23 kwietnia 2026

Buraki i horrory, czyli recenzja książki "Beta vulgaris" Margie Sarsfield


Czy praca sezonowa może być horrorem? Sarsfield udowadnia, że tak.

"Beta Vulgaris" autorstwa Margie Sarsfield to książka niejednoznaczna, eksperymentalna i momentami celowo niewygodna w odbiorze. Już sam punkt wyjścia fabuły, czyli wyjazd młodej kobiety do sezonowej pracy przy zbiorach buraków cukrowych, brzmi realistycznie i przyziemnie. Szybko jednak okazało się, że to jedynie pretekst do opowieści o rozpadzie psychiki, samotności i lęku przed utratą kontroli nad własnym życiem. I szczerze mówiąc, nie spodziewałam się niektórych rzeczy, które mi zaserwowała, i nie wszystkie z nich pozytywnie mnie zaskoczyły.

Największą siłą tej powieści jest bez wątpienia jej atmosfera. Autorka buduje ją konsekwentnie, warstwa po warstwie, aż czytelnik zaczyna niemal fizycznie odczuwać chłód, zmęczenie i napięcie towarzyszące bohaterce. To nie jest horror w klasycznym sensie - nie znajdziemy tu spektakularnych scen grozy ani dynamicznej akcji. Zamiast tego dostajemy historię duszną, lepko niepokojącą i skupioną na emocjach. Groza rodzi się tu przede wszystkim z wnętrza bohaterki, z jej obsesyjnych myśli, poczucia wstydu i narastającego zmęczenia psychicznego.

Na szczególne uznanie zasługuje sposób przedstawienia psychiki Elise. Autorka bardzo sugestywnie pokazuje, jak łatwo można zatracić granicę między rzeczywistością a wyobrażeniem, zwłaszcza gdy w grę wchodzą problemy finansowe, niska samoocena i brak stabilności życiowej. To powieść, która dotyka tematów rzadko eksplorowanych w literaturze grozy - takich jak wstyd, bieda czy presja społeczna. W tym sensie "Beta Vulgaris" jest książką odważną i ważną, bo nie boi się pokazywać brudu, dyskomfortu i psychicznego wyczerpania, i za to ją sobie cenię.

Jednocześnie trudno nie zauważyć jej słabszych stron. Narracja bywała momentami chaotyczna, a tempo historii nierówne, szczególnie w pierwszej części książki. Raz chciałam pochłonąć kolejne strony jak najszybciej, by zaraz zastanawiać się, czy nie odłożyć książki na później. Niektóre wątki zostały urwane lub też niewyjaśnione, co wywołało we mnie lekkie poczucie niedosytu. Miałam też wrażenie, że fabuła miejscami rozmywa się na rzecz atmosfery i symboliki, przez co trudno uchwycić jednoznaczny kierunek opowieści. To zabieg artystyczny, który dla części czytelników będzie fascynujący, ale dla innych (jak ja) - frustrujący.

Nie jest to również książka komfortowa w odbiorze. Jej język jest momentami surowy, a opisy fizyczności i psychicznego rozpadu bohaterki potrafią być bardzo dosłowne. Ta intensywność działa na wyobraźnię, ale jednocześnie sprawia, że lektura jest trochę męcząca emocjonalnie. To historia, która mnie osobiście bardziej przytłoczyła, niż dała satysfakcję z rozwiązania zagadki.

Podsumowując, "Beta Vulgaris" to powieść interesująca, odważna i zdecydowanie wyróżniająca się na tle współczesnych horrorów psychologicznych. Doceniam jej klimat, oryginalny pomysł oraz próbę opowiedzenia historii o lęku i ekonomicznej niepewności w nietypowy sposób. To dobry eksperyment literacki i zdecydowanie chciałabym widzieć więcej takich. Jednocześnie nie mogę powiedzieć, że była to książka, która w pełni mnie porwała. Brak wyraźnego domknięcia niektórych wątków oraz momentami zbyt hermetyczna narracja sprawiły, że moja satysfakcja z lektury była umiarkowana.

To tytuł, który z pewnością zapadnie w pamięć i skłoni do refleksji, ale niekoniecznie dostarczy czytelniczej przyjemności w klasycznym rozumieniu. Dla mnie to solidne 6/10 - książka dobra, momentami bardzo intrygująca, lecz niepozbawiona wyraźnych niedociągnięć. Sięgnęłam po nią z ciekawością i nie żałuję tej decyzji, ale jednocześnie wiem, że nie jest to historia, do której będę chciała wracać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Na blogu korzystam z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w Polityce Prywatności Bloga.