylko w tym wieku i nie przystoi na blogach z klasą, jaką powinny mieć te recenzenckie. Przykład spamu? "Ciekawy tekst. Spodobało mi się, jak piszesz. Od dziś obserwuję. Pozdrawiam. [link]" Da się wstawić pod prawie każdym wpisem (poza tymi z samymi obrazkami lub filmami) w całej blogosferze. Czy masz tak pisać? Powinieneś już sam to wiedzieć, drogi Blogerze. Nie. Nie. I jeszcze raz nie.
6. Przekleństw. Wydaje się to oczywiste w przypadku blogów kulturalnych, ale wciąż się zdarza.

PRZESTRZEGAJ

Źródło: bilerico.com
1. Pisz takie komentarze, jakie chciał(a)byś widzieć pod swoimi wpisami.
2. Zanim skomentujesz, przeczytaj recenzję. Jeśli nie chcesz jej czytać, gdyż niedługo masz zamiar dorwać książkę i obawiasz się spoilerów, to nie komentuj, że nie przeczytałeś. Jaki jest w tym sens?
3. Ustosunkuj się do tekstu. Porównaj swoje wrażenia z lektury, zwróć uwagę na interesujący element, który autor recenzji nadmienił lub nawiąż do podobnego tematu. Możesz nawet wyrazić zupełnie odmienną opinię, rozpocząć dyskusję i zestawić Wasze racje. Po prostu pokaż, że czytasz i myślisz, że jesteś wartym uwagi czytelnikiem i doceniasz pracę drugiego bloggera.
4. Nie bój się pytać. Blogerzy to w dużej mierze istoty, które lubią odpowiadać na pytania czytelników. Szczególnie te o pozycje rekomendowane od takiego i takiego autora albo z danego gatunku.
5. Zwracaj uwagę, jeśli znajdziesz jakiś błąd w tekście - merytoryczny czy polonistyczny, aczkolwiek rób to na boku. Jeśli sytuacja mimo to się powtarza, możesz skomentować publicznie - może to pomoże autorowi wziąć słownik do ręki lub puścić tekst przez Worda.
6. Sugeruj. Blogerzy lubią, jak czytelnicy piszą, o czym chętnie by u nich przeczytali. To mile łechce ego i pomaga pisać na tematy, na które chcesz czytać.
7. Nie lej wody. Pisz na temat, konkretnie. Odnieś się do tego, że bloggerowi nie spodobał się kolejny trójkąt miłosny, zamiast opowiadać mu historię o Czerwonym Kapturku.
8. Zostaw po sobie chociaż kilka zdań. Jednozdaniowe wypowiedzi często kończą się na wyrażeniu zaciekawienia recenzją lub krótką pochwałą tekstu. Jak to odbiera blogger? "Łał, podobało mu/jej się? Supeeer... Eee, idę dalej." Czyli zostawiaj ślady w postaci chociaż trzech, czterech rozbudowanych zdań. Tylko nie przesadź w drugą stronę. Nikt nie będzie czytał komentarza długiego jak z Warszawy do Krakowa. Jeśli rzeczywiście masz tak dużo do powiedzenia, napisz artykuł na swoim blogu z kulturalną polemiką do wpisu innego bloggera. Na pewno się ucieszy za zalinkowanie i darmową promocję wpisu.

Rekruci, zostaliście pomyślnie przeszkoleni! Zaliczam seminaria z Dobrego Komentowania i oczekuję na wyniki ćwiczeń. 

Niedługo kolejny wpis w cyklu "Blog a Little Better", a w nim kilka uwag, jak nie pisać recenzji.

Poradnik Dobrego Komentatora powstał przy współudziale znanych Wam blogerek:
Bardzo Wam dziękuję za pomoc i liczę na współpracę przy kolejnych projektach! 

76 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy i wartościowy tekst. Przeczytałam go z uwagą i jestem ciekawa, jak inni go przyjmną. Cóż, na wielu nastolatkowych blogach lifestylowych wciąż piszą 'obs.' itd. Ale to blogsfera ksiakzowa, a książki to KULTURA.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/ *

    *ze mną taka historia, że z przyczyn prywatnych nie mogę podawać linku do bloga na moim profilu Google, jestem więc niejako zmuszona do takiego chamskiego pisania linku. Mam wyrzuty sumienia, ale co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam wyżej, podawanie linku jako dodatek do komentarza ujdzie, ale nie jako jego główna treść. Cieszę się niezmiernie, że Poradnik przypadł Ci do gustu.

      Usuń
  2. Haha dobry temat ! :D Temat rzeka powiedziałabym nawet, ja kiedyś dostałam komentarz pod postem, który przez półtora roku mojej działalności jest najgorszy ze wszystkich jakie do tej pory otrzymałam, a mianowicie recenzując biografię autorki "Przeminęło z wiatrem", dziewczyna napisała mi, że czytała kiedyś "Przeminęło z wiatrem" ale ktoś inny je napisał i chyba była jakaś inna fabuła, wtedy padłam. Widać było że autorka komentarza nawet nie przeczytała tytułu posta ;d zdarzyło mi się że ktoś mnie jako anonim obraził ponieważ źle się wyraziłam o jego ukochanej książce. Mam mnóstwo komentarzy typu "chyba nie dla mnie", "może być ciekawa". ale przywykłam do nich i nie usuwam ich tak jak Ty. Uwielbiam długie komentarze kiedy widzę, że można z kimś pogadać, odpisać mu odpowiedzieć na pytanie, ale nie oszukujmy się rzadko zdarzają się takie diamenty ;) Niemniej jednak nie poddaję się, i jestem zachwycona jak ktoś napisze, że dzięki mnie przeczytał tą książkę to wynagradza wszystko ;) A jak ja wiem, że nie chce mi się już nic i że nic mądrego nie napiszę pod postem to daję sobie spokój i nie piszę nic, żeby sobie nie robić wstydu ;d
    Pozdrawiam i czekam na kolejny post !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie jest komentarz długi jak z Warszawy do Krakowa ;D

      Usuń
    2. Haha, nie, taki komentarz jest jak dla mnie perfekcyjny, ale to też zależy od gustów i guścików :) Rzeczywiście sytuacja rodem z serii "Koń by się uśmiał", tylko Tobie do śmiechu nie było. Na szczęście nie miałam sytuacji z obrazami, co jednak jest powszechnym zjawiskiem przy recenzjach książek polskich autorów, głównie tych młodych, gdzie zaraz skrzykiwani są znajomi, by naskoczyli na recenzenta za złą opinię. To jest prawdziwa walka z wiatrakami. Ach, takie komentarze, w których ktoś przyznaje, że się go zachęciło recenzją rzeczywiście karmią ego, jednak tutaj też lubię wiedzieć, co tak czytelnika przekonało ;) Równie dobrze mógł na każdym blogu napisać, że każda czytana recenzja go zachęciła.

