sobota, 9 maja 2015

Konkurs oddechowy - "Biorąc oddech" Rebecci Donovan

Maj jest piękny! Wiele słońca, ciepła i kwiatów. A skoro wyliczankę z tytułu bloga - "kocha - nie kocha" - recytuje się przy zrywaniu płatków, nie ma lepszej pory roku, by zasypać Was konkursami! Dziś do wygrania finał trylogii "Oddechy" Rebecci Donovan. Zainteresowani?


* * *


Co musicie zrobić, by wygrać jeden z dwóch egzemplarzy książki "Biorąc oddech" Rebecci Donovan? Wystarczy wypełnić poniższy formularz, w tym odpowiedzieć na pytanie konkursowe!

Lubię fanpejdże jako (imię i pierwsza litera nazwiska):
E-mail:
Odpowiedź:

Zadanie konkursowe: 

Każdy z nas ma w pamięci książki, które wzbudziły tsunami emocji. Skłoniły do płaczu, rozbawiły lub zwyczajnie poruszyły. W ramach zadania konkursowego odpowiedz mi, Drogi Czytelniku, na pytanie: jakie sceny najbardziej wzruszają Cię w książkach i dlaczego?
Odpowiedź zamieść poniżej w komentarzu. 

Krótki regulamin:
1. Konkurs trwa od 9 maja 2015 (sobota) do 28 maja 2015 (czwartek) do godziny 23:59 włącznie. 
2. Organizatorami konkursu są: Natalia z Książkowego "kocha, nie kocha" i Wydawnictwo Feeria Young.
3. W konkursie mogą brać udział tylko osoby mieszkające w Polsce. Nie wysyłam książek za granicę.
4. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest polubienie fanpejdża Książkowego KNKWydawnictwa Feeria Young oraz wypełnienie formularza.
5. Nie musisz mieć bloga, by wziąć udział. Dlatego też wstawienie informacji o konkursie na Twoją stronę będzie mile widziane, ale nie jest obowiązkowe.
6. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w ciągu 5 dni.
7. Nagrodzone zostaną dwie osoby.
8. Nagrody nie można wymienić na jej równowartość pieniężną.
9. Organizatorzy zastrzegają sobie możliwość wprowadzania zmian w regulaminie w trakcie konkursu.

Powodzenia! :)

16 komentarzy:

  1. Ojejej ♥ Świetny konkurs, ale muszę się mocno zastanowić nad odpowiedzią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam poprzednich tomów,więc sobie udział daruję, ale życzę wszystkim powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolina J. :)
    karka0912@o2.pl

    Pamietam, że na jednej książce płakałam jak bóbr. Była nią "Drugie dziecko" Charlotte Link. Była w niej zawarta historia chłopca, który był niesprawny umysłowo. Nie bede zdradzała szczegółów jakby chciał ktoś przeczytać, ale powiem tylko, że był on zmuszany do cieżkiej pracy i traktowany jak zwierze. Próbowałam powstrzymać łzy, ale po prostu nie byłam w stanie. Tak wiec właśnie agresja w stosunku do dzieci wzrusza mnie najabrdziej. Dlaczego? No a kogo taka historia by nie doprowadziła do łez? Chyba tylko człowieka bez serca...
    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię fanpage'y jako: Zakurzone Stronice
    zakurzone-stronice@wp.pl

    Płakałam tylko dwa razy - czytając "Władcę Pierścieni" i, kilka dni temu, "Króla Trędowatego" Zofii Kossak-Szczuckiej. W obu tych powieściach były to fragmenty śmierci głównych bohaterów - Froda i króla Baldwina IV, oba ściskające za serce na swój sposób.

    Frodo nie umierał - odpływał w lepsze krainy, do błogosławionego Amanu, którego wrota znów były otwarte dla Eldarów, daleko od wspomnień, z którymi byłby zmuszony żyć i ran, które zapewne nie zdołałyby się zagoić; jako pierwszy z Drużyny Pierścienia. Jednak opuszcza ukochane Shire, staje się dla przyjaciół martwym i odległym, jak duch. Jednocześnie to była ulga, bo w końcu hobbita czekała należyta zapłata za trud ratowania świata, jakiego się podjął.

