wtorek, 10 maja 2016

Kryminał na wesoło:
"Były sobie świnki trzy" Olgi Rudnickiej

Nie wiem, jakim cudem na tym blogu nie pojawiła się jeszcze ani jedna recenzja powieści Olgi Rudnickiej, ale dziś to nadrabiam. 

Uwaga! Dzisiejsza recenzja jest w zupełnie innej formie niż zazwyczaj :)
~ * ~

Tytuł: Był sobie świnki trzy
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: marzec 2016
Natalia - ocena: 10/10


Na wstępie - apel!
Dziewczyny, kupujcie i czytajcie - "Były sobie świnki trzy", gdyż to zdecydowanie najlepsza powieść Olgi Rudnickiej ze wszystkich, jakie do tej pory napisała, a ma ich już przecież na swoim koncie niemało. Po prostu cud, miód i orzeszki! Powieść jest naprawdę kapitalna, uśmiech nie schodził mi z ust i naprawdę nie mogłam się od niej oderwać ani na chwilę.

Wszystkie trzy bohaterki są mega odjechane, nieprzewidywalne i nie da się ich nie polubić. Pozornie każda z nich to typ głupiutkiej blondyny, która do trzech nie potrafi zliczyć (tak przynajmniej sądzą ich małżonkowie), ale jak się dość szybko okazuje żadna z nich wcale głupia nie jest. Jolka, Marta i Kama przyjaźnią się od dawna, ich mężowie też są kolegami. Wszystkie trzy pary mają za sobą spory małżeński staż i są już sobą znudzone. Dziewczyny zaczynają podejrzewać, że ich wiarołomni mężowie zamierzają wymienić je na lepszy (i znacznie nowszy) model i postanawiają się ich pozbyć. I to jak najszybciej.
„- Nie możesz oczekiwać, że jedna z nas zabije człowieka, który w niczym nam nie zawinił – odparła Jolka. - Jestem zdecydowanie przeciwna zabijaniu kogokolwiek poza własnym prywatnym mężem. Nie jestem psychopatką.”
I wtedy dopiero zaczyna się dziać. Wydarza się jeden wypadek, potem drugi i kolejny, ktoś komuś uszkodził auto, ktoś kogoś zaszantażował, śledził, oskarżał. Pewien policjant zaczyna się tym nadmiernie interesować, choć to nie jego rewir, pewna ambitna kochanka ma już dosyć bycia kochanką, w ruch idą leki na przeczyszczenie, suszarka do włosów, a dziewczyny są zbyt gadatliwe...

„Były sobie świnki trzy” to lektura naprawdę godna polecenia, gdyż ma wszystko, czego oczekujemy, czyli wartką akcję, niebanalne podejście do tematu, świetnie napisane dialogi i mnóstwo humoru (i to często czarnego). W sumie nic dziwnego, ponieważ takie właśnie w większości są książki Olgi Rudnickiej, która zawsze umie mnie rozbawić i zaciekawić. Przyznam, że po jej książki sięgam zawsze w ciemno, bez wahania i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Tym razem też tak było, gdyż ta historia wciągnęła mnie już od pierwszej strony i nie mogłam się od niej oderwać aż do końca. Widać, że autorka wszystko dobrze sobie przemyślała i poukładała, a zastosowane przez nią rozwiązania „problemów” są dość niezwykle.

Zarówno postacie pierwszo-, jak i drugoplanowe są świetnie nakreślone, napięcie narasta stopniowo, a zakończenie jest zaskakujące. Nic tylko brać, kupować, nie marudzić. I zaręczam, że nie będziecie żałować.
Jeśli więc chcecie się przekonać, czy małżonkowie owych trzech pań zasłużyli sobie na to, co ich spotkało, cóż takiego żony dla nich wymyśliły i czy udało im się to zrealizować, koniecznie przeczytajcie tę książkę. Dobra zabawa gwarantowana!

Ta powieść to nie tylko obowiązkowa lektura nie tylko dla pań, ale przede wszystkim dla panów - z tym, że dla nich niech to będzie forma przestrogi, do czego mogą posunąć się kobiety, jeśli się je sprowokuje i że lepiej nie kazać przyszłej żonie podpisywać intercyzy, gdyż to się może dla nich naprawdę źle skończyć. Naprawdę gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!


15 komentarzy:

  1. Od wczoraj czeka na półce na swoją kolej, a po Twojej recenzji coś czuję, że jej pora nadejdzie szybciej niż przewidywałam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Już mam :) tylko nie wiadomo kiedy zostanie przeczytana

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nic nie czytałam Olgi Rudnickiej, ale na pewno się skuszę na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja już kupiłam i teraz czekam na odpowiednią chwilę :) Po znakomitym spotkaniu z "Diabli nadali" myślę, że autorka mnie nie zawiedzie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. No, no, ciekawie się zapowiada :)
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam jeszcze twórczości Rudnickiej, ale cieszę się, że "Były sobie świnki trzy" czekają na czytniku - widzę, iż to dobra lektura na pierwszy raz z tą pisarką. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham Rudnicką za to, że pisze tak świetne kryminały.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak najbardziej mam ochotę ją poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nic jeszcze Rudnickiej nie czytałam, ale kryminały, nawet te na wesoło lubię.
    Zapraszam do siebie na konkurs!

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie szukam książki dla mojego mężczyzny, chyba już znalazłam. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Też bardzo lubię humor w powieściach Rudnickiej. Tą zamierzam przeczytać, jak tylko dorwę ją w bibliotece, na razie jest już wypożyczona. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka świetna, uwielbiam styl Rudnickiej, ale zdecydowanie lepsza była jej poprzednia powieść - "Diabli nadali". Czytałaś? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię takie książki a humorem, więc jeśli kiedyś zdecyduję się poznać twórczość tej autorki to myślę, że zacznę właśnie od tej pozycji ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zabawny kryminał? Zapowiada się naprawdę intrygująco!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz - uwielbiam je czytać i przez to pomału Was poznawać.