      Usuń
  3. dobrze powiedziałaś. strasznie nie lubię, jak ktoś pisze komentarze "może przeczytam" i tak dalej... nie usuwam ich co prawda, ale to faktycznie działa tak, że raczej nie wchodzę na bloga tej osoby, chyba że napisze rec książki którą uwielbiam, no i po prostu muszę. no i jasne, że super jest dostać długi komentarz, widzieć że ktoś spędził ileś czasu na tym i w ogóle się postarał. no i przeczytał. jak nie mam nic do powiedzenia, to nie komentuję po prostu - i tak jest zwykle. komentuję raczej same posty swoich mniej więcej znajomych blogerów, gdzie łatwiej jest wszcząć dyskusję ; >

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście jak nie ma się nic do powiedzenia, to lepiej zamilknąć. Nikt nie lubi komentarzy o niczym i nie za bardzo dotyczących tekstu. Zdarzały mi się już jakieś bardziej nawiązujące do pogody lub ostatniego lata, zamiast treści wpisu. I cóż tu począć?

      PS. Zabrakło tu trochę wielkich liter, nie? ;)

      Usuń
  4. Masz rację, co do tego, że w blogosferze jest coraz więcej osób, dla których ważne są tylko cyfry, liczba obserwacji, komentarzy, wyświetleń. A szkoda, bo niektórzy z nich mają naprawdę talent. Co do poprawiania blogerów, tego niestety jest cały czas pełno, a przecież bloger to też człowiek i może nie zauważyć jakiegoś błędu, więc nie trzeba od razu go atakować. Co do wulgaryzmów, nie spotkałam się z nimi, na szczęście, nie rozumiem po co pisać takie bezsensowne komentarze, które nic nie wnoszą, a tylko ranią. Nie mogę się doczekać kolejnego posta o recenzjach. Może sama się jeszcze czegoś nauczę, bo przecież uczymy się całe życie, nigdy nie będziemy pisać idealnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi chodzi, by nie atakować, ale kulturalnie zwrócić uwagę, że coś umknęło autorowi, pewnie z pośpiechu lub roztargnienia. Wulgaryzmy pojawiają się czasem, gdy ktoś broni książki napisanej przez kolegę/koleżankę, którą właśnie zrecenzowałaś i to dość negatywnie. Ach, ileż ciekawych rzeczy można się wtedy o sobie dowiedzieć. Nie miałam tej przyjemności jak dotąd i najchętniej ją sobie odpuszczę.
      Cieszę się, że spodobał Ci się ten wpis. Też się uczę, pisząc każdy artykuł czy recenzję.

      Usuń
  5. Co do czytania recenzji: jeśli czytam pierwszy raz opinię danej książki to czytam ją najczęściej całą i gdy zainteresuje mnie fabuła i subiektywna ocena danego blogera to sobie zapisuję tytuł. Gdy recenzja pojawia się na kolejnych blogach, to czytam już tylko ocenę blogera bez wnikania w fabułę - nie chcę za wiele poznać, bo wiadomo, każdy bloger w swojej opinii zawrze inne według niego interesujace wątki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robię dokładnie tak samo. Jak wiem o czym jest książka - nie czytam opisu fabuły. Interesują mnie same wrażenia i to, co udało się recenzentowi wyciągnąć z fabuły.

      Usuń
    2. Chyba każdy tak robi! A przynajmniej ja. Z jednej strony wiem, że w jakiś sposób jest to krzywdzące dla blogera który się namęczył z całą notką, a ja czytam tylko jej połowę. Ale z drugiej, bądźmy szczerzy, ile razy można czytać opis tej samej książki?

      Usuń
    3. Wiecznie Zaczytana, racja, chyba każdy tak robi. W sumie w opisie fabuły nic nowego się nie powie, a opinia może być niezwykle oryginalna. Zresztą, jak dla mnie, każda opinia warta jest uwagi. Opis stanowi jej 1/4, czasem więcej, czasem mniej, niemniej poznajesz zdanie blogera i możesz się do niego jakoś ustosunkować :)

      Usuń
  6. Zaskoczył mnie twój tekst. Przyznam, że zaciekawił i mam nadzieję, iż przeczyta go wielu blogerów. A tak na marginesie to zastanawiam się ile osób popełnia błędy komentatorskie nieświadomie, bądź zakładając bloga po prostu widzieli jak inni wpisują krótkie komentarze, czy linkują komentarz. Po jakimś czasie pewnie wiele rzeczy się weryfikuje, ale niektórych rzeczy jednak się nie ustrzeżemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama przyznam, że na samym początku, jak chodziłam po blogach, to zostawiałam link, jednak zawsze dodawałam treściwą opinię na temat przeczytanego tekstu. Nie twierdzę, że to co wyżej napisałam jako "unikaj" to straszne błędy, każdy bloger ma swoje podejście, a te kilka punktów jest po prostu zebranymi wytycznymi kilku blogerek, z którymi, jak już można było zauważyć, nie wszyscy się zgadzają :)

      Usuń
  7. Dobrze, że postanowiłaś poruszyć ten temat. Wiekszości ludzi nie obchodzi twój blog tylko żałosna reklama swojego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kilka osób tylko to zauważyło w podpunkcie z celami komentowania. Mnie dzięki tym komentarzom udało się nawiązać kilka naprawdę ciekawych i wartych zachodu znajomości, z których jestem niezwykle zadowolona i uważam, że to świetny sposób na poznawanie nowych ludzi. A że przy okazji mogę zdobyć nowego czytelnika w znajomym - tylko dodaje plusów :)