    Śmierć bohatera drugiej książki, postaci historycznej, była - jak mówią źródła - była nieco inna. Nieszczęśliwy młodzieniec (umierając miał 24 lata) powiedział ponoć "Bóg tak chciał", ale Autorka kazała mu w ostatniej godzinie życia modlić się o Zmartwychwstanie. Ta heroiczna wiara człowieka, który gnił za życia, cały smutek władcy, który wie, że po jego śmierci królestwo się rozpadnie, ale i pewnego rodzaju wdzięczność, że ukryty za srebrną maską Baldwin nie będzie już więcej cierpiał. Wtedy wierzyłam razem z nim, że po piekle na ziemi dostąpi najwyższych zaszczytów w Niebie, że w końcu będzie mógł ujrzeć swoją twarz, młodą i wolną od trądu. Współczucie, jakieś głębokie zrozumienie człowieka, który cierpiał niewyobrażalne męki, nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne.

    Było wiele jeszcze innych scen, przy których uroniłam kilka łez - jak coś w "Psie, który jeździł koleją" czy w "Chłopcach z Placu Broni" , jednak czym jest kilka łez od całego stosu chusteczek higienicznych?

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię jako: Stronice Fantazji
    anastazja166@gmail.com

    Jestem osóbką niemożliwie wrażliwą, z czasem próbowałam tę wrażliwość w sobie zbić czymś, by nie wychodzić na słabą. To był błąd, wiem o tym! Teraz doceniam to, traktuję bardziej jako zaletę niż wadę, bo w dzisiejszym świecie chwilami ciężko o wrażliwość kruchą i ludzką, tak pożądaną, kiedy chodzi o krzywdy ludzkie. Książka? A książka to musi porwać mnie od chwili kiedy po nią sięgnę. Sprawiać, że wraz ze stronami, buzuje się we mnie huragan emocji. Strachu, tęsknoty, szczęścia, miłości i bólu. A kiedy to wszystko się skumuluje, nadchodzi wielkie bum. Zaczynam szlochać, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie "że się zanoszę". Mam ochotę ciskać książką, z wzywać wszystkich albo płaczę z bezsilności, jaka ogarnęła mnie podczas lektury. Z niemocy, bo nic nie mogę począć nad losami bohaterów. Kiedy wchodzą relacje rodzinne wymiękam. Mam spory bagaż doświadczeń, na który nie narzekam, ale kiedy chodzi o rodzinne sprawy...O ból, o odrzucenie przez najbliższą osobę...Przez matkę, gorzej przez ojca...Po prostu wymiękam. Oczyszczam swoją duszę łzami, a następnie ze święcącymi się tęczówkami, przytulam cegiełkę, zwykły zlepek stron, który sprawił, że moja dusza i serce okopało brudy, wyrzuciło je na zewnątrz po raz kolejny. Naprawdę kocham takie książki. Wiele mam takich na koncie, które wzruszyły mnie niesamowicie. Są takimi np. Pamiętnik Sparksa, wiele książek p. Lingas-Łoniewskiej. To tylko przykłady! Wiele nasłuchałam się o Oddechach i sądzę, że one byłyby dla mnie naprawdę dobrym detoksem duszy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię jako Angelika K
    E-mail: minnianga@gmail.com
    Odpowiedź:
    O wzruszenie przy czytaniu mi nie trudno. Wypłakałam się przy książce nie raz, nie raz tylko wzruszyłam i nie raz czułam, że nie mam sił nawet na płacz, bo wszystko straciło sens. Wzruszam się, gdy historia opisana przez autorkę porusza moje serce, przez to, co w sobie zawiera. Ale najbardziej bolesne są dla mnie książki, które choć w minimalnym stopniu mogę powiązać ze swoim życiem, lub tak bardzo chciałabym je porównać, ale nic mojej historii z tą książkową się nie łączy. Mam tu na myśli na przykład wątki z przyjaźnią, gdy ta wydawała się tak idealna, tak prawdziwa, a nagle się psuje, kruszy … znika, to nie mogę powstrzymać łez cisnących się do oczu, bo przecież to przywołuje wspomnienia, które rozdrapują rany na sercu, a gdy ta przyjaźń kwitnie, staje się jeszcze twardsza i piękniejsza, to pojawia się zazdrość i pragnienie, by w moim życiu również zagościła „bratnia dusza”. A wątek miłosny … to marzenie, że ja też kiedyś poczuję te motyli w brzuchu, że ktoś pokocha mnie taką jaka jestem i będzie twierdził, że jestem wyjątkowa. Jak to jest być piękną w czyichś oczach?
    Niejednokrotnie moje gardło było zaciśnięte, gdy tylko działo się coś nie tak, jak powinno z bohaterami, którzy stali się mi bliscy. I nie ważne, czy któryś zginął, pokłócił się z kimś, czy moja ukochana para, której kibicowałam, rozstała się – ja po prostu płaczę. Gdy czytam, staje się bohaterem tej książki, często wyobrażam sobie siebie w danych sytuacjach i wtedy również robi mi się ciężko ... myśl, że tracę kogoś ważnego w moim życiu … och. Książki nie raz zadają mi cios prosto w serce, krzywdzą mnie boleśnie, każą pomyśleć, pogłowić się nad własnym życie i chyba właśnie to jest w nich takie niezwykłe – są o życiu, a w nim spotyka nas wiele rzeczy, te piękne, za którymi tęsknimy i te smutne, które utknęły w naszej pamięci, a niekoniecznie są tam mile widziane, bo łatwiej byłoby bez nich. Nawet najbardziej nieprawdopodobne książki fantasy mają wiele powiązań z tym, co nas spotyka – z życiowymi doświadczeniami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię jako: Monika F.
    mail: monikaafin@gmail.com

