30 listopada 2025

Alchemised, czyli alchemia, wojna i umiejętność, która miała być zbawieniem


Miał być hit na bazie Harry'ego Pottera, a wyszła przegadana historia z nieco niemrawą bohaterką.

Gdy zobaczyłam zapowiedź „Alchemised” - mrocznej fantastyki z alchemią, nekromantami, wojną i zagubioną bohaterką - pomyślałam: „to może być coś wyjątkowego”. Zaintrygowało mnie również, iż historia ta oryginalnie była fanfiction Harry'ego Pottera z romansem Hermiony i Draco. Oczekiwania jednak miałam przez to zaryżone. A oto co dostałam: świat po śmierci wielkiej wojny, alchemiczki pozbawionej możliwości działania, nekromantów triumfujących i moralności „wywróconej do góry nogami”. Przystępując do lektury, a raczej odsłuchania audiobooka, miałam ochotę na eliksir literacki, który mnie porwie - czy tak się stało? 

Bogaty pomysł, lecz rozrzucony w tysiąc stron

Akcja dzieje się w świecie, w którym wojna się skończyła, ale cenę poniosły nie tylko pola bitwy - bohaterka, Helena Marino, byłaby świetną alchemiczką, a teraz jest więźniarką własnego umysłu i świata. Gildie alchemików, nekromanci, nieumarłe sługi to jej obecna rzeczywistość, w której musi nauczyć się żyć. Wszystko to tworzy mocne, mroczne tło. I rzeczywiście: pierwszy kontakt z tym światem robi wrażenie. Przeszłość Heleny jest zagadkowa, rzeczywistość brutalna, a atmosfera gęsta i duszna.

I właśnie tu pojawia się mój główny „ale”: ten świat jest tak rozbudowany, tak pełen wątków i symboli, że momentami traciłam z oczu jego strukturę. Tysiąc stron robi swoje, szczególnie że narracja nie zawsze utrzymuje tempo. Z jednej strony mamy intrygujący pomysł na konflikt: co znaczy być człowiekiem, gdy wojna zniszczyła wszystko? Z drugiej - mamy momenty, w których bohaterka chodzi, myśli, chodzi, myśli - i lekki przesyt. 

Niech najlepszym przykładem chaosu będzie to, że nie zorientowałam się, że nastąpił nagle przeskok w czasie w przeszłość, dopóki nie usłyszałam imienia bohatera, który na samym początku powieści był wspomniany jako już nieżyjący. A nawet wtedy zastanawiałam się, co się właściwie stało i potrzebowałam dłuższej chwili, by zrozumieć, że autorka znikąd zrobiła przeskok w przeszłość, który... trwał z pół książki.

Helena i Kaine: potencjał vs. rzeczywistość

Helena to postać z wielkimi możliwościami - była cenioną alchemiczką, po czym straciła wszystko, w tym samą tożsamość i pamięć. Wydawałoby się, że powinna bardziej sprzeciwiać się nowej rzeczywistości. W praktyce jednak przez pierwszą połowę książki wydaje się, że cały jej potencjał został uśpiony. Wiele scen pokazuje ją jako bierną obserwatorkę lub uczestniczkę wydarzeń, która daje się torturować raz po raz, niekoniecznie z tym walcząc lub nie przewidując, jakie konsekwencje może mieć dana decyzja. Wiedząc, że jest to bohaterka wzorowana na postaci Hermiony Granger, trochę mnie zawiodło.

A potem mamy Kaine'a -  potężny, niedostępny, władczy, z kartami przeszłości, które mogłyby czynić go fascynującym antagonistą-sojusznikiem-kochankiem. Kiedy on i Helena są razem - chemia bywa, robi się gorąco, ale momentami miałam wrażenie, że autorka zapomniała dać im realne tło i rozwój. Relacja Helena-Kaine zamiast ewoluować, często utkwiła w fazie „cierpienia i pożądania” bez głębszych przełomów.

Mocnym atutem jest pomysł: bohaterowie muszą się zmierzyć z powojenną traumą, moralnymi upadkami, alchemią i nekromancją jako metaforą zniszczenia. Ale to, co by mogło być wyraziste, chwilami gubi się w natłoku opisów i powtórzeń.

Mocne strony:

  • Atmosfera -mroczna, intensywna, potrafi wciągnąć.

  • Pomysł - alchemia + wojna + nekromancja = miks, który przyciąga uwagę.

  • Konflikt moralny - nie tylko walka dobra ze złem, ale szarości, trauma, zniszczenie. 

Słabsze strony:

  • Tempo i długość - dla niektórych będzie to ogromne wyzwanie, szczególnie że wiele scen jest nazbyt rozwleczonych.

  • Bohaterowie - Helenę i Kaine’a lubiłam na poziomie pomysłu, ale brakowało mi wiarygodności w zachowaniu Kaine'a.

  • Przewidywalność relacji i wątków - widać schematy, które mogą niektórych czytelników wciągnąć, ale tych bardziej wymagających zawiodą.


Podsumowanie

„Alchemised” to kawał ambitnej fantastyki, która stara się przekroczyć gatunkowe ramy i zagłębić się w mrok wojny, zniszczenia i moralnych ruin. W wielu momentach udaje jej się to - atmosfera, pomysł czy narracja miejscami mają moc. Ale w równym stopniu książka ma momenty, które mnie rozregulowały: bierność bohaterki, przeciągnięte segmenty, brak jasnej motywacji bohaterów do działania. Całość zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami. 

Mogę jedynie powiedzieć, że kompletnie nie jestem zainteresowana powróceniem kiedyś do tej historii i cieszę się, że nie mam jej w papierze, bo nie byłabym zadowolona z wydanych na nią pieniędzy. Za to w audiobooku - cóż, szykujcie się na 36 godzin słuchowiska, chyba że jak ja słuchacie na podwójnym przyspieszeniu. To wtedy tylko 18. Tu jednak przyznam, że ja nie byłabym w stanie wysłuchać całej tej książki ciurkiem - za dużo tych zbyt długich scen i powtarzanych wątków.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Na blogu korzystam z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w Polityce Prywatności Bloga.