      Usuń
  8. O ja! Ale fajnie to wymyśliłaś - zapowiada się intrygujący cykl! I miło mi, że mogłam dołożyć kilka słów od siebie, by Ci pomóc :)
    Niestety komentatorzy lecą w dół i teraz większość tylko reklamuje swoje - a szkoda. Gdy komentujemy czyjeś posty powinniśmy stawiać szacunek na pierwszym miejscu, bo potem jest tzw. "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie..." i tylko wzajemne napędzanie, dogryzanie itd...
    Czekam więc na kolejny post z tej serii - i jeśli jeszcze będziesz miała ochotę - służę pomocą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie, zgadzam się! Komentuj tak, jak chcesz, by komentowano u Ciebie! Punkty zebrane tutaj z pewnością nie spodobały się kilku osobom, ale każdy bloger może to robić po swojemu :)

      Usuń
  9. Komentowanie to jednak strasznie trudna rzecz. Nigdy bym nie spojrzała na to z tej strony.
    Moim zdaniem wpis jest świetny. Porady i uniki sobie zapiszę, by wyrabiać w sobie ten nawyk i unikać wpadek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porady i uniki nie są listą żelaznych zasad ;) To tylko zebrane opinie kilku osób w jednym miejscu, ale nie wszyscy się z nimi zgadzają, więc patrz na nie z lekkim dystansem, aczkolwiek będzie mi miło, jeśli rzeczywiście się przydadzą :)

      Usuń
  10. Hm, temat, który poruszany był już w sumie wielokrotnie, ja osobiście staram się pisać w miarę rzetelnie, ale zazwyczaj nie mam na to czasu i w sumie brakuje mi też chęci, by wykładać wszystko o czym myślę o danej pozycji, czy tekście, wiem, że może dłuższe komentarze lepiej wyglądają, ale jeśli mają w sobie same lenie wody? Po co to komu? Lepiej krotko i treściwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nigdy na ten temat nie trafiłam, dlatego postanowiłam go poruszyć, ale ponownie przejrzę blogosferę, skoro był poruszany. Nie mam na myśli pisania o byle czym, ale nawet krótko i treściwie można napisać, że zaintrygował Cię jakiś element opisany przez blogera, niż zostawiać równie krótkie i mało treściwe stwierdzenie: "Ciekawa recenzja".

      Usuń
  11. Gdyby wszyscy stosowali się do zasad dobrego komentowania, które tu wypisałaś, zapanowałaby utopia ;)
    Ja sama nie usuwam komentarzy z linkiem do bloga - ale też nigdy nie trafiła mi się sytuacja pod tytułem 'no, fajny blog, [link]'. Ogólnie do komentowania podchodzę dosyć luźno, cieszy mnie nawet wpis złożony z dwóch-trzech słów. Niemniej jednak - w poście jest milion procent racji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A utopia jest stanem niemożliwym do osiągnięcia i dlatego tyle osób uznało te punkty za wzięte z kosmosu ;) Też nie usuwam komentarzy z linkiem, jeżeli mają w sobie jakąś treść poza "Zapraszam: link". Jeśli ten 3-wyrazowy wpis zawiera coś, że kogoś coś zaintrygowało, to też zostawiam, bo świadczy to o tym, że przeczytał chociaż fragment tego, co napisałam. Stwierdzenie "chcę przeczytać" lub "ciekawa recenzja" nie świadczy o niczym.

      Usuń
  12. Co najważniejsze dla mnie w komentarzach od innych? Nie bój się krytykować i ścierać. Owszem, wszystko można podsumować - co, kto lubi i nie ma sensu mówić o swoim zdaniu, jeśli mam inne. Więc po co mamy te blogi? Tylko po to, by wszyscy lizali nas po tyłkach? Irytują mnie komentarze, gdy ja piszę negatywną opinię, a ktoś odpowiada "A mnie się podobało." Co to mówi? Wskazuje na jakieś atuty tej książki, których ja nie zauważyłam? Nie. Nie mówi nic, wszak przecież bloger pewnie się obrazi. Bo przecież trzeba mieć zawsze takie same zdanie.
    Zaś co do poprawiania błędów, ja niegdyś którejś blogerce poprawiłam błąd językowy, to wróciła do mnie i przeanalizowała kilka tekstów na moim blogu, w których wytknęła literówki, błędy językowe, interpunkcyjne itd. Dlatego mi się nie chce poprawiać już. Jak ktoś robi błędy, to po prostu przerywam czytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam wrażenie, że wiele osób boi się konfrontacji i przyznania do odmiennego zdania. A szkoda. Wynikają z tego całkiem niezłe dyskusje. Dlatego podoba mi się cykl Artemis w Poradniku Pozytywnego Czytelnika, gdzie zestawia ona swoją opinię o książkach z opiniami innych blogerów :) Jeśli go nie znasz, to gorąco polecam!

      Usuń
  13. Zgadzam się z tym postem w 100%! Znasz moją opinię, więc długo pisać nie będę. :)
    Fajnie, że ujęłaś to w tak przejrzysty sposób; mam nadzieję, że ten post dotrze do jak największego grona odbiorców, a wtedy blogosfera będzie taka piękna i wolna od spamerów. :3
    Sama mam zasadę, że jeśli brakuje mi czasu na dokładne przeczytanie posta, to nie komentuję i chyba nigdy nie zrozumiem osób, które to właśnie robią. Przecież taki denny komentarz sprawia, że blogger sam wyrabia sobie kijową opinię, a tego chyba nikt nie chce. Chyba, że chce. :O
    A jeśli chodzi o poprawianie, to na literówki zwracam uwagę pod postem, jednak tylko przy okazji jakiegoś sensownego komentarza. Kiedy widzę błąd ortograficzny, najczęściej przestaję czytać. Przecinki jeszcze zniosę, ale jak na 200 słów brakuje 764123 przecinków, to zwracam uwagę w komentarzu, bo przecież takie posty się źle czyta i tyle. :)
    Cieszę się, że mogłam choć trochę pomóc. :)
    Pozdrawiam,
    Magda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dokładnie, nie wiem, dlaczego tak mało osób wyznaje tę zasadę, że jeśli nie ma czasu na dokładne przeczytanie i zostawienie dobrego komentarza, to nie komentuje. Też wolę napisać blogerowi coś wartościowego, niż zostawić byle co, byleby było. I też zwracam uwagę na literówki przy okazji komentarza do treści - chyba tylko raz zrobiłam inaczej, ale z autorką mam dobry kontakt :)