    Ludzie dzielą się na wrażliwych potrafiących płakać nad każdą postacią, i takich których bardzo ciężko zgiąć i wywołać jakiekolwiek emocje. Ja nie należę do osób wylewających hektolitry łez podczas czytania książek, lecz zdarza się, że potrzebują przynajmniej jedną paczkę chusteczek.
    Szczególnie uderzają we mnie sceny prześladowania, nie ważne czy to zwykłego szkolnego, czy wojennego w obozach koncentracyjnych. Nie rozumiem dlaczego niektórzy uważają się za lepszych od innych. Wszyscy znaleźliśmy się na świecie w ten sam sposób i jesteśmy sobie równi, nie ważne czy ktoś jest gruby czy chudy czy czarny czy biały.
    Drugą kategorią scen przez które kręci mi się łezka w oku to wszystkiego rodzaju urocze momenty. Gdy w końcu moi ulubieni bohaterowie są razem, gdy się tak słodko kłócą o głupoty, gdy wspólnie się bawią.Uśmiecham się wtedy przez łzy i cieszę jak małe dziecko w Boże Narodzenie, bo kto nie lubi jak wszystko dobrze się kończy.
    O serii Oddechy słyszałam wiele opinii, lecz mam nadzieję że uda mi się samej ocenić czy naprawdę zapewnia "emocjonalny rollercoaster".

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię jak Zjadam Skarpety.
    Mail: elaluczkow@gmail.com

    Nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem osobą, która nigdy nie płacze przy książkach. Istnieją historie, które niezauważalnie zaczynają wyciskać z moich oczu łzy, a ja nie zdaję sobie z tego sprawy, dopóki literki przed oczami nie zaczną mi się zamazywać. Sięgam często po literaturę, która jest określana mianem "poruszającej/wzruszającej/wstrząsającej", ale nie każda książka jest w stanie targać moimi emocjami, mimo że czuję, że nie opisuje procesu smarowania chleba masłem, a coś o wiele poważniejszego. W czym tkwi przepis na spowodowanie u mnie płaczu? Najdziwniejsze jest to, że nie sam konkretny rodzaj sceny. Jeśli umiera jakiś bohater, nie jest to od razu powodem do zmienienia się przeze mnie w fontannę. Choroba postaci, rozstanie ulubionych bohaterów, wieść o ciężkim przeżyciach - czasem to działa, a czasem nie. Szkopuł tkwi w sposobie opisywania. Są autorzy, którzy mają tyle empatii i wrażliwości w opisywaniu wydarzeń, że po prostu ciężko jest się powstrzymywać przy ich prozie. Nieważne o czym by pisali, zawsze mam takie wrażenie, że nie trafiają ze swoim przesłaniem do umysłu - nie, ich słowa są kierowane prosto do duszy i serc ich czytelników, dlatego podejrzewam, że takie grono wybrańców potrafiłoby najbardziej błahą rzecz opisać w tak piękny sposób, że łezki cisnęłyby się do oczu. I to właśnie zasługuje na określenie ich prawdziwie utalentowanymi - fakt, że nie próbują tanim chwytem - opisywaniem czegoś, co jest nastawione na smutną reakcję czytelnika - podbić jego serca; oni podbijają je swoim talentem, przenikliwością, empatią i wrażliwością. A takie zdolności zawsze będą pożądane.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię jako : Katarzyna Nowakowska
    kasia_nowakowska99@o2.pl

    Książką, która mną najbardziej wstrząsnęła była „Wierna”. Po zakończeniu tak zaczęłam szlochać, że aż moja mama musiał przyjść i mnie uspokajać. Nadal nie mogę się otrząsnąć po niej. Nie mogę zrozumień jak autorka mogła zrobić coś takiego tak dobrej bohaterce. Chyba najbardziej wzruszam się w momentach, gdy krzywda dzieje się komuś niewinnemu, dobremu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię jako: Natalia
    E-mail: natii0410@wp.pl

    Nie jestem osobą, która często płacze na filmach lub przy czytaniu książek. Zwykle przeżywam wszystko wewnątrz siebie, nie ujawniając żalu i smutku, jaki w rzeczywistości odczuwam. Jednak zawsze chce mi się płakać, gdy jeden moich ulubionych bohaterów ginie lub traci bliską osobę. Nie jest dla mnie ważne, czy na zawsze, czy tylko na jakiś czas. Wtedy mu współczuję. Utożsamiam się z nim i odczuwam taką rozpacz, jakbym ja straciła kogoś dla mnie ważnego. Myślę, co można było zrobić, żeby zmienić bieg wydarzeń.

    Zamieściłam również informacje na moim blogu: http://mylittleworldbloger.blogspot.com/2015/05/konkurs-do-28-maja-2015_22.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię jako: Patrycja Waniek
    mail: patrycja.dorotka@gmail.com

    Najbardziej wzruszają mnie sceny proste, których można by się doszukać w normalnym życiu. Te najdrobniejsze, często najmniej znaczące zdarzenia układają się potem w przepiękną i złożoną historię, która trwa w nas długo. Drobne gesty, uśmiechu, wyczuwanie smutku u kochanej osoby, to naprawdę piękne i poruszające.
    W książkach jednak często trafiam na coś więcej, coś ponad to, co wręcz zmusza mnie do pisania krótkimi, urywanymi zdaniami, bo więcej po prostu nie jestem w stanie z siebie dać. Nie wiem, czy miałaś okazję czytać "Zieloną milę", ale to naprawdę piękna książka. Wzruszyłam się w niej wieloma scenami, ale najbardziej uderzała w mniej ogromna, wszechogarniająca miłość, której wprost nie sposób nie poczuć. Główny bohater chciał ją obdarzyć wszystkich, najsmutniejsze było jednak to, że poprzez jego wygląd nikt nie wierzył, że może mieć dobre intencje.
    Nie wiem dlaczego, ale takie bolesne kwestie zawsze we mnie uderzają. Nigdy nie mogę się pogodzić z okropieństwem świata, a właśnie taki on często jest. Wciąż spotykamy kolidujące ze sobą miłość i nienawiść, właśnie to jest najpiękniejsze, najbardziej wzruszające. Ciągła walka. Łzy potrafi obudzić każda ze stron.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgłaszam się :)
    Obserwuję: Sylwka S.
    Mail: sylwka.sk91@wp.pl

    Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią, ponieważ jest wiele scen które mnie wzruszają i są zależne od wielu czynników. Płaczę gdy są krzywdzone dzieci i robię to zawsze bez względu od nastroju, bo krzywda małych istotek, które same nie potrafią się bronić są dla mnie najgorszą krzywdą, która dotyka mnie dogłębnie. Wzruszam się również nad niespełnioną miłością, nie zrozumieniem i odtrąceniem w związku, moja dusza romantyczki jest nieubłagana :) Łzy ranię też gdy morderca złapie swoją ofiarę, gdy napięcie rośnie, ona ucieka, a i tak wiem, że to jest jej koniec, wtedy na ustach pojawia się jedno słowo „uciekaj” i łzy płyną po policzkach bo wiem co będzie dalej. Wzruszenie zależy od mojego samopoczucia, humoru, czasami płaczę przy nic nie znaczących scenach, a czasami potrzebuję porządnej dawki zła, aby poczuć mokre policzki. Każda książka ma w sobie „coś” małą iskierkę, która wyzwala u mnie emocje i wzruszenia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię jako: Dzola P.
    Email: freedminds@wp.pl
    Uwielbiam tę chwilę, w której bohater znajduje się w sytuacji bez wyjścia, w której ja bez wątpienia zrobiłabym w tył zwrot z wyrysowanym pytaniem na twarzy "co ja tu robię?"-jak to tchórz. Jednak główny bohater postępuje inaczej decyduje się powziąć jakieś działania by ocalić coś, czemu ja odruchowo przypisuję stratę. Były też takie przypadki, że w ostatniej części trylogii bohater odkrywa w sobie walecznego ducha jak było w cyklu "dotyk Julii" Wtedy coś się we mnie łamało, bo uświadomiłam sobie, że równie dobrze i ja mogłabym być odważna (lub chociaż zamaskować tchórzostwo),potrzebna jest do tego wiara w siebie, zaparte dążenie do celu i obecność przyjaciół. Tego zazdroszczę wykreowanym postaciom w książkach, ich emocje są zawsze silniejsze, przyjaźnie są prawdziwsze, miłość jest do końca...Gdy się to czyta, nie jest się w stanie odeprzeć urokowi danej chwili, trzeba być kompletnie wyzutym z uczuć, żeby nie rozczulić się w momencie gdy np. umiera Pollo, najlepszy przyjaciel, który towarzyszy ci od początku i pomaga nie zwariować przy otaczającym cię świecie("3 metry nad niebem"). Lub gdy zostajesz pomyłkowo uznany za kogoś kim nie jesteś wskutek czego zostajesz brutalnie pobity- obarczony odpowiedzialnością za czyn kogoś innego...Po wypadku dowiadujesz się, że twoja życiowa pasja, gra na pianinie, już nie ma racji bytu- tracisz bezpowrotnie sprawność w dłoni("morze spokoju") Jak w takich przypadkach nie zatrzymać się? Albo raczej czy jest w ogóle możliwe obojętnie przerzucić dalej kartkę. Po serii nieudanych przeżyć bohaterów, w końcu odnajdują się w rzeczywistości, czując, że wygrali. I choć jest to klasyczne zagranie pisarzy- stworzenie postaci dopełniających nas samych, ja i tak zawsze będę tym zafascynowana.