      Usuń
  14. No i super! Cieszę się, że mogłam wspomóc Cię przy tym projekcie, przy tym poście i dodać kilka słów od siebie. Wyszedł z tego bardzo fajny artykuł, chociaż muszę przyznać, że ja jak najbardziej jestem za krytykowaniem mnie, o ile jest to konstruktywna krytyka i wniesie cokolwiek do mojego pisania, fotografowania itd. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie krytykowanie tego, co się napisało jest okej, ale nie krytykowanie osoby, którą osądza się po jednym wpisie. Miałam już z powyższym artykułem nieprzyjemne sytuacje, że dostałam niekulturalne maile od czytelniczek Post Meridiem, która zamieściła na swoim blogu odpowiedź na ten artykuł. Zszokowało mnie to, szczególnie że tworzymy blogosferę książkową.

      Usuń
  15. Nie zgadzam się w 100% z tym postem, jest kilka rzeczy, które ja np lubię. Jeżeli ktoś zamieszcza link do swojego, który jest poprzedzony miłym komentarzem, to lepiej skopiować mi ten link niż wchodzić w nazwę, potem znowu, aby dostać się do bloga tej osoby.
    I nie zgadzam się zbytnio z zamieszczaniem pytań w komentarzach, bo rozumiem jest to miłe, bo coś wnosi do treści, lecz jaki jest sens jak sama sobie odpowiem na to pytanie na swoim blogu. Czy odpowiedź na zadane pytanie przez komentującego, nie sprawia, że jak odpowiadamy na niego, sami nabijamy sobie liczbę komentarzy? A primo, przecież osoba, która zadała pytanie nie siedzi na naszym blogu i nie odświeża strony co chwile, by dostać odpowiedź. No chyba, że wchodzimy do tej osoby i odpowiedź umieszczamy w ps na blogu osoby komentującej (co chyba ani razu nie zauważyłam, by ktoś tak robił, tylko podbija własne komentarze, tworząc pierwsze wrażenie: Łał, ma 30 komentarzy, tylko szkoda, że połowa jest tej osoby)/
    /ale ogólnie z całą resztą się zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W temacie linków - jeśli jest on dodatkiem do komentarza, to pewnie, nie mam nic przeciwko. Nie podoba mi się tylko, gdy stanowi połowę lub więcej komentarza i wtedy traktuję to jak zwykły spam, którego autor nie poświęcił chwili, by przeczytać tekst blogera.
      Co do pytań - przyznam Ci, że jak je już zadaję, to potem do tego blogera wracam i sprawdzam, czy odpowiedział. Często ustawiam sobie też powiadomienie na maila, by wiedzieć, kiedy odpisze. W innej sytuacji pytania rzeczywiście mogą się nie sprawdzić.
      Nie wyobrażam też sobie, by nie odpowiadać na komentarze czytelników. Sama doceniam to, że inni blogerzy odpowiadają na to, co im zostawię na blogu, więc czemu miałabym tego nie robić u siebie?

      Usuń
  16. A wiesz, bardzo przydatne :) ja rzadko zwracam uwagę na błędy w tekście chociażby, a lubię, jak ktoś wytyka je mnie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wytykanie błędów jest zawsze pomocne, ale niektórzy to odbierają jako atak i próbę ośmieszenia ;) I błędy w tekście czy podejściu - okej, ale nie krytyka dotycząca danego blogera.

      Usuń
  17. Ja wrzucę coś, co nawiązuje do tematu, a przy okazji do następnego odcinka "Jak nie pisać recenzji". W znacznikach <<>> będzie cytat z "recenzji" z jednego bloga. Wcześniej zamieszczałam to na swojej tablicy na FB.

    "Nie mogę się powstrzymać od skomentowania czegoś.

    <>

    Napisz autorce, że tak nie powinno się "recenzować" książek i pisać takich rzeczy w "recenzji".
    Dodaj, że nie rozumiesz, jak można "przejść przez dzieło", opuszczając fragmenty, a później recenzować książkę na blogu (otrzymaną od wydawnictwa zresztą). Naprawdę?
    Zerknij, czy autorka coś odpowiedziała Ci na komentarz, który Twoim zdaniem nie łamie zasad kulturalnej krytyki.
    Zobacz, że Twój komentarz został skasowany.
    Pierdoły, ale czuję się poirytowana"

    Kulturalnie zwróciłam uwagę autorce, że nie powinna takich dziwactw pisać w "recenzji". Absolutnie nie obraziłam jej personalnie. Po chwili mój komentarz został skasowany, a tekst chyba dalej wisi ten sam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem głupia. Widocznie tekst cytowany nie wchodzi w tych znacznikach. Wklejam więc tutaj to, co skrytykowałam:
      ""Muszę przyznać, iż nie czytałam tej książki skrupulatnie. (...) Jednak bywały także części, które były nieciekawe i po prostu nudne. I to właśnie je omijałam. Skutkiem tego było to, że książkę czytało mi się szybciej. Jednak mimo tego, iż czytałam szybciej to nie znaczy, że szybko, gdyż tak objętościowo książkę, jak ,,Don Kichot z La Manchy" nie da się przeczytać szybko".

      Usuń
    2. Przyzwyczaiłam się już do tego. Gdy ja ostatnio miałam inne zdanie to zostałam oskarżona, że widocznie nie czytam dla przyjemności, bo gdybym czytała dla przyjemności, to by mi się podobało.

      Usuń
    3. Co innego, jak książka jest nasza własna, ale co innego, jak od wydawnictwa. Własnej nie musimy recenzować, co nie przystoi przy nie przeczytaniu jej w całości, za to od wydawnictwa musimy zapoznać się z każdą stroną, inaczej współpraca i pisanie fałszywej recenzji nie ma sensu. Dzięki, że mnie przestrzegłaś, to pierwsza taka sytuacja, z jaką się spotkałam.

      Usuń
  18. Bardzo ciekawy post! A swoją drogą dziękuje za wprowadzenie mnie do tego postu.: ))

    Komentarze są potrzebne w blogosferze, dzięki nim wiemy że ktoś to czyta. : )

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny tekst - bardzo trafne spostrzeżenia. Taka Biblia Komentatora:) Ja może opowiem taką historię - otrzymałam kiedyś komentarz "Ciekawa recenzja. Obs za obs?". No cóż, fajnie, że recenzja ciekawa, jedyny problem w tym, że komentarz ten dotyczył podsumowania miesiąca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, rzeczywiście nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać :)

      Usuń
  20. Nie żebym próbowała być złośliwa, ale czy ten poradnik ma trafić do tych komentatorów, którzy nie poświęcają trzech minut na przeczytanie tekstu, zanim go skomentują...? :) Brzmi nieco paradoksalnie.
    Nie ograniczałabym aż tak potencjalnych odwiedzających. Pewnie, że fajnie, jak ktoś ma na coś odmienne zdanie i można z nim wejść w polemikę, ale to nie zawsze tak działa, szczególnie w blogosferze książkowej, gdzie recenzuje się mimo wszystko nowości wydawnicze, których jest od groma i nie ma fizycznej możliwości, żeby przeczytać wszystko i o wszystkim mieć jakieś zdanie (tak mi się przynajmniej zdaje, aż tak tej części blogosfery nie śledzę). Tym bardziej, że do takiej stricte recenzji trudno się odnieść jakkolwiek, jeśli nie znasz treści przedmiotu recenzowanego.
    Nie zgadzam się z tym "laniem wody". Jeśli napiszę post z przepisem na jabłecznik (tak strzeliłam), a komuś to przypomni o cieście czekoladowym, które robiła mu jego babcia, kiedy zabrakło jabłek, to z chęcią o tym cieście przeczytam, a co! Komentowanie to nie matura z polskiego, można wplatać tyle dygresji i mówić tak chaotycznie, jak się tylko ma ochotę i to jest fajne :). Myślę, że gdyby nie to, zrobiłoby się na blogach strasznie sucho i nieciekawie. Zawsze wpadam do ludzi, którzy zostawiają mi komentarz zawierający luźno powiązane myśli, dla których mój post był jedynie punktem wyjściowym, bo to dla mnie oczywista sugestia, że i u nich na blogach może być ciekawie. Dlatego ja bym nie wyznaczała jakichś granic "dobrego komentowania" (a'propo, czy ten jest już dłuższy niż z Warszawy do Krakowa, czy jeszcze mogę ględzić?), bo wtedy robi się zbyt formalnie - pewnie, miło i w ogóle, ale od razu widać, że dany komentarz miał być tylko poprawny, a nie szczery i emocjonalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób mimo wszystko poświęciło czas na przeczytanie tego tekstu, więc chyba jednak nie jest to aż tak paradoksalne ;)
      W polemikę możesz wejść nawet na temat tego, że nie wiesz, co ciągle rajcuje ludzi w trójkątach miłosnych - tak przykładowo. Nie raz to robiłam i dzięki rozpoczęciu dyskusji dostawałam argumenty, które jednak mnie przekonywały do sięgnięcia po książkę lub też do tego zniechęcały.
      Pisałam o laniu wody w znaczeniu, że Ty piszesz o jabłeczniku, a ktoś Ci zacznie mówić o cieście czekoladowym i wplecie w to bajkę o Czerwonym Kapturku :) Dygresja to dygresja, ale czasem pojawiają się zupełnie inne treści, wzięte dosłownie z kosmosu ;) Nie miałam u siebie tej przyjemności, ale trafiłam na to na kilku innych blogach. Poprawiło mi to nieźle humor :)
      I to nie są żadne granice - bardziej co wypada, a co nie wypada, ale każdy weźmie z tego to, co zechce. Wiele osób podeszło do tego Poradnika zbyt dosłownie, podczas gdy sama pisałam go z przymrużeniem oka ;)

      Usuń
  21. Bardzo fajny wpis. Przyznam szczerze, że jako początkująca blogerka popełniłam ten błąd i zalinkowałam do swojej strony... całe szczęście nikt się nie obraził :)
    Jeśli teraz coś komentuję, to znaczy, że przeczytałam i mnie zainteresowało... zdarza mi się nie komentować, bo nie zawsze jest co... w moim odczuciu. Co do krótkich komentarzy, mam troszkę inne zdanie. Wszystko bowiem zależy od rodzaju wpisu. Nie widzę nic złego w krótkich komentarzach, a nie każdy czytelnik ma dar pisania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to zrobiłam na początku ;) Nie jest to błąd, póki link nie stanowi głównego tematu komentarza, a jedynie dodatek.
      Też nie widzę nic złego w krótkich komentarzach, o ile zawierają one coś więcej niż stwierdzenia: "ciekawa recenzja", "chce przeczytać" etc.

      Usuń
  22. Ciekawy pomysł z tym całym poradnikiem. Niby to dość powszechna wiedza, ale mimo wszystko nie każdy się do tego stosuje. A przecież bardziej rozbudowany komentarz (i oczywiście na temat) naprawdę cieszy. Zawsze czytam post zanim skomentuję. Co prawda zdarza mi się napisać dość niewiele, ale mimo wszystko wolę zostawiać po sobie coś bardziej konstruktywnego. Poza tym myślę, że od teraz będę się starać jeszcze bardziej. ;) A co do linkowania do swojej strony, nigdy tego nie robiłam i nie zamierzam. Miałabym wrażenie, że się narzucam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być niewiele, byle treściwie :) Póki ustosunkujesz się do tekstu autora i zostawisz dowód, że się z nim zapoznałaś, to wszystko w porządku.

      Usuń
  23. Fajny tekst. Zapraszam do mnie ;)

    A tak serio bardzo się cieszę, że o tym napisałaś. Niesamowicie wkurza mnie to, że ktoś komentuje recenzję nie czytając nawet fragmentu, drobnego wycinka tego, nad czym tak długo pracowałam. Czasem bawię się niegrzecznie i w treści u siebie wpisuję jakieś bzdury, albo robię konkurs i zazwyczaj nikt tego nie wyłapuje ;)
    Jednak długość komentarza mnie nie razi, nie przeszkadza mi też odniesienie się do czegoś innego niż recenzowana książka, bloger może mnie nawet zapytać mnie o kolor ściany w pokoju, ważne że traktuje mnie jak człowieka i poświęca czas, by zajrzeć akurat do mnie.
    Sama komentuję wiele blogów (zbyt wiele, choć systematycznie odświerzam listę) i czasem również czytam tylko wycinki recenzji. Nie czuję się z tym źle, po prostu tylko na tyle mam czas, ale staram się dostrzec za literkami człowieka, który je stworzył - i na tym również mi zależy. A jeśli książka mnie nie interesuje - piszę o czymś innym i musisz mi to wybaczyć ;)

    PS. Pozwolisz, że podlinkuję ten post w jednej z planowanych dyskusji na moim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znów napisałam "świeży" przez rz, nigdy tego nie zapamiętam, wybaczcie ;)

      Usuń
    2. Ach, Kochana, początek mnie rozbawił :)
      Haha, słyszałam o historiach z komentarzami i wtrąceniami w środku w stylu bajki o Alladynie :D
      Mi w tych krótkich komentarzach przeszkadzają tylko stwierdzenia, które nie dowodzą, że bloger przeczytał cokolwiek na Twoim blogu. Jak pisała wyżej Veroniqusia - ktoś do niej wpadł, zostawił komentarz "ciekawa recenzja"... pod podsumowaniem miesiąca ;)
      Jasne, linkuj, w końcu wzięłaś udział w jego stworzeniu :)

      Usuń
  24. Świetny post. Mimo, że daleko mi do doskonałego komentatora, to staram się jednak napisać zawsze coś więcej w komentarzu niż krótkie "zachęciłaś mnie":) A rady zapamiętam, wszak uczymy się przez całe życie, a często zdarza się po prostu coś pominąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, że musiałaś tyle czekać na odpowiedź, ale kampania wrześniowa robi swoje. Też zawsze staram się napisać coś więcej. Jak mam zostawiać u kogoś ślad, to nie byle co ;)

      Usuń
  25. Widzę, że teraz wszyscy powyżej starają się napisać więcej niż pięć słów :)
    Muszę przyznać, że poradnik przypadł mi do gustu i nie ma tam nic z czym bym się nie zgodziła. Ze mną jest taki problem, że czasami mam blokadę i nie wiem, co napisać, ale staram się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz opóźnienie z odpowiedzią. Jak mnie łapie blokada, to po prostu danego dnia nie komentuję i zapisuję sobie wpis, który mnie zaciekawił na liście, by do niego wrócić następnego dnia.

      Usuń
  26. Przyznam szczerze, że długość i jakość mojego komentarza zależy od danego bloga - na tych, które lubię i czytam z największą przyjemnością to staram się dokładnie przeczytać każdą recenzję, by móc później odnieść się do niej w komentarzu; na tych, które słabiej przypadły mi do gustu już mi tak nie zależy chyba. Jeszcze ważnym czynnikiem jest sama książka recenzowana - gdy milionowy raz ktoś recenzuje "Gwiazd naszych wina" (przecież ostatnio był szał na to), to raczej nie mam ochoty czytać aż tak dokładnie całej recenzji, bo mogę się spodziewać, co autorka w niej zawarła - wtedy zazwyczaj przechodzę do podsumowania, aby przekonać się, co takiej osobie przypadło lub nie do gustu. W takich sytuacjach raczej już nie komentuję obszernie, lecz bardziej treściwie i na temat. No i warto wziąć też pod uwagę, że niektórzy czytają sporą ilość blogów, więc nie zawsze mają czas, by czytać recenzje i je komentować. Ja staram się wychodzić z założenia, że chciałabym, by ktoś poświęcił swój czas na przeczytanie tego, co ja napisałam, więc staram się odpłacać tą samą monetą. No i to chyba tyle w temacie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zwyczajnie nie czytam blogów, których nie lubię, więc sprawę nie-komentowania mam z głowy ;) Jak mnie wpis nie ciekawi, też tego nie robię, bo nie widzę sensu zostawiania pozbawionego choćby trochę wartościowej treści komentarza. Przechodzenie do podsumowania z przypadku tak obgadanych książek to chyba norma :) Jak jest treściwie i na temat, to moim zdaniem świetnie! :)

      Usuń
  27. Rzadko kiedy zdarzają się osoby, które w komentarzu wytkną błędy, prędzej znajdą się hejterzy, których ostatnio jest bardzo dużo, a błędu mogą zdarzyć się każdemu, nawet najlepszym. Niestety, ale nie mam talentu do komentowania, przeważanie mam jakąś blokadę i nie wiem, co mam napisać, a przez to wychodzi parę krótkich słów. Twój poradnik jest bardzo pomocny i postaram się poprawić swoje komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blokadę najlepiej nieco przeczekać ;) Co do hejterów - po ostatnich przygodach mam wrażenie, że wystarczy złośliwość jednej osoby, by jej znajomi zaraz na Ciebie skoczyli. To przykre i przysporzyło mi ostatnio naprawdę wiele wątpliwości co do tego cyklu, ale podobno "liczba hejterów zwiększa fejm". Bawi mnie ta filozofia, ale trochę w tym prawdy :P

      Usuń
  28. A ja niestety, ale się nie zgodzę z tym postem. Nie ma komentarzy "dobrych" i komentarzy "złych". Mogą być jedynie te zupełnie nie na temat.
    Fakt, takie komentarze, które widać, że są skopiowane, są powszechne i dużo jest takich osób, ale wątpię, że przeczytają akurat ten post i cokolwiek z niego wyciągną. Przykre, ale prawdziwe. Sama miałam sytuację, że pisałam tekst o serialu, czy tam filmie i jedna osoba (ta sama co zwykle, jeśli chodzi o takie kopiowane komentarze) zostawiła mi komentarz, że ma w planach tę książkę... No ale nic z tym się nie zrobi, bo ta osoba nie wróci sprawdzić, czy dostała jakąś odpowiedź czy coś w tym stylu. Takich komentarzy wklei miliony na różnych blogach.
    Co do pisania, "mam w planach", czy też "zaciekawiło mnie", "nie dla mnie" itd. to przyznam, że często sama tak piszę. Fakt, zawsze opatrzę to wytłumaczeniem, dlaczego tak, a nie inaczej, ale trudno mam napisać długi, wartościowy esej o książce, której w życiu na oczy nie widziałam i pewnie nie zobaczę, bo w ogóle mnie nie interesuje, ale ktoś po prostu ciekawie książkę opisał i miło mi się czytało, więc chciałam dać znać, że byłam, przeczytałam i mi się podobało.
    Pytania -tu bardzo połowiczne zdanie, bo jeśli dotyczy postu, fajnie, ale jeśli piszę o filmie, a ktoś mnie pyta nie wiadomo skąd o coś totalnie nie na temat, no to jednak trochę dziwnie, bo pytanie mógł kierować na maila i na pewno bym odpisała.
    Co do zostawiania adresu, to jeśli ktoś wpada na bloga pierwszy raz, to adres jest mile widziany, bo nie chce mi się szukać nie wiadomo gdzie tego adresu, zwłaszcza, że nie u każdego można go tak łatwo znaleźć. Jeśli ktoś jest już kolejny raz, to spokojnie znajdę sobie już sama, bo będę tę osobę pamiętała.
    Przykro stwierdzić, ale wszyscy dobrze wiemy, że obecnie komentarze stały się "wianuszkiem wzajemnej adoracji". Sama zauważyłam, że ciężko o kogoś, kogo faktycznie zainteresuje dany tekst i nie prowadzi bloga, tylko od tak po prostu wszedł poczytać. Taka już niestety jest natura, że Ci, którzy nie czytają, to czytać nie będą, a Ci, którzy prowadzą blogi, będą innym komentować, by zachęcić tę osobę do odwiedzenia swojego "przybytku".
    Sądzę, że trochę głupio pouczać ludzi, jak mają komentować. Każdy robi to na swój sposób, niektórzy lubią pisać coś krótszego, niektórzy lubią się rozpisać, ale to nie znaczy, że czyjś komentarz jest bardziej wartościowy, niż inny. Ktoś może napisać 5 słów i tak naprawdę przeczytać tekst, a ktoś może napisać wypracowanie po samym tytule recenzji i w ogóle nie znać treści tekstu.
    No to się rozpisałam, więcej niż 5 słów, nie zostanę skasowana, uff ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi właśnie o to, by nie zostawiać takich pustych komentarzy jak "chętnie przeczytam", tylko dodać do tego uzasadnienie, nawet te 5 słów, ale byleby było widać, że czytelnik rzeczywiście coś przeczytał.
      Z pytaniami to oczywiste, że nie powinny być od czapy, ale sądzę, że nie trzeba o tym aż tak dobitnie pisać, bo wszyscy wiedzą, o co chodzi ;)
      Przyznam Ci, że z filozofii "skomentuję, to mnie odwiedzą" wychodziłam na początku blogowania. Teraz komentuję po prostu to, co mnie interesuje, nawet jeśli wiem, że ktoś nie wchodzi na mojego bloga i tylko wtedy, gdy mam na to siłę, a nie wracam padnięta po 12 godzinach na uczelni. Chcę pokazać, że naprawdę przeczytałam i nie zostawiam byle czego.
      To nie jest pouczanie, tylko zestawienie tego, do czego warto się zastosować, a raczej co lubi to grono blogerów, których prosiłam o zdanie przy tworzeniu tego wpisu.
      I naprawdę prosiłabym o dokładniejsze czytanie wpisu, bo zasada 5 słów nie jest tak dosłowna, jak wiele osób ją zrozumiało ;)

      Usuń
  29. Wow, ależ się rozpętała dyskusja. Post niezwykle ciekawy i "na czasie". Mam wrażenie, że sama nie jestem "idealnym" komentatorem, ale cóż... człowiek uczy się całe życie;). Mnie osobiście nie rażą krótkie komentarze, ale to pewnie kwestia podejścia do sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też ta dyskusja zaskoczyła :) Nikt nie wymaga bycia idealnym, sama też nie jestem. To, co zawarłam we wpisie, to zaledwie kilka punktów, które wybrani blogerzy lubią ;)

      Usuń
  30. Temat może i ciekawy, ale lekko mnie zirytował, mimo wszystko. Co innego napisać o komentowaniu w blogosferze, a co innego robić listę tego, co może, a co nie może znaleźć się w komentarzu! Krótsze niż 5 słów kasujesz, a "Nikt nie będzie czytał komentarza długiego jak z Warszawy do Krakowa.". To może określ liczbę znaków, których sobie życzysz? O ile krótkie komentarze bywają irytujące, o tyle pierwszy raz spotkałam się z krytyką zbyt długich komentarzy! Moim zdaniem to brak szacunku wobec czytelnika, który szczerze zainteresował się Twoim postem.

    Napisałabym więcej, ale może lepiej napiszę osobnego posta u siebie, według wskazówek. :P (tak, to sarkazm, którego należy unikać).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oto moja odpowiedź:

      http://postmeridiem1.blogspot.com/2014/08/blogowe-dyskusje-komentarze-w.html

      ;)

      Usuń
    2. Chyba jednak podeszłaś do tego zbyt emocjonalnie, bo tekst był pisany z przymrużeniem oka i zasada 5 słów również nie jest tak dosłowna, jak się kilku osobom zdaje. Wybacz, że tyle musiałaś czekać na odpowiedź. Brakiem szacunku jest zostawianie komentarza pod wpisem, którego się nawet nie przeczytało i chce się tylko zwrócić uwagę na siebie słowami "Ciekawa recenzja", "Dodaję na listę zakupów" etc. Takie komentarze możesz zostawić na każdym z setek blogów i w taki sposób próbować zdobyć czytelników. Ja za taką formą zdobywania czytelników nie przepadam. Jak blog jest młody i bloger dopiero zaczyna zabawę, to piszę mu i tłumaczę, co i jak, ale jak istnieje już z rok lub więcej, to wybacz, ale to jest brak szacunku wobec autora bloga.

      Usuń
  31. Jakoś mnie ta notka irytuje. Rozumiem, że niektóre komentarze to czysty spam. Fakt. Kto chciałby mieć komentarze zupełnie nie na temat? Ale hejtowanie krótkich komentarzy? Ja czasem czytam, jak jestem zmęczona. A że chcę jakoś zaznaczyć, że dany temat przypadł mi do gustu - komentuję krótko. Jak jestem mniej zmęczona, piszę więcej. I co w tym dziwnego? Trzeba mnie może ścigać za to? Bo na pewno to sam spam jest ;). W końcu treść komentarza powinna być normowana odgórnie. Oj, tak. Po co nam różnorodność? Walka o jakość! ;P // Dobre rady nie są złe ;) i wiadomo - poradniki dużo ludzi lubi czytać. Ale po co pisać w wszystkowiedzącym tonie? Ludzie powinni mieć szansę własne zdanie sobie wyrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czytając niektóre z Twoich odpowiedzi na komentarze - strasznie nie podoba mi się sposób, w jaki ludzi poprawiasz. Taki od góry, jak do dzieci. Jakby wszyscy byli poziom niżej od Ciebie.

      Usuń
    2. Nie hejtuję krótkich komentarzy, tylko właśnie ten spam, opinie, które można zostawić na tysiącu blogów recenzenckich i wszędzie będą pasować. Skąd mam wiedzieć, że ktoś rzeczywiście coś przeczytał? Nie zależy mi na nabijaniu wejść, tylko na rozmowie z czytelnikami i komentarzem, na który mogę coś odpowiedzieć i podyskutować. Niech komentarz ma i pięć słów - jeśli widzę, że autor przeczytał mój tekst, to zostawiam.
      Nie mam pojęcia, gdzie dostrzegasz wszystkowiedzący ton. Ten tekst był pisany z przymrużeniem oka i wzięłaś go chyba jednak trochę zbyt serio ;)

      Usuń
  32. Po takich instruktażach to w ogóle odechciewa się komentowania :) Za krótko, za długo, cenzura już prawie. Ale masz wymagania; tak jakby ludzie mieli włożyć całe serce w komentarz na Twojej stronce, bo innych sobie nie życzysz. Dla nich to jest tylko komentarz, a dla Ciebie nie wiadomo co, szukasz w nim potwierdzenia swojej wartości??? Poza tym uważam, że ci co w ogóle nie komentują potrafią być najbardziej zainteresowani tematem. Ci, co komentują (w lepszej czy gorszej jakości) robią to być może tylko na pokaz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że komentarz trzeba zostawiać. Ja komentuję tylko, jeśli tekst mnie zainteresował, mam coś do powiedzenia oraz czas i siłę, by skomentować. Nie robię tego, jak jestem zmęczona, tylko zapisuję adres do wpisu na boku i odwiedzam bloga kolejnego dnia, by móc na spokojnie zostawić coś porządniejszego w komentarzu.
      Nie chcesz komentować, nie rób tego. Ja nikogo nie zmuszam do wchodzenia tutaj :)

      Usuń
  33. Jak i w każdej dyskusji są dwie strony medalu. Z jednej rozumiem to rozczarowanie, kiedy rozpisałaś się długo o jakiejś książce, a odzew ze strony czytelnika brzmi: "może przeczytam", tak jak (uwielbiany przez mnie) Hans Solo, na wyznanie Lei odpowiedział "I know" (od razu szczena opada i nasuwa się popularne "wtf?!"). Ale i racja jest, że każdy, choć trochę pozytywny komentarz należy jakoś docenić. Może jak ktoś już wspomniał, nie widzieliśmy danej książki na oczy i nie wiemy co mielibyśmy o niej napisać? Samej mi się zdarza zostawiać takie zdawkowe komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ta scena była zabawna. Nie wiem w sumie, czy twórcy kilku komedii/romansów nie zaczerpnęli właśnie stąd pomysłów na element humorystyczny w relacji. Taki zdawkowy komentarz zawsze można jakoś uzasadnić dwoma słowami. Nie kasuję tych 5-wyrazowych, jeśli tylko widzę po tych kilku słowach, że ktoś przeczytał mój tekst. Nawet zwykłe "Zainteresowała mnie walka na arenie" w temacie "Igrzysk śmierci" zostawię, bo zostawia nadzieję na to, że czytelnik rzeczywiście zapoznał się z tekstem, czego nie można powiedzieć o krótkim "Ciekawa recenzja".

      Usuń
  34. Jak na kogoś, kto zostawia zdawkowe komentarze na innych blogach, w dodatku opatrzone w większości tak niechcianym przez Ciebie adresem, to masz duże wymagania co do osób komentujących Twój blog. Aż przykro patrzeć, jak robisz z siebie pseudo eksperta...
    Plus, popraw ten błąd w tekście dla komentujących, bo TAKI EKSPERT nie powinien przecież robić błędów.
    Tak, to sarkazm, którego radzisz unikać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na kogoś, kto komentuje jako Anonim i nie ma odwagi się podpisać, piszesz wyjątkowo sarkastyczne komentarze. Aż szkoda, że Internet w takich chwilach pozwala na anonimowość.
      I chyba jednak pomyliłeś/pomyliłaś (ból anonimowości) osobę, bo nie zostawiam linków. Zrobiłam to raz przy zaproszeniu na konkurs i tylko wtedy, gdy wcześniej mogłam zostawić dłuższy komentarz autorowi bloga. I proponuję więcej luzu, bo jesteś kolejną osobą, która podeszła do tekstu zbyt serio :)

      Usuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.