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię fanpejdże jako: Aleksandra B
    E-mail: olusia.gucio@buziaczek.pl
    Odpowiedź:
    Kiedy przeczytałam pytanie -"Jakie sceny najbardziej wzruszają Cię w książkach?"- pomyślałam, czy w XXI wieku coś kogoś jeszcze wzrusza. Bo nasz obecny wiek, jest wiekiem technologii, smartfonów, telewizji i internetu. To co nam oferuje technologia, rzadko nas wzrusza aa raczej powoduje, że jesteśmy bardziej "bez serca". W głowach mamy mętlik aa serca nam zasypiają. Co prawda, coraz mniej dzieci czy też nastolatków sięga po książki... ale zdarzają się tacy ludzie, którzy sięgają regularnie po powieści i ich serca się budzą! Dzięki książkom, MY czytelnicy dostrzegamy więcej, rozumiemy więcej i czujemy bardziej.Książka to mistrz, przy którym się smutki wylewa, pomaga radości, chwilę nudów odpędza :)
    Podobnie jak wiele osób jestem książkoholikiem aa co z tym się wiąże, jestem i wrażliwcem. Autor "Cienia wiatru" napisał -" Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie." Tak więc wnioskuję, że każdego książkoholika wzrusza wiele podobnych a zarazem, tak wiele różnych scen w książkach.
    Tutaj nie będę oryginalna, bo podobnie jak innych wzrusza mnie, gdy główny bohater przechodzi przez coś, z czym ja miałam do czynienia w życiu. Nagle wracają wspomnienia, ale najgorsze jest to, że bohaterowi udało się przeciwstawić takiemu losowi aa ja potrzebowałam dużo czasu aby to zrozumieć i się zregenerować. To jest takie wzruszenie ze szczyptą zazdrości i złości, bo komuś się coś udało aa mi nie. Bo do bohaterka ktoś wyciągnął rękę aa ja musiałam sama znaleźć panaceum. Wzruszają mnie też sceny, kiedy właśnie do bohatera nikt nie wyciąga ręki i sam musi sobie radzić. Jednak takie sceny chwytają za serce, bo każdy przecież zasługuje na drugą szansę i pomoc. Kroczyć przez życie samemu to jest dopiero wyzwanie i wiem, że dużo nas kosztuje taka podróż. Łza się w oku kręci, gdy postać umiera, dowiaduje się że jest śmiertelnie chora, poznaje straszną prawdę o swojej rodzinie. Oczywiście ściska też w gardle moment, gdy ktoś się rozstaje ze swoją miłością czy też doznaje przemocy. Ale takie sceny, chyba nawet najtwardszych poruszają i sprawiają, że na chwilę poważnieją. Ale są też pozytywne wzruszenia. Przecież jako kobiety uwielbiamy "happy end", pierwszy pocałunek, randkę, czy też pierwszy raz...
    To wywołuje u nas uśmiech i taką radość w serduszku. Lubimy czytać o cudach. To wszystko powoduje, że jesteśmy szczęśliwsi i porusza coś nas. Napełniamy się nową nadzieją na lepsze jutro :) I w tym przypadku, poprzez takie pozytywne wzruszenie uświadamiamy sobie, że nigdy nie wiadomo, co na nas czeka za rogiem. Na twarzy pojawia się też uśmiech, gdy jakiś bohater przechodzi wewnętrzną przemianę. Gdy, staje się lepszym sobą. I tu się kłania kolejna mądrość, że na zmianę nigdy nie jest za późno. Pozytywnie mnie wzrusza, kiedy książka posiada w sobie takie życiowe mądrości.
    Ale tak NajNajbardziej wzrusza mnie fakt, kiedy czytam ostatnie strony i mam świadomość, że ta książka jest tak świetna, że nie powinna się nigdy skończyć aa wiem, że nie ma kolejnej części! To najbardziej boli! Przecież mogłabym ją czytać bez końca aa muszę się zadowolić 350 stronami! To mnie wzrusza najbardziej! Kiedy właśnie znajdę tak cudowną i jedyna w swoim rodzaju książkę, która wywołała tak wielkie obrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię jak : Ania Rusik
    Mail: ewacia06@gmail.com

    Najbardziej wzruszają mnie książki w których główni bohaterzy mierzą się z ludzkimi dramatami, których tak bardzo nie chcemy w własnym życiu,ale często nas dotykają .
    Większość książek porusza moje serce w większym bądź mniejszym stopniu . Ostatnio czytana przeze mnie książka 'Gwiazd naszych wina ' wywarła na mnie ogromni dużo emocji i refleksji . Historia dwojga ludzi pokrzywdzonych przez los , potrafi znaleźć w swoim życiu również te piękne chwile . Będąc razem . Mając siebie .
    Najtrudniejsze jest podczas ciężkich życiowych sytuacji , które nikogo z nas nie omijają , zapełnić je tymi pozytywnymi emocjami , emocjami które niosą za sobą wspaniałe wspomnienia . Bardziej od dramatów ludzkich wzrósłszy mnie właśnie te chwile , chwile szczęścia . Dlatego zdając sobie pytanie ' jakie sceny najbardziej wzruszają Cię w książkach ? ' z czystym sumieniem mogę powiedzieć że najbardziej wzruszą mnie chwile w których postacie są w stanie przeżywać ciężki okres dostrzegając również te dobre chwilę

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.
Mała UWAGA: usuwam wszystkie komentarze zawierające linki w jakiejkolwiek